Zestresowani nauczyciele, sfrustrowani uczniowie | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 26.03.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Zestresowani nauczyciele, sfrustrowani uczniowie

Wspólne lekcje dzieci zdrowych z niepełnosprawnymi nie są w Niemczech tak bezproblemowe, jak by się wydawało. Wszyscy pragną inkluzji, ale sobie z nią nie radzą.

Koledzy siedmioletniego niewidomego Marvina (imię zmienione) biegają po boisku, a on stoi milcząco pod ścianą. W lekcjach prawie nie uczestniczy.

- Potrzebujemy dla niego innych materiałów pomocniczych oraz stałej pomocy nauczycielki. Nie udało nam się go naprawdę wesprzeć i zintegrować z resztą klasy – ubolewa dyrektorka szkoły podstawowej Beate Müller (imię i nazwisko zmienione).

Na trzy godziny w tygodniu do szkoły przychodziła pedagog specjalna. Ponieważ mieszkała dosyć daleko, z trzech godzin będących do dyspozycji nauczycielki Marvina, pozostawała z reguły godzina, żeby zapoznać ją z materiałami dla niewidomych i porozmawiać o problemach. - W dodatku nie jesteśmy szkołą wolną od barier i ciągle się baliśmy, że Marvinowi coś się stanie – mówi Müller.

Unterricht in einer Inklusionsschule

W wózku inwalidzkim w szkole ogólnodostępnej. W Niemczech to jeszcze wyjątek

I tak się też stało. Po wypadku niewidome dziecko opuściło szkołę i zostało przeniesione do szkoły dla niewidomych.

Kompletna bezradność

- W tych warunkach inkluzja nie może funkcjonować – uważa Beate Müller nie kryjąc gniewu.

Müller i wielu nauczycieli twierdzą, że zostali przez politykę pozostawieni samym sobie. Od czasu, gdy Niemcy podpisały Konwencję ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych, wszystkie dzieci niepełnosprawne mają prawo do nauki w szkołach ogólnodostępnych. Na tę konwencję powołali się też rodzice Marvina. – Wypróbowaliśmy inkluzję kosztem dziecka i ponieśliśmy porażkę – podkreśliła z goryczą dyrektorka szkoły.

Z tego typu doświadczeniami ekspert do spraw oświaty Heinz Klippert spotyka się ostatnio coraz częściej. Klippert rokrocznie odwiedza około stu szkół w Niemczech. Zajmuje się doskonaleniem nauczycieli. Opowiada o dzieciach autystycznych, które z krzykiem chowają się pod ławkami i o pedagogach, którzy muszą towarzyszyć tym dzieciom w drodze do toalety – pozostawiając 30 uczniów bez opieki.

Inkluzja jeszcze długo nie będzie regułą

- Potrzebujemy w Niemczech więcej wsparcia dla nauczycieli – żąda ekspert. Ani likwidacja szkół specjalnych nie rozwiąże problemu, ani też zatrudnianie pedagogów specjalnych w tzw. centrach wspierania.

Zamiast uczyć w jednej klasie, pedagodzy specjalni jeżdżą od szkoły do szkoły i opiekują się tam dziećmi niepełnosprawnymi, z reguły przez 2-3 godzin tygodniowo.

Dane liczbowe

Inklusion

W Niemczech 25 procent dzieci z dysfunkcjami rozwojowymi chodzi do szkół ogólnodostępnych

W Niemczech jest ok. pół miliona dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Jak dotąd tylko 25 procent z nich uczęszcza do szkół ogólnodostępnych. Pozostałe chodzą do szkół specjalnych i szkół wspierania rozwoju o charakterze terapeutycznym dla dzieci z dysfunkcjami rozwojowymi. Takich szkół wspierania w Niemczech jest dziesięć rodzajów; tyle nie ma nigdzie na świecie.

Polityka chce to jednak zmienić, a pedagogów specjalnych zatrudnić w szkołach ogólnodostępnych, zamiast w szkołach wspierania. Bo te, jak twierdzą eksperci międzynarodowi, nie sprawdziły się. 80 procent uczniów nie kończy tych szkół.

Strategia drobnych kroków

Klippert nie przeczy, że dziecko niepełnosprawne bardziej skorzysta z nauki w szkole ogólnodostępnej. Opowiada się za inkluzją, ostrzega jednak przed pośpiechem.

- W innych krajach inkluzja cieszy się powodzeniem. Uczniowie uczą się razem do 10. klasy, pedagodzy są przygotowani do nauczania indywidualnego. Natomiast w Niemczech wielu nauczycieli nie radzi sobie z nauczaniem zdrowych uczniów reprezentujących zróżnicowany poziomy wiedzy. - W jaki sposób mają zatem poradzić sobie z uczniami niepełnosprawnymi – zastanawia się ekspert.

Unterricht in einer Inklusionsschule

Niemieccy nauczyciele nie radzą sobie z inkluzją

Dlatego Klippert opowiada się za strategią drobnych kroków. - Najpierw trzeba wyszkolić nauczycieli, potem zintegrować uczniów z drobnymi dysfunkcjami rozwojowymi, a następnie dzieci i młodzież upośledzoną psychicznie i fizycznie.

Różne opinie na temat inkluzji

Tej opinii nie podziela berliński ekspert nauk pedagogicznych Ulf Preuss-Lausitz. – Uczymy się podejścia do osób niepełnosprawnych obcując z nimi - mówi.

Twierdzi, że proces inkluzji trwa w Niemczech zbyt długo. Pozytywnymi przykładami są Szlezwik-Holsztyn i Brema, gdzie ponad połowa wszystkich uczniów niepełnosprawnych chodzi do ogólnodostępnych szkół. Ale również tam nauczyciele sobie nie radzą z inkluzją.

- Potrzebujemy więcej pedagogów specjalnych – mówi Astrid Henke ze związków zawodowych Wychowanie i Nauka w Szlezwiku-Holsztynie. - Tam coraz więcej nauczycieli pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy – dodaje Henke - Są tak obciążeni inkluzją, że redukują czas pracy, żeby się nie rozchorować.

DW / Iwona D. Metzner

Red. odp.: Elżbieta Stasik

Reklama