Turcja przyparta do muru [KOMENTARZ] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 04.04.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Turcja przyparta do muru [KOMENTARZ]

Wydarzenia w Turcji zapowiadają poważną zawieruchę. Winę za to ponosi prezydent Recep Tayyip Erdogan, uważa Bahaeddin Güngör.

Odstępy między niepokojącymi doniesieniami z Turcji są coraz krótsze. Nie ma dnia bez informacji o zamachach bombowych, zbrojnych napadach, uprowadzeniach czy starciach demonstrantów z policją. A policja utwierdzona w tym, co robi, nowymi regulacjami prawnymi ws. bezpieczeństwa, działa prawie wyłącznie na własną rękę. Dwa miesiące przed wyborami powszechnymi 7 czerwca Turcja przestała już także w sferze polityki gospodarczej odgrywać rolę prymusa dla Europy. Dramatyczny spadek eksportu jest alarmującym sygnałem dla gospodarki. Dysponująca niekwestionowaną większością, rządząca od 2002 roku umiarkowana islamistyczno-konserwatywna AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju), wstrząsana wewnętrznymi konfliktami, wystawiona jest na ogromną próbę.

Bahaeddin Güngör

Bahaeddin Güngör, kierownik tureckiej redakcji Deutsche Welle

Turcja, która jeszcze kilka lat temu była dumna z godnego pozazdroszczenia wzrostu gospodarczego, jest przyparta do ściany. Kto odważy się na krytykę Erdogana, w najlepszym wypadku straci pracę, jak setki tureckich dziennikarzy. Innych aresztuje się i stawia przed sądem, albo osadza za kratkami. W kwestiach wolności prasy i słowa Turcja znajduje się w skali międzynarodowej na wstydliwych ostatnich miejscach, w sąsiedztwie straszliwych dyktatur.

Marzenie Erdogana o władzy prezydenckiej

Każde próbę przypomnienia o konstytucyjnym obowiązku zachowania neutralności przez prezydenta, zatwardziały Erdogan odrzuca. Zamiast tego podejmuje działania należące do obowiązków premiera i toczy w tym pluralistyczno-demokratycznym ustroju destruktywne, werbalne batalie z opozycją polityczną. Jego następca na stanowisku premiera Ahmet Davutoglu, nie ma szans pokazać, co potrafi.

Jako pierwszy wybrany w wyborach bezpośrednich przywódca republiki Erdogan marzy obecnie o 400 z 550 miejsc w parlamencie dla AKP. Uzyskana w wyniku zmiany konstytucji większość ma mu pomóc we wprowadzeniu w Turcji ustroju prezydialnego na wzór Francji i Stanów Zjednoczonych.

Jeśli Erdogan nie osiągnie tego celu, rozważa przeprowadzenie referendum, czym ryzykuje nowe napięcia i trudne do przewidzenia, niebezpieczne konsekwencje dla pokoju wewnętrznego państwa.

Kruchy pokój wewnętrzny

Jak bardzo kruchy jest ten pokój, pokazuje postępowanie Erdogana w polityce wobec Kurdów. Oferta negocjacji pokojowych więzionego od 1999 roku kurdyjskiego przywódcy Abdullaha Oecalana jeszcze nie została podchwycona. Zamiar Oecalana przekonania walczących Kurdów, aby po stracie od 1984 roku 40 tys. bojowników zaprzestali działań zbrojnych, wywołał między skrzydłami AKP ostre spory za i przeciw wszczęciu procesu pokojowego. Przedtem jednak Erdogan zaprzeczając temu, co mówił w przeszłości, powiedział, że w Turcji nie istnieje problem kurdyjski i tym samym dolał oliwy do ognia.

Republika Turcji wzniesiona w 1923 roku na gruzach Imperium Osmańskiego gorzko doświadczyła od chwili wprowadzenia systemu wielopartyjnego przed 65 laty, jak trudno jest przekształcić system bazujący na niszczeniu politycznego wroga w system działań pokojowych. To wymaga odwagi i gotowości do podejmowania ryzyka. Ponieważ przez ostatnie sześć dziesięcioleci niewielu polityków było zdolnych do tego, Turcja przeżyła kilka przestojów w procesie demokratyzacji państwa i za każdym razem rekonwalescencja po tym była trudna. Erdogan mógłby Turcji zaoszczędzić kolejnych bolesnych doświadczeń. Ale w tym celu musiałby pokazać gotowość do kompromisu, zamiast zamierać nieracjonalnie w bezruchu. Tylko on sam może przyczynić się do pozytywnego przełomu w Turcji.

Bahaeddin Güngör / tł. Barbara Cöllen