30 lat traktatu granicznego Polska-Niemcy. „Dlaczego pan mi nie wierzy?!” | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 14.11.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

30 lat traktatu granicznego Polska-Niemcy. „Dlaczego pan mi nie wierzy?!”

Traktat z 14 listopada 1990 roku potwierdził ostateczny kształt granicy polsko-niemieckiej. Zanim do tego doszło, pierwszy niekomunistyczny rząd Polski ruszył z dyplomatyczną ofensywą.

Traktat z 14 listopada 1990 roku potwierdził ostateczny kształt granicy polsko-niemieckiej

Traktat z 14 listopada 1990 roku potwierdził ostateczny kształt granicy polsko-niemieckiej

„Dlaczego pan mi nie wierzy?!” – miał krzyknąć minister spraw zagranicznych RFN na szefa polskiej dyplomacji, uderzając pięścią w stół. Hans Dietrich Genscher jest już wyraźnie poirytowany ciągłymi wątpliwościami, jakie zgłasza Krzysztof Skubiszewski. Zbliża się paryska tura konferencji „dwa plus cztery”, planowana na 17 lipca 1990 roku. Dwa państwa niemieckie i cztery mocarstwa byłej koalicji antyhitlerowskiej (Francja, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Związek Radziecki) mają na niej omawiać kwestię granic w kontekście zjednoczenia Niemiec.

Zjednoczenie tak, ale...

Polacy zapewniają, że nie są przeciwni zjednoczeniu Niemiec, ale żądają najpierw uznania granicy na Odrze i Nysie. Tę wprawdzie uznały już w przeszłości obie niemieckie republiki, ale czy uznają ją potężne, zjednoczone Niemcy? Strona polska ma wątpliwości i domaga się zapisu „czarno na białym”.

Helmut Kohl w Warszawie 9 listopada 1989 r.

Helmut Kohl w Warszawie 9 listopada 1989 r.

– Niemcy ręczyli, że granica na Odrze i Nysie jest ostateczna i uznają ją, kiedy zjednoczone Niemcy odzyskają pełną suwerenność – wspomina w rozmowie z DW były doradca kanclerza Helmuta Kohla, Horst Teltschik. Towarzyszy on kanclerzowi RFN podczas wizyty w Warszawie w listopadzie 1989 roku. Kohl przerywa jednak wizytę po pierwszym dniu, wraca do Niemiec (gdzie właśnie pada mur berliński), a potem kontynuuje wizytę w Polsce. – Zapewnialiśmy o uznaniu granicy zaraz po zjednoczeniu – mówi Teltschik. – Celem Kohla był pozytywny rozwój stosunków między Niemcami a Polską. Powtarzał, że relacje te są dla nas tak samo ważne, jak relacje z Francją.

Po mszy w Krzyżowej i geście pojednania doradca kanclerza mówi premierowi Polski Tadeuszowi Mazowieckiemu: „Razem z kanclerzem uczestniczył pan w mszy świętej, wymieniliście gest pojednania i przyjęliście komunię. To musi w panu utwierdzić wiarę, że kanclerz dotrzyma słowa” – wspomina Horst Teltschik. – Byłem rozczarowany tym brakiem zaufania – dodaje. Do dzisiaj nie zmienił zdania. – Należę do ludzi, którzy dotrzymują danych obietnic. I Helmut Kohl dotrzymał słowa.

Msza Pojednania w Krzyżowej 12 listopada 1989 r.

Msza Pojednania w Krzyżowej 12 listopada 1989 r.

„To mnie postawiło do pionu”

Zanim do tego dojdzie, sprawa zachodniej granicy Polski spędza Mazowieckiemu i Skubiszewskiemu sen z powiek. Kiedy kilkanaście dni po wizycie w Polsce Helmut Kohl przedstawia swój 10-punktowy plan zjednoczenia Niemiec, polski rząd jeszcze bardziej zaczyna się niepokoić. W planie nie pada ani jedno słowo na temat granicy z Polską. „To mnie postawiło do pionu” – wspominał później Tadeusz Mazowiecki. Premier zwołuje konferencję prasową i oświadcza, że Polska musi być obecna na rozmowach „dwa plus cztery”.

Rząd Mazowieckiego rozpoczyna dyplomatyczną ofensywę, by przekonać światowe mocarstwa do swych racji. Mazowiecki i Skubiszewski zabiegają o częściowy chociaż udział Polski w negocjacjach na temat zjednoczenia Niemiec i kategoryczną deklarację w sprawie granicy jeszcze przed połączeniem RFN i NRD. Atmosfera staje się jeszcze bardziej nerwowa, kiedy okazuje się, że proces zjednoczenia nie potrwa kilka lat, tylko jest kwestią miesięcy.

Kanclerz Kohl na wiecu wyborczym we wschodnich Niemczech (luty 1990)

Kanclerz Kohl na wiecu wyborczym we wschodnich Niemczech (luty 1990)

I jeszcze z innych względów sprawa nie jest prosta. RFN jest największym wierzycielem Polski, która już od lat nie jest w stanie obsługiwać swojego długu. Warszawa zabiega o umorzenie chociaż części powinności. Jak w takiej sytuacji stawiać warunki?

Nie rozzłościć wypędzonych

Alarm rozlega się także w Bonn, dawnej stolicy RFN, bo kanclerz, a zarazem szef Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) Helmut Kohl chce zyskać na czasie. Obawia się, że sprawa granicy rozzłości środowiska wypędzonych, skupione tradycyjnie w CDU/CSU i osłabi jego pozycję w tak ważnym momencie zjednoczenia.

– To, że Kohl nie wspomniał w swoim planie o granicach, miało dwa powody – wyjaśnia Antoni Dudek, profesor na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pierwszy był natury formalno-prawnej – tylko zjednoczone Niemcy mogą rozstrzygnąć o swoich granicach. Póki co kanclerz RFN nie może w imieniu nieistniejącego państwa podpisywać żadnych umów międzynarodowych. – Na gruncie prawnym można przyjąć ten punkt widzenia, ale w rzeczywistości nie o to chodziło. Kohlowi zależało na sympatii środowisk ziomkowskich. Nie chciał stracić ich głosów w zbliżających się wyborach parlamentarnych – mówi Dudek.

Horst Teltschik zapewnia, że Helmut Kohl był od początku wielkim zwolennikiem układu granicznego, ale musiał uwzględnić sytuację w parlamencie. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek potknięcie. – Chciał, by poparcie w Bundestagu było jak największe – zaznacza Teltschik.

Horst Teltschik: Niemcy ręczyli, że granica na Odrze i Nysie jest ostateczna i uznają ją

Horst Teltschik: Niemcy ręczyli, że granica na Odrze i Nysie jest ostateczna i uznają ją

„Osiągnęliśmy maksimum”

Dlatego Kohl zwleka, a upór Warszawy denerwuje Bonn. Polakom nie wystarczają też jednobrzmiące rezolucje uchwalone w połowie 1990 roku przez Bundestag i Izbę Ludową NRD, potwierdzające „nienaruszalność istniejącej granicy teraz i w przyszłości” oraz zawierające deklaracje wyrzeczenia się wszelkich roszczeń terytorialnych. Przyjęcie rezolucji jest największym ustępstwem strony niemieckiej, ale dla ekipy Mazowieckiego to jedynie krok we właściwym kierunku. Premierowi dalej zależy na skoordynowaniu zjednoczenia Niemiec z podpisaniem traktatu granicznego.

Sytuacja międzynarodowa sprzyja Polsce. Wielka Brytania, Francja i ZSRR nie są zachwycone wizją szybkiego zjednoczenia Niemiec. USA daje wprawdzie zielone światło, ale stawia warunki. Rozmowy Mazowieckiego i Skubiszewskiego szybko przynoszą owoce.

Polska odnosi dyplomatyczny sukces, choć przed zjednoczeniem Niemiec nie uda się podpisać traktatu granicznego. Na paryską konferencję „dwa plus cztery” w lipcu 1990 jedzie Krzysztof Skubiszewski. Dwa państwa niemieckie i cztery mocarstwa potwierdzają nienaruszalność granicy na Odrze i Nysie. Zapada decyzja, że Polska i nowe Niemcy podpiszą umowę graniczną od razu po zjednoczeniu. „Osiągnęliśmy maksimum tego, co było możliwe w aktualnej sytuacji” – notuje później Skubiszewski. On i premier Mazowiecki mogą już spać spokojniej.

Moskwa, 12.09.1990: podpisanie traktatu dwa plus cztery

Moskwa, 12.09.1990: podpisanie traktatu dwa plus cztery

Gra dyplomatyczna

3 października 1990 roku zjednoczenie Niemiec staje się faktem. Kilka tygodni później – 14 listopada – Polska i Niemcy podpisują traktat zamykający kwestię granicy. Jednak dyplomatyczna gra jeszcze się nie kończy. Obie strony pracują nad traktatem o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Toczy się spór m.in. o zapis dotyczący mniejszości niemieckiej w Polsce i polskiej w Niemczech. Rząd Helmuta Kohla nie chce przywrócić Polakom przedwojennego statusu mniejszości narodowej, choć liczba Polaków w Niemczech wielokrotnie przewyższa liczbę niemieckich obywateli w Polsce. Teraz Kohl gra traktatem granicznym i zwleka z ratyfikacją. – Był bardzo bezwzględnym graczem – mówi prof. Dudek. Kohl ostrzega, że dopóki ten traktat o przyjaźni nie będzie wynegocjowany i podpisany, to traktat graniczny nie będzie ratyfikowany przez Bundestag. – To stawiało Polskę pod ścianą, bo zależało jej na jak najszybszym potwierdzeniu tej granicy. I to był jeden z elementów ustępstwa strony polskiej. Zgodziła się na różne niekorzystne rozwiązania, które do dziś są przedmiotem kontrowersji w Polsce.

17 czerwca 1991: Polska i Niemcy podpisują traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy

Polska i Niemcy podpisują traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy (17.06.1991)

17 czerwca 1991 roku w Bonn Polska i Niemcy podpisują ostatecznie traktat dobrosąsiedzki, siedem miesięcy po układzie granicznym. Pod koniec roku parlamenty Polski i Niemiec ratyfikują oba traktaty, by 16 stycznia 1992 mogły wejść w życie.

Kiedy nad traktatem granicznym głosuje Bundestag, Helmut Kohl wydaje się osiągnąć swój cel. Przeciwko jest tylko dziewięciu posłów. Obu krajom udaje się też ukierunkować wzajemne stosunki na współpracę, porozumienie i pojednanie.