Wyborcza farsa na Białorusi | Felieton | DW | 24.09.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Wyborcza farsa na Białorusi

Wybory parlamentarne na Białorusi były czystą farsą. Europa nie ma już żadnych złudzeń co do reżimu Łukaszenki, który jest bardzo po myśli rosyjskich autokratów. Komentarz DW.

Das Foto hat unser Korrespondent in Minsk (Weißrussland/Belarus) Andrey Timarov am 23.09.2012 gemacht. Das Foto darf auf DW-Seiten veröffentlicht werden. Thema: Wahlen in Weißrussland Stichworte: Minsk, Belarus, Weißrussland, Wahlen, Parlamentswahlen, Wahlkomission Bildbeschreibung: Wahlkomission in einem Minsker Wahllokal am 23,09.2012

Mińsk, głosowanie 23.09.12

Wiadomość, jakoby na Białorusi odbyły się wybory, nie jest zgodna z prawdą. Nie było bowiem rzeczywistego wyboru. Była tylko farsa: nie było ani swobodnej i zgodnej z prawem rejestracji kandydatów, ani swobodnego dostępu do mediów dla wszystkich sił politycznych, ani niezależnych obserwatorów. Były za to represje wobec krytyków reżimu i ludzi o potencjalnie odmiennych poglądach.

Wszystko to nie jest jakimś zaskoczeniem, bo prezydent Aleksandr Łukaszenka rządzi w takim autorytarnym stylu dawnej republiki sowieckiej już od 18 lat. Tymczasem nasuwa się jednak pytanie: przed kim Łukaszenka chce odgrywać jeszcze tę farsę?

Elektorat i opozycja bez znaczenia

Dla Białorusinów od dawna jest już jasne, że oni sami nie mają żadnej władzy politycznej. Nie dość tego: po tym, jak protesty po wyborach prezydenckich w grudniu 2010 roku doprowadziły do brutalnego represjonowania opozycjonistów, ludzie zaczęli się naprawdę bać. Zapanowała polityczna apatia, ludzie wolą kryć się w swoich czterech ścianach. Jeżeli Łukaszenka mówi o jakiejś frekwencji wyborczej, to wiadomo, że jest ona tylko wynikiem strachu przed karą, jeżeli nie poszłoby się do urn wyborczych.

Wyborczej farsy Łukaszenka nie odgrywa także dla białoruskiej opozycji, bo wiadomo, że nią pogardza i nie chce dać jej żadnej szansy, co wielokrotnie podkreślał.

Wybory dla Europy?

Do tej pory można było wychodzić z założenia, że prezydent Łukaszenka organizuje wybory dla europejskiej publiczności - jako konieczne zło polityki oscylującej między Unią Europejską i Rosją. Dla zamydlenia oczu niektórym naiwnym Europejczykom pozorował on w ubiegłych latach liberalizację i demokratyzację swego kraju - i wybory były dobrym do tego narzędziem.

Przed czterema laty nawet mu to się powiodło: Co prawda wybory parlamentarne były w rzeczy samej tak samo niewolne, lecz wielu europejskich polityków - kierowanych naiwnością lub powodami geopolitycznymi – wierzyło wtedy, że na Białorusi możliwe będą polityczne przemiany. Najpóźniej jednak w roku 2010, na skutek represji po wyborach prezydenckich, dla większości Europejczyków było jasne, że pod rządami Łukaszenki żadnej demokratyzacji Białorusi nie będzie. Niektóre instytucje w Niemczech potrzebowały sporo czasu, żeby to pojąć, ale tymczasem taka ocena reżimu Łukaszenki jest w Europie powszechna. Dlatego prezydent mógłby równie dobrze zdjąć tę farsę z afisza, bo w Europie już nikt nie ma złudzeń co do jego autorytarnego reżimu.

Największy wielbiciel

Białoruska farsa wyborcza z pewnością najbardziej przypadła do gustu rosyjskiej publiczności. Moskwie jest na rękę, że białoruskie wybory były jeszcze bardziej niewolne i pozbawione demokratycznych zasad niż sterowane wybory w Rosji. W dialogu z Europą i z rosyjskim społeczeństwem władze kremlowskie mogą teraz, spoglądając na Białoruś, podkreślać, że w ich kraju sytuacja nie jest jeszcze taka zła. Prezydent Putin będzie się z pewnością cieszył, kiedy Łukaszenkę będzie znów się określać mianem "ostatniego dyktatora Europy".

Od lat już prawdą jest stwierdzenie, że klucze do Białorusi leżą w Moskwie, lecz Europejczycy powinni pogrzebać nadzieję, że Kreml będzie chciał cokolwiek zmienić w sytuacji na Białorusi. Nie żeby Łukaszenka był Kremlowi miły, nie, mówi się wręcz, że rosyjski prezydent darzy go antypatią. Ale po myśli rosyjskiej polityki jest, by między Europą i Rosją utrzymało się takie despotycznie rządzone państwo bez europejskiej perspektywy. Dlatego Łukaszenka może robić, co mu się podoba.

Ingo Mannteufel / tłum. Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek