Ai Weiwei: artysta, który polaryzuje. I bardzo dobrze [KOMENTARZ] | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 01.08.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Ai Weiwei: artysta, który polaryzuje. I bardzo dobrze [KOMENTARZ]

Chiński artysta Ai Weiwei cieszy się w Niemczech popularnością graniczącą z kultem. Sabine Peschel komentuje to zjawisko i zwraca uwagę, że inni chińscy twórcy też są godni zainteresowania.

default

Ai Weiwei z synem Ai Lao i jego matką Wang Fen po wylądowaniu na lotnisku w Monachium 30 lipca 2015

Wyobraźmy sobie, że znany w świecie niemiecki artysta, taki jak, powiedzmy, Rebecca Horn, sięga w Kolonii po rzymską wazę i z kamienną miną opuszcza to liczące ponad dwa tysiące lat naczynie na podłogę, gdzie rozbija się ono na kawałki. Następnie fotografuje szczątki wazy i wystawia ich zdjęcie jako dzieło sztuki. Prawdopodobnie taka akcja wywołałaby spore oburzenie i znalazłaby się w konflikcie z przepisami nt. ochrony zabytków.

Peschel Sabine Kommentarbild App

Autorka komentarza Sabine Peschel

Tymczasem, jak wiadomo, właśnie to uczynił 20 lat temu Ai Weiwei upuszczając na podłogę rytualne naczynie z dynastii Han. W ten sposób stworzył dzieło sztuki pod tytułem "Dropping a Han Dynasty Urn", które umocniło jego międzynarodową sławę. Zachodni świat sztuki uznał, że Ai sprzeciwił się w ten sposób oficjalnej interpretacji historii Chin, która w latach 90-tych XX wieku była ważnym elementem ówczesnej polityki kulturalnej Pekinu, silnie podbudowanej ideologicznie. Kiedy w Chinach rozmawia się z tamtejszymi artystami i intelektualistami o Ai Weiwei'u, jeszcze dziś zachodni rozmówcy mogą być zaskoczeni ich reakcją na tamto wydarzenie. Chińczycy są zdania, że niszcząc bezpowrotnie niepowtarzalny zabytek Ai Weiwei posunął się za daleko, i że jego akcja była świadomą prowokacją obliczoną na zwrócenie na siebie uwagi, podobnie jak namalowanie 11 lat później logo Coca-Coli na neolitycznej wazie i zanurzenie jej wielokrotnie w przemysłowej farbie.

A gdzie jest nasze spojrzenie na innych chińskich artystów?

Ten przykład dowodzi, w jak różny sposób można oceniać dzieła sztuki i jest to zupełnie normalne. Być może mówi on też sporo o naszym spojrzeniu na Chiny i chińską sztukę, i o nas samych. Kiedy w maju tego roku w Nadrenii Północnej-Westfalii otwarto wielką wystawę "Chiny 8", w której uczestniczyło 9 muzeów i 120 twórców, w niemieckich mediach stale pojawiało się tylko jedno pytanie, tworzące niekorzystny klimat wokół tej wystawy: dlaczego nie bierze w niej udziału Ai Weiwei? Tymczasem, jak się okazało, mógł w niej uczestniczyć. Chińskie czynniki oficjalne nie miały nic przeciwko temu. To sam Ai Weiwei zrezygnował z wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Być może był wtedy zajęty innymi projektami, na przykład przygotowaniami do czwartej już jego wystawy indywidualnej w Pekinie w czerwcu? A może, po prostu, nie miał ochoty na uczestniczenie w tak dużej wystawie zbiorowej?

Osobiście uważam, że powinniśmy uważniej przyjrzeć się naszym ocenom i reakcjom. I niezależnie od zachwytów osobą i twórczością Ai Weiwei'a nie tracić z pola widzenia innych, interesujących chińskich artystów, wśród których jest sporo postaci naprawdę wybitnych. Właśnie to mają nam wciąż za złe chińscy intelektualiści: ich zdaniem jesteśmy za mało otwarci na innych twórców, zbyt uprzedzeni i zbyt jednostronni w naszym "zachodnim" spojrzeniu na współczesną sztukę Chin. I nie tylko sztukę.

Fenomen niezwykłej popularności Ai Weiwei'a w Niemczech

W Niemczech Ai Weiwei ma wielu zwolenników i wielbicieli, którzy w tym samym stopniu podziwiają jego wysmakowaną intelektualnie sztukę konceptualną, jak i ściśle z nią związane poglądy polityczne. Od roku 2011, w którym spędził 81 dni w areszcie, Ai Weiwei został członkiem Akademii Sztuki w Berlinie, a na akademii sztuk pięknych w stolicy Niemiec czeka na niego trzyletni angaż na stanowisku profesora wizytującego. Wielu berlińczyków, tak jak ja, ma wciąż w pamięci jego wystawę indywidualną "Evidence" w Muzeum Martin-Gropius-Bau. Oglądając ją byłam zachwycona jego intelektualnym anarchizmem. Jak wiadomo Ai niezwykle wysoko ceni dadaistę Marcela Duchampsa, który wywarł duży wpływ na jego sztukę. Z drugiej strony Ai jest nierozerwalnie związany z tradycjami chińskiej kultury i historią Chin. Podziwiam jego zaangażowanie w ważne sprawy społeczne i bieżące życie polityczne Chin i odwagę, z jaką dokumentuje i krytykuje zjawiska zasługujące, jego zdaniem, na słowa krytyki. Podziwiam i wysoko cenię także jego głęboki humanizm, ale niezależnie od wszystkich jego zasług i zalet jestem zdania, że powinniśmy unikać patrzenia na Chiny przez pryzmat jego osoby jako artysty i człowieka. Ai Weiwei nie jest też naszą tubą propagandową i do tej pory potrafił skutecznie przeciwstawić się wszystkim próbom osadzenia go w tej, czy podobnej do niej, roli.

Ai w dalszym ciągu będzie nas zachwycał i polaryzował. Dobrze się stało, że znów jest wśród nas, kiedy brytyjskie MSW w skandaliczny sposób się skompromitowało sprawdzając jego kryminalną, rzekomo, przeszłość. Równocześnie życzę mu, żeby razem ze swym dzieckiem i jego matką mógł bezpiecznie powrócić do Chin i mam nadzieję, że nie będzie musiał zostać u nas na długo. W Chinach czeka na niego liczny sztab jego współpracowników, wielkie atelier i wiele ważnych spraw społecznych. Tam też jest jego właściwe miejsce, choć z drugiej strony Ai Weiwei, dzięki uczestnictwu w wystawie Documenta i w wielu innych, jest już po trosze także niemieckim artystą.

Sabine Peschel

tłum.: Andrzej Pawlak