Zamykanie granic: najpierw Austria, potem Niemcy? | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 20.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Zamykanie granic: najpierw Austria, potem Niemcy?

Austria dokonała zmiany kursu w polityce imigracyjnej: kontyngenty, ochrona granic, drut kolczasty zamiast przyjęcia uchodźców z otwartymi ramionami. Jakie skutki miałoby zamknięcie granic przez Niemcy?

Kiedyś była w tym miejscu „zielona granica”. Teraz Spielfeld na południu Austrii dzieli od sąsiedniej Słowenii czterokilometrowe ogrodzenie z drutu kolczastego. Dla imigrantów to kolejna bariera na trasie ich podróży do Europy. Niebawem tak samo może wyglądać cała południowa granica Austrii. Rząd w Wiedniu zapowiedział już zmniejszenie liczby przyjmowanych uchodźców. - Dopóki nie ma europejskiego rozwiązania problemu, zabezpieczenie własnych granic to kwestia rozsądku – powiedziała minister spraw wewnętrznych Austrii, Johanna Mikl-Leitner. Obecnie Austria ma przyjmować dziennie jedynie 80 osób ubiegających się o azyl; maksymalnie 3200 może przejść do sąsiednich krajów, takich jak Niemcy. Dla Niemiec na razie nic się nie zmieni. Jeśli codziennie 3200 osób przyjechało by z Austrii do Bawarii, w dalszym ciągu oznacza to ponad milion imigrantów rocznie.

Według Komisji Europejskiej austriackie ograniczenia są niezgodne z prawem międzynarodowym, bo nie są do pogodzenia z europejskimi konwencjami praw człowieka.

Slowenisch-österreichische Grenze Flüchtlinge

Sceny na granicy austriacko-słoweńskiej

Niemcy po Austrii

Co stałoby się, gdyby Niemcy stopniowo zamknęły swoje granice? Po pierwsze w RFN potrzebna jest – jak na Węgrzech i podobnie jak planuje się w Austrii – jasno przebiegająca granica. Wszelkie drogi transportu, nawet leśne ścieżki i inne „zielone granice” musiałyby być pilnie strzeżone. To wymagałoby setek dodatkowych żołnierzy straży granicznej, co z kolei dużo kosztuje i wymaga przygotowania. W pełni strzeżona granica możliwa jest jedynie przy pomocy nadzorowanego militarnie ogrodzenia. - Kontrole graniczne można w pełni realizować tylko przy znacznych środka zabezpieczenia granic - mówi Jochen Oltmer, badacz zjawisk migracji na Uniwersytecie w Osnabruecku.

Scenariusz drutu kolczastego

Żadne granice nie zatrzymają nielegalnych imigrantów. Doświadczenia uczą, że uchodźcy znajdują ciągle nowe, po części niebezpieczne drogi i luki, by dotrzeć do celu. – Jeśli chodzi nam o zatrzymanie ruchów migracyjnych, natrafiamy na masowy problem – mówi Oltmer. Wyjaśnia, że granice tylko wtedy funkcjonują jako bastion, kiedy państwa są gotowe użyć broni, czyli ostatecznie również strzelać do ludzi, którzy mimo przeszkód będą próbować przedostać się przez granicę. Tak było w przypadku wewnętrznej granicy niemieckiej, która w NRD zamieniła się w „strefę śmierci”. Taki stan panuje obecnie na granicy między Koreą Południową i Północną. czy między Palestyną i Izraelem.

Pozostaje jeszcze inne drażliwe pytanie: co stanie się z tymi, którzy będą próbować nielegalnie pokonać zasieki i zostaną zatrzymani przez służby graniczne? Zgodnie z Konwencją Dublińską należy tych imigrantów konsekwentnie odsyłać do tego kraju Unii Europejskiej, w którym zostali na wstępie zarejestrowani. – Oznaczałoby to tylko przemieszczenie problemu – zaznacza Jochen Oltmer. – Na końcu Niemcy zrzuciłyby odpowiedzialność na inne państwo.

Jochen Oltmer, Institut für Migrationsforschung, Universität Osnabrück

Jochen Oltmer ostrzega przed fatalnymi skutkami zamykania granic

Scenariusz „worst case”

Szefowa austriackiego MSW Mikl-Leitner ma nadzieję na wywołanie właśnie takiego efektu domina. Kolejne kraje znajdujące się na szlaku bałkańskim zamykają swoje granice, przez co mniej imigrantów trafi do krajów docelowych typu Austria czy Niemcy.

- Jednak im więcej kontroli i szczelnych granic, tym bardziej problem uchodźców przeniesie się do sąsiadujących państw – przewiduje Oltmer. Już teraz masy uchodźców tłoczą się po słoweńskiej stronie granicy. Jeśli Berlin na wzór Wiednia wprowadziłby dzienne kontyngenty, imigranci musieliby wyczekiwać po austriackiej stronie. Następstwem byłyby spiętrzenia w wielkich obozach przejściowych. - To nie jest rozwiązuje problemu – krytykuje ekspert.

Granice to ostatecznie rozwiązanie na niekorzyść trzecich. Najgorszym scenariuszem byłby wielki obóz przejściowy w Grecji. – Jeśli nie rozwiążemy problemu, może dojść do katastrofy humanitarnej w zdestabilizowanej gospodarczo Grecji – podkreśla Oltmer.

Zamknięte granice to także cios dla gospodarki. Przez kontrole graniczne mogą powstać znaczne szkody, uważa przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Każda dodatkowa godzina oczekiwania przez ciężarówki na granicy może oznaczać dla Europy roczne straty rzędu 3 miliardów euro.

Nowe granice – nowe szlaki

Podstawowa funkcja granic, czyli zatrzymanie ludzi przed wjazdem do kraju, nie może być realizowana jedynie przy pomocy zasieków i ostrych kontroli. Szlaki uchodźcze na Bałkanach w ubiegłym roku pokazują, że zawsze gdy w jednym miejscu zamykane są granice, imigranci wytaczają sobie nowy szlak. Jeśli utarta droga okazuje się ślepą uliczkę, imigranci szukają innych, nierzadko trudniejszych.

Jeżeli lepiej zabezpieczy się granice zewnętrzne Unii Europejskiej między Grecją i Turcją (czego domaga się wielu polityków UE), problem uchodźców przemieści się do Turcji. Już teraz żyje tam w złych warunkach około dwóch milionów uchodźców.

Na koniec badacz migracji Jochen Oltmer zauważa jeszcze jedno: zabezpieczenia granic w Europie mogą doprowadzić do destabilizacji w krajach takich jak Liban czy Jordania, do których imigranci trafiają na początku ucieczki. Im bardziej niestabilny będzie Bliski Wschód, tym więcej ludzi będzie stamtąd uciekać. Przez dziesięciolecia Europa „odwracała wzrok”, nie interesując się ruchami migracyjnymi na Bliskim Wschodzie. Jeśli Niemcy odgrodzą się tak, jak tego próbuje Austria, w dłuższej perspektywie może to oznaczać więcej uchodźców niż do tej pory.

Vera Kern / Katarzyna Domagała

Reklama