30 lat V4. Wyszehradzka solidarność | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 15.02.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

30 lat V4. Wyszehradzka solidarność

Największym sukcesem Grupy Wyszehradzkiej (V4) nie było zamknięcie jej granic przez uchodźcami w 2015 roku, lecz wyprowadzenie sowieckich wojsk z Polski ponad dwie dekady wcześniej.

30 lat Grupy Wyszehradzkiej (V4)

30 lat Grupy Wyszehradzkiej (V4)

Pomysł solidarnej współpracy najpierw trzech, a po podziale Czechosłowacji czterech państw Środkowej Europy nie wszystkim się podobał. „Republika Czeska już w pierwszych polistopadowych latach (to znaczy po aksamitnej rewolucji z listopada 1989 roku – przyp.) oceniała sceptycznie tak zwane ugrupowanie wyszehradzkie, względnie motywy jego utworzenia”, napisał w lecie 1995 roku na łamach czeskiego dziennika „Lidové noviny” ówczesny premier Czech Václav Klaus.

Wtedy Grupa Wyszehradzka sprawiała wrażenie formacji odchodzącej do historii. Po raz ostatni spotkała się na szczycie w styczniu 1994 roku – i to nie z własnej inicjatywy, lecz Billa Clintona, który zwołał do Pragi jej prezydentów, by przedstawić im Partnerstwo dla Pokoju. A oni odczytali je nie jako krok ku członkostwu w NATO, które było ich celem, lecz jako jego namiastkę. Najdobitniej dał wtedy temu wyraz Lech Wałęsa, który gorzko zauważył, że idea wspólnego europejskiego domu pozostaje niespełnionym snem.

Dla czeskiego premiera był to zaś zapewne kolejny dowód, że na Zachód, do NATO i Unii Europejskiej, należy iść samemu. Czechy uchodziły za prymusa i czekanie na maruderów – zwłaszcza Polskę – wydawały się mu stratą czasu. Wszakże już w styczniu 1993 roku powiedział francuskiemu dziennikowi „Le Figaro”, że współpraca wyszehradzka jest procesem sztucznie wykreowanym przez Zachód i Czechy nie są nią zainteresowane, bo i tak za dwa, trzy lata będą mogły wejść do europejskich wspólnot.

Szefowie rządów Węgier, Czech, Polski i Słowacji

Szefowie rządów Węgier, Czech, Polski i Słowacji

Nie przewidział, że takim scenariuszem nie będą zainteresowane same wspólnoty. A poza tym najwyraźniej zapomniał, że ten pomysł narodził się właśnie w Czechosłowacji. A może sądził, że rodacy zapomnieli?

W duchu solidarności

„Czechosłowacja wyszła swego czasu z inicjatywą bliższej współpracy ‘Trojki’, trzech sąsiednich krajów z podobną przeszłością i podobnymi problemami: Polską, Czechosłowacją i Węgrami”, napisał jej prezydent Václav Havel w swoich „Letnich przemyśleniach” z 1991 roku. „W tamtym czasie wielu ludzi nie wierzyło w możliwość takiej współpracy i wątpiło, że te trzy kruche, niedoświadczone i przytłoczone swoimi własnymi problemami demokracje w ogóle mogą dojść do porozumienia, nie mówiąc już o ‘koordynowaniu’ swojej drogi do Europy”, dodał.

Tak naprawdę on sam był autorem tego pomysłu. Sformułował go w styczniu 1990 roku podczas pierwszej wizyty w Polsce w roli prezydenta Czechosłowacji: „Z tej rzeczywiście autentycznej przyjaźni (…) powinna wyrastać dobra koordynacja naszej polityki, którą my i Wy nazywamy powrotem do Europy. W tym punkcie powinniśmy swoje wysiłki skoordynować jak najlepiej z Węgrami (…) w duchu tej solidarności, która była inspiracją w gorszych czasach, kiedy Wy protestowaliście przeciwko prześladowaniu nas, a my – Was”, mówił 25 stycznia 1990 roku w polskim Sejmie.

Jego koncepcja była logiczną kontynuacją doświadczeń współpracy polskich opozycjonistów i czechosłowackich dysydentów – najpierw między Komitetem Obrony Robotników a ruchem Karty 77, później zaś w ramach działającej po obu stronach granicy Solidarności Polsko-Czechosłowackiej. Logiczne też było dołączenie do tej współpracy Węgier, choćby ze względu na liczną, ponad półmilionową mniejszość węgierską na Słowacji.

Symboliczny Wyszehrad

– Havel miał taki pomysł, żeby to powstało w Bratysławie – wspomina w rozmowie z DW Mirosław Jasiński, jeden z współtwórców Solidarności Polsko-Czechosłowackiej, który potem w latach 1990-91 był radcą ambasady RP w Pradze. I rzeczywiście, pierwszy szczyt prezydentów Czechosłowacji, Węgier i Polski został zorganizowany właśnie w Bratysławie, 9 kwietnia 1990 roku.

Mirosław Jasiński

Mirosław Jasiński

Jednak z Bratysławą był problem. Po pierwsze Polskę reprezentował tam generał Wojciech Jaruzelski. – A poza tym w 1990 roku do współpracy nie palili się Węgrzy, namawiani przez Austrię, żeby się nie przyłączać – twierdzi Jasiński. – Oni wtedy dopiero co wraz z Austrią, Włochami i Jugosławią weszli do Quadragonali, która w miarę jak dołączały do niej kolejne państwa zmieniała nazwę, aż stała się Inicjatywą Środkowoeuropejską.

W końcu za początek współpracy uznany został szczyt z 15 lutego 1991 roku na zamku w węgierskim Wyszehradzie, gdzie prezydenci Czechosłowacji i Polski, Václav Havel i Lech Wałęsa, oraz premier Węgier József Antall przyjęli deklarację o współpracy. Za cel postawili między innymi „włączenie się w pełnym zakresie w europejski system polityczny, gospodarczy oraz system bezpieczeństwa i prawodawstwa”, czyli wejście do NATO i Unii Europejskiej.

Miejsce było bardzo symboliczne: to tam trzykrotnie spotykali się królowie Czech, Polski i Węgier: Jan Luksemburski, Kazimierz Wielki i Karol Andegaweński. Po raz pierwszy w 1335 roku – by zadecydować, kto ma władać Polską i jakim kosztem.

Wycofywanie sowieckich wojsk

Jednym z najważniejszych postulatów, jaki się pojawił w wyniku Jesieni Ludów 1989 roku było wyprowadzenie wojsk sowieckich właśnie z tych trzech państw. Ich definitywnego odejścia natychmiast zażądały Czechosłowacja i Węgry. – Havel to powiedział już w grudniu 1989 roku, być może nawet jeszcze zanim został prezydentem – przypomina sobie Jasiński.

Pierwsze czechosłowacko-sowieckie rozmowy ruszyły już w połowie stycznia 1990 roku w Pradze, druga runda była trzy tygodnie później w Moskwie, a 26 lutego ministrowie spraw zagranicznych obu państw, Jirzí Dienstbier i Eduard Szewardnadze, podpisali umowę o wycofaniu sowieckich wojsk z Czechosłowacji do końca czerwca 1991 roku.

– Jeszcze tego samego dnia ruszyły pierwsze transporty – mówi Jasiński. Ostatni przekroczył czechosłowacką granicę w Cziernej nad Cisą 21 czerwca 1991 roku. Ostatni sowiecki żołnierz zaś, dowódca Centralnej Grupy Wojsk generał Eduard Worobjow, opuścił Czechosłowację sześć dni później.

W marcu 1990 roku rozpoczęła się ewakuacja z Węgier Południowej Grupy Wojsk utworzonej w 1957 roku po krwawym stłumieniu powstania węgierskiego rok wcześniej. 16 czerwca 1992 roku opuścił Węgry ostatni transport, a trzy dni później jej dowódca, generał Wiktor Szyłow.

Polskie opóźnienie

Tymczasem Polska zwlekała. Wprawdzie Lech Wałęsa już 17 stycznia 1990 roku zażądał wycofania sowieckich wojsk od odwiedzającego Gdańsk ambasadora Władimira Browikowa, ale w obliczu zbliżającego się zjednoczenia Niemiec rząd Tadeusza Mazowieckiego widział w ich obecności gwarancje bezpieczeństwa dla granicy na Odrze i Nysie. Dopiero jej potwierdzenie przez parlamenty obu państw niemieckich 21 czerwca 1990 roku i postanowienia konferencji dwa plus cztery gwarantujące zawarcie niemiecko-polskiego traktatu granicznego skłoniły Warszawę do radykalnej zmiany stanowiska. 7 września 1990 roku minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski wysłał do ambasadora ZSRS notę wzywającą Moskwę do wycofania wojsk.

Negocjacje rozpoczęły się w listopadzie. Dość szybko okazało się jednak, że Sowietom zależy na rozmowach, a nie ustaleniach. Zależało im na wycofaniu wojsk z Niemiec. Groziło, że gdy to zrobią, ich żołnierze zostaną w Polsce na długie lata.

Egzamin z solidarności

– Wtedy Warszawa de facto zablokowała tranzyt przez polskie terytorium. Sowieci próbowali najpierw ewakuować się przez Bałtyk, ale to okazało się niemożliwe. Potem chcieli na dziko przejechać przez Polskę jako „konwój humanitarny”, ale zostali zatrzymani. Zwrócili się więc o zgodę na tranzyt przez Czechosłowację – wylicza Jasiński. – Ale Czechosłowacja odmówiła. A potem odmówiły także Węgry.

W ten sposób Sowieci zostali zmuszeni do poważnych rozmów z Warszawą. Ostatni żołnierz Północnej Grupy Wojsk opuścił Polskę 17 września 1993 roku. Ewakuacja Zachodniej Grupy Wojsk z Niemiec zakończyła się dopiero 31 sierpnia 1994 roku.

Wtedy, w pierwszej połowie 1991 roku, utworzony właśnie Trójkąt Wyszehradzki zdał wielki egzamin z solidarności. – To było jego najważniejsze osiągnięcie, bo zadecydowało o losach demokracji w Polsce – podsumowuje Mirosław Jasiński. – Niedługo później, podczas puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku mogliśmy się przekonać, jak wielka to była groźba – dodaje.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na facebooku! >>