″Zrobimy z ciebie bohatera″. Paintballowy festiwal na polsko-niemieckim pograniczu | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 04.08.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

"Zrobimy z ciebie bohatera". Paintballowy festiwal na polsko-niemieckim pograniczu

Czołgi, mundury, niemieckie flagi, dużo czerwonej farby. Przy granicy z Niemcami co roku odbywa się jeden z największych w Europie festiwali paintballowych. Niemieccy organizatorzy obiecują: „Zrobimy z Ciebie bohatera”.

Drużyna czerwonych przed akcją

Drużyna "czerwonych" przed akcją

To nie wygląda na niewinny sport. Przy wjeździe stoi czołg i transporter opancerzony, dookoła faceci w mundurach, kamizelkach i hełmach. Na ramionach karabinki wyglądające jak prawdziwa broń. Po przyjeździe z lewicowego Berlina, gdzie rzadko widać niemieckie flagi, tutaj czarno-czerwono-złote barwy szybko rzucają się w oczy na na mundurach i między namiotami. Tak samo flagi drużyn, bogato zdobione runami, orłami i czaszkami.

W takim otoczeniu w Brożku na polsko-niemieckim pograniczu majówkę 2019 roku spędza niemal 1200 osób podczas „Europejskiego Festiwalu Paintballowego”. To mała wieś tuż po polskiej stronie granicy, pięć kilometrów na wschód od niemieckiego Forst i 30 kilometrów na zachód od polskich Żar.

Do 1945 roku Brożek nazywał się Forst Scheuno i naziści produkowali tu materiały wybuchowe. Dziś znów mówi się tu po niemiecku. Tutaj znajduje się jeden z największych terenów do gry w paintball w Europie, założony przez niemieckich fanów tego sportu. Nie ma już za to zapachu prochu: paintballowe karabinki (markery) strzelają kulkami z farbą i napędzane są dwutlenkiem węgla.

Wojenny festyn na pograniczu

Kto tak spędza swój wolny czas? I dlaczego wszystko odbywa się na tym przygranicznym terenie w Polsce? Aby to sprawdzić, sam biorę udział w festiwalu. Wstęp i miejsce na polu namiotowym: 60 euro, 2000 naboi z farbą: 50 euro, Tyskie: 1,80 euro. Te kilkanaście hektarów, na których dorośli bawią się w wojnę, to chyba pierwsze terytorium w Polsce, gdzie płaci się europejską walutą.

Dokładnie 15 lat wcześniej Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. To, że taki festiwal organizują dziś Niemcy po polskiej stronie granicy, wydaje się chichotem historii. Dla jednych będzie to niezdrowa fascynacja militariami. Dla innych, przeciwnie: znak przepracowania ciężkiej historii, wspólna zabawa Niemców, Polaków i Rosjan. Wielu uczestników powie z kolei: to tylko sport. Kto ma rację?

Główna obietnica festiwalu wypisana jest na plakatach przy wejściu i skierowana do mężczyzn: „Zrobimy z ciebie bohatera”. Kobiet jest tutaj garstka, może 10-20 procent gości, głównie w towarzystwie mężów i chłopaków.

„W Polsce wszystko jest dozwolone!”

Wasilija i jego kolegów nie zniechęciło nawet 30 godzin drogi: przyjechali tu samochodem specjalnie z Moskwy. – Tu jest bardziej realistycznie niż u nas w Rosji – mówi trzydziestolatek. „Realizm” jest dla niego tak ważny, że swój marker przerobił tak, aby wyglądał na prawdziwą broń. Rosjanie stanowią tutaj, po Niemcach, drugą najbardziej widoczną grupę. Wśród uczestników są tylko pojedynczy Polacy (w przeciwieństwie do obsługi, wśród której wielu jest okolicznych mieszkańców).

Kompan Wasilija ma na mundurze naszywkę z napisem „I fight for Merkel”. Czy aż tak lubi niemiecką kanclerz? – To żart, przecież Merkel pozwala do Niemiec przyjeżdżać komu się tylko chce z Iraku czy Afganistanu – mówi oburzony, choć sam przyjechał tu z Rosji. Temat imigrantów powracać tu będzie w wielu rozmowach.

W Niemczech paintball podlega ustawie o broni: grać mogą tylko pełnoletni, markery muszą być oznaczone i strzelać z ograniczoną prędkością. Kilka lat temu dyskutowany był też całkowity zakaz tego sportu. Tymczasem „w Polsce wszystko jest dozwolone!” – zachwalają na stronie internetowej organizatorzy z Brożka. Tutaj brać udział mogą nawet dzieci od 12. roku życia.

Lubuskie lasy to doskonały teren do painballowej gry

Lubuskie lasy to doskonały teren do painballowej gry

Jak w rodzinie: bez reakcji

Pora obiadowa, szukam miejsca do rozbicia namiotu. – Kto chce zajmować Polskę, musi wcześnie wstawać – głośno żartuje grupa chłopaków z okolic Münster na zachodzie Niemiec. Z domu wyjechali o piątej rano, teraz założyli już mundury i w całym oporządzeniu idą na teren gry.

Nigdzie nie wybierają się za to dwaj niemieccy „Wieprzożerni Krzyżacy” około czterdziestki, którzy swoją niechęć do muzułmanów postanowili zamanifestować na koszulkach. Na czarnych t-shirtach widać rycerza wgryzającego się w wieprzowy udziec. Powyżej napis: pork eating crusaders, poniżej to samo po arabsku. Jeden z nich właśnie wdrapuje się na transporter opancerzony, drugi trzyma się butelki wódki. – To już druga dzisiaj – chwali się.

Potem kilka razy zobaczymy jeszcze ubrania popularnej wśród skrajnej prawicy marki Thor Steinar czy zespołu Frei.Wild. W Niemczech scena paintballowa przyciąga radykałów: na przykład według saksońskich służb w położonym niedalego polskiej granicy Budziszynie (Bautzen) to właśnie hala paintballowa miała służyć za punkt spotkań skrajnej prawicy. „Stamtąd do miasta wyruszały małe patrole, aby demolować i wywoływać zamieszki”, donosiła w 2016 roku „Sächsische Zeitung”.

Organizatorzy w Brożku podkreślają, że na festiwalu panuje rodzinna atmosfera. Ze sceny przypominają: „zapłaciliście za aktywny urlop!”. Rzeczywiście, wielu uczestników przyjeżdża tu w gronie znajomych od lat. Ale „dobra atmosfera” w praktyce oznacza przymykanie oczu na szowinistyczne żarty oraz skrajnie prawicowych gości.

Zabawa w Verdun

7:30 rano. Pobudka. Po polu namiotowym niesie się głośne techno. Wypożyczam marker, mundur i maskę i sam idę na pole gry, rozciągające się na kilkunastu hektarach lasu.

Zespoły są dwa: my, czerwoni, przeciwko niebieskim. Mamy walczyć o cztery bazy. Gdy pada sygnał do startu, kilkaset osób rusza biegiem przez dystopiczny teren, pełen wraków samochodów, kontenerów, okopów i drewnianych zapór. Po drogach jeżdżą transportery opancerzone, samochody i autobus. Z hukiem wybuchają „Polenböller”, zabronione w Niemczech petardy, które można kupić na polskim pograniczu.

Chowając się w okopie, obserwuję innych uczestników. Nie widać żadnego planu: nikt nie rozmawia, większość porusza się na własną rękę. Widocznie prawdziwi bohaterowie bitwy wygrywają w pojedynkę. Na drodze na uboczu kilku facetów pozuje do fotografii. Stają, kucają, kładą się na ziemi, prezentują karabinki. Na polu uwijają się też profesjonalni fotografowie, którzy potem wrzucą zdjęcia do internetu.

Okopani na wzniesieniu „Tittenhill” niebiescy trafiają nas z łatwością. Kulka z czerwoną farbą rozbija się na masce: trafiony! Podnoszę rękę i cofam się do „sędziów”: kilkunastoletnich chłopców z okolicznych miejscowości, którzy wycierają farbę i pozwalają wrócić do gry.

Po kilku godzinach biegania po lesie i paru bolesnych siniakach, na dziś wystarczy. W programie na jutro: „zabawa w Verdun” (bitwa pierwszej wojny światowej, 300 tysięcy zabitych) i „Gettysburg” (bitwa wojny secesyjnej w USA, 7 tysięcy zabitych).

Pamiątkowe zdjęcie. Trudno tylko rozpoznać, czyje...

Pamiątkowe zdjęcie. Trudno tylko rozpoznać, czyje...

Ostatnia legalna konstytucja

Wieczorem impreza przenosi się do kantyny. W środku na pomalowanych na oliwkowo ścianach wiszą trzy atrapy kałasznikowów. Na tarasie na zewnątrz tłok. Kim są ludzie, którzy tutaj przyjeżdżają?

- W Niemczech - nie ma – problemu - z nacjonalizmem! – na oko dwudziestoparoletni chłopak z ostrymi rysami twarzy musi mieć już w czubie, bo krzyczy tak głośno, że musi robić przerwy, żeby nabrać powietrza. Na chwilę przyciąga uwagę kilkunastu osób. Zaczepia dwóch mężczyzn przy stoliku obok: – Ostatnia legalna niemiecka konstytucja to ta z 1871 roku, więc w Niemczech nie może być żadnego problemu z rasizmem! – mówi, nie wyjaśniając co ma jedno do drugiego.

Rozpoznaje go ktoś inny: to jeden z grupy „Reichsbürger”, „Obywateli Rzeszy”, czyli skrajnie prawicowego ruchu nieuznającego Republiki Federalnej Niemiec za legalne państwo. Według nich konstytucja z 1949 roku była narzucona przez alianckich okupantów. Ale gdy podekscytowany chłopak znów zaczyna krzyczeć o konstytucji, jeden z nagabywanych każe mu znikać. – Przyjechałem się pobawić, nie potrzebuję agitacji – mówi mężczyzna, a „Obywatel Rzeszy” znów wtapia się w tłum.

Dziecięcy Gettysburg

Spokojni są za to Benni i Stefan, 29-latkowie z Frankonii w północnej Bawarii. Pierwszy pracuje w fabryce, drugi jest elektrykiem, do Brożka przyciągnęła ich niska cena. – Gdy ktoś skarży się, dlaczego tak szybko i agresywnie gramy, to mówię, że tak nauczył mnie dziadek i to nazywa się Blitzkrieg! – mówi Stefan i obydwaj wybuchają śmiechem. Takie żarty rzekomo nie przysporzyły im jeszcze problemów.

Nie przestają narzekać na ośrodek dla uchodźców w ich rodzinnym Schweinfurcie. – Podczas gier trzymamy się teraz razem z Polakami i Czechami, bo wszyscy nie lubimy muzułmanów – mówi Benni o nieoczekiwanym źródle tej ponadnarodowej komitywy. Złagodnieje po paru piwach, gdy wyciągnie komórkę i pokazywać będzie zdjęcia swojego kota: - Tęsknię za nim na wyjazdach – powie z rozrzewieniem.

W końcu udaje się spotkać Polaka. Czterdziestoparoletni Paweł mieszka w Niemczech, a do Brożka przyjeżdża od ponad dziesięciu lat. Akurat jemu nie podobają się żarty Benniego i Stefana. Opowiada, jak przed kilkoma laty na festiwal przyjechała grupa niemieckich neonazistów: gdy wieczorem zaczęli hajlować i krzyczeć faszystowskie hasła, sam wspólnie ze znajomymi Niemcami po szamotaninie wyrzucił ich z baru. – Ochroniarze nam podziękowali i jeszcze zamówili kolejkę piwa – rozluźnia się ponownie Paweł.

Później wyciągnie komórkę i pokaże filmy ze swoim ośmioletnim synem, który strzela się z markerów ze swoimi rówieśnikami. Pawła rozpiera duma: - Zobacz, nauczyłem ich dziecięcego Gettysburgu!

Zabawa weekendowych bohaterów nie jest pozbawiona dowcipu

Zabawa weekendowych bohaterów nie jest pozbawiona dowcipu

Kto się umie bawić

Następnego dnia siąpiący deszcz przerzedza szeregi aspirujących bohaterów. Wczorajszy pogrom czerwonoarmistów powtarza się jeszcze szybciej. Przegrywamy tak sromotnie, że grę trzeba zakończyć przed czasem. Na zakończenie omyłkowo dostaję jeszcze od własnych kompanów bolesny strzał w szyję z kilku metrów.

Wracamy przemoczeni i zziębnięci, gdy nagle spod ziemi wyrasta czterdziestoparoletni mężczyzna z brzuszkiem w obcisłym fioletowym stroju baletnicy. Na nogach i rękach ma siniaki, po których spływa farba. Ktoś inny wyjaśnia, że to rytuał przyjęcia do drużyny: – I tak miał dobrze, bo do mnie strzelali ubranego w samą pieluchę, a blizny miałem ponad rok.

Wieczorem zakończenie festiwalu. Medale, puchary, rozdanie nagród. Temperatura spada poniżej zera, gdy na scenę wychodzą jeszcze dwie striptizerki. Z głośników znowu leci techno.

W restauracji robi się coraz tłoczniej. Serwujące tu dziewczyny piąty dzień z rzędu są na nogach już od kilkunastu godzin. Agnieszka pracuje przy festiwalu już od lat: – Trzeba przyznać, że Niemcy umieją się bawić, nie ma tu wielu awantur – mówi i wskazuje głową na salę: tam impreza przeszła już od pierwszych toastów do śpiewania na krzesłach.

- Ja tam w ogóle nie lubię Niemców – mówi za to Tomek, inny pracownik, który z założonymi rękami patrzy na harmider na sali. Wyjaśnia, że u sąsiadów najbardziej przeszkadza mu zadzieranie nosa: nadal jest rozgoryczony po tym, jak rano jeden z gości z wyższością kazał mu uprzątnąć sobie stół. Ale mimo niechęci Tomek i tak myśli właśnie o wyjeździe do Niemiec. W okolicy praca jest, ale słabo płatna, a w Niemczech można byłoby coś odłożyć, mówi.

Europejski Festiwal Painballowy w Polsce organizują Niemcy

"Europejski Festiwal Painballowy" w Polsce organizują Niemcy

Niebieski generał tańczy pogo

Późnym wieczorem na scenie koło kantyny coverowy zespół Die Toten Ärzte gra niemieckiego rocka. Generał drużyny niebieskich, z butelką whisky w ręku, co chwilę wchodzi na scenę i w zwycięskiej euforii nawołuje swoich kompanów: Au! Au! Au! Dwumetrowi faceci tańczą pogo: rzucają się na siebie i powalają na ziemię. Zespół gra piosenkę Die Ärzte:

Twoja przemoc to tylko niemy krzyk o miłość
Twoje glany tęsknią za czułością

Nigdy nie nauczyłeś się wyrażać siebie
A rodzice nigdy nie mieli dla ciebie czasu

Zaraz, ale przecież to antyfaszystowska piosenka? Jak to pasuje do „Wieprzożernych Krzyżaków”, fanów Thora Steinara i „Obywatela Rzeszy”? Nie widać, czy któryś z nich jest teraz w podskakującym tłumie.

To nie jest skrajny festiwal, ale wypisując na plakatach obraz mężczyzny-twardziela, biegającego z bronią po lesie, otwiera drzwi do świata atrakcyjnego także dla prawicowych radykałów, którzy znajdują tutaj dla siebie przytulny kąt. Co jednoczy większość zebranych w Brożku, to niechęć do świata na zewnątrz, który ze zmieniającą się rolą mężczyzn, polityczną poprawnością i tolerancją dla imigrantów i mniejszości coraz bardziej oddala się od świata leśnych twardzieli i weekendowych Rambo.

Widać to chwilę później. Pogo pod sceną trwa w najlepsze, gdy piosenkarz z czerwonymi włosami podnosi do góry środkowe palce: - Pokażcie co myślicie o świecie na zewnątrz! Pieprzyć ich!

Nie musi powtarzać. Jego śladem w górę podnoszą się dziesiątki rąk.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

 

Redakcja poleca

Reklama