1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

„Wszystko było ukartowane”. Piknik paneuropejski 1989

Volker Wagener
19 sierpnia 2019

Przy piwie i kiełbaskach, na granicy węgiersko-austriackiej zorganizowano piknik paneuropejski. Okazało się, że podczas niego doszło do pierwszej masowej ucieczki obywateli NRD na Zachód.

https://p.dw.com/p/3O5rw
Tak smakuje wolność.
Tak smakuje wolność. Uczestnicy pikniku padają sobie w ramiona po przejściu granicyZdjęcie: picture-alliance/dpa/Votava

Wielkie wydarzenia historyczne zaczynają się niekiedy całkiem niewinnie. Tak było na przykład 19 sierpnia 1989 roku. Tego dnia pogoda nie zapowiadała nic dobrego. Nad Sopronem wisiały ciężkie szare chmury, z których w każdej chwili mógł lunąć deszcz. To miasto leży nad samą granicą z Austrią. Zaplanowany na ten dzień piknik paneuropejski miał być niecodziennym wydarzeniem. Oczekiwano, że będzie ważnym świętem politycznym symbolizującym pokojowe sąsiedztwo w Europie. Na miejsce trzygodzinnego pikniku od 15.00 do 18.00 wybrano teren przylegający bezpośrednio do ogrodzenia na granicy. Miało to symbolizować Europę bez przeszkód i barier. Pogoda nie dopisała. Zanim upieczono kiełbaski, deszcz szybko ugasił ogniska. 

O tym wydarzeniu nikt zapewne później by nie wspomniał, gdyby nie rzadkie połączenie przypadku i zdecydowania jego uczestników. Pod koniec 19 sierpnia 1989 r. prawie 700 obywateli byłej NRD przeszło na Zachód. Udało im się błyskawicznie sforsować chwiejne zapory na granicy i przedostać do miejscowości St. Margarethen w Burgenlandzie, najbardziej wysuniętym na wschód kraju związkowym Austrii.

Bohaterowie i ich broń

Wśród uczestników pikniku paneuropejskiego byli także „Hansi” i „Arpi”, czyli nadinspektor Johann Goeltl i podpułkownik Arpad Bella. Obaj dobrze się znali już od lat. Pierwszy pełnił służbę po zachodniej stronie granicy, drugi po wschodniej. „Mieliśmy wtedy służbowe pistolety Glock kalibru 9 mm” - wspominał 25 lat później w rozmowie z dziennikarzami „Hansi” Goeltl. „Glock ma wyjątkowo miękki spust, a my na służbie nosiliśmy je odbezpieczone”. Także „Arpi” Bella miał w kaburze Glocka, tyle że produkcji węgierskiej. 

Spotkanie po  30. latach. Od lewej: "Hansi" Goeltl i "Arpi" Bella
Spotkanie po 30. latach. Od lewej: "Hansi" Goeltl i "Arpi" BellaZdjęcie: picture-alliance/dpa/M. Röder

Obaj do dziś zastanawiają się, co takiego sprawiło, że wydarzyło się to, co się wydarzyło. Obaj stali bezpośrednio na granicy oczekując nadejścia uczestników zapowiadanego pikniku paneuropejskiego. Nagle spostrzegli maszerujące w ich kierunku setki mężczyzn, kobiet i dzieci. Schodząc ze wzgórza w kierunku granicy zaczęli przyspieszać i szybko przebiegli obok „Arpiego” i pozostałych czterech, a może pięciu innych węgierskich WOPistów. Naparli na drewniane bariery graniczne i w kilka sekund później znaleźli się w innym świecie. Na Zachodzie, a więc na wolności.

Uchodźcy głosują nogami

W podobny sposób postąpiły później tysiące innych ludzi, gdyż latem 1989 r. NRD dożywała swoich ostatnich dni. Sytuacja gospodarcza kraju była katastrofalna, ludzie wzburzeni i rozdrażnieni, podczas gdy Erich Honecker i jego ekipa świętowali 40. rocznicę powstania „pierwszego niemieckiego państwa robotników i chłopów”. Ignorowali całkowicie nastroje wśród obywateli. Właśnie wtedy wschodni Niemcy postanowili, że będą głosować nogami.

Na Węgrzech, najbardziej wysuniętym na Zachód państwie bloku wschodniego, dziesiątki tysięcy wschodnich Niemców spędzało letni urlop nad Balatonem. Szybko pojawiły się wśród nich pogłoski o dziurawej granicy Węgier z Austrią. Już w maju 1989 r. ministrowie spraw zagranicznych obu państw  Alois Mock i Gyula Horn symbolicznie przecięli na niej drut kolczasty. Wschodnioniemieccy urlopowicze doszli do wniosku, że wybiła ich godzina. Wielu z nich machnęło ręką na ważność węgierskiej wizy i pozostało na Węgrzech przygotowując się po cichu do ucieczki na Zachód.

Od miejscowych otrzymali cenne wskazówki. "Środkowa z trzech wież strażniczych pod Sopronem nigdy nie jest obsadzona przez WOPistów. Należy po prostu się na nią kierować" - mówili im.

Pomysł zorganizowania pikniku paneuropejskiego zrodził się w głowie Ottona von Habsburga, ówczesnego przewodniczącego Unii Paneuropejskiej. Urlopowiczom z NRD wydał się on idealną wręcz okazją do ucieczki.

Kto pomagał uciekinierom?

Wschodnioniemieccy urlopowicze, którzy "przypadkowo" 19 sierpnia 1989 r. znaleźli się w pobliżu granicy
Wschodnioniemieccy urlopowicze, którzy "przypadkowo" 19 sierpnia 1989 r. znaleźli się w pobliżu granicyZdjęcie: picture-alliance/dpa/Votava

Węgry były wtedy znacznie zaawansowane w „rozmiękczaniu" doktryny państwa socjalistycznego. Na rok przed tym historycznym piknikiem rząd w Budapeszcie zdecydował się wydać wszystkim obywatelom paszporty zagraniczne. W tym samym 1988 roku minister stanu w rządzie Węgier Imre Pozsgay nazwał żelazną kurtynę „przestarzałą pod względem moralnym i politycznym”.

Nie uśmiechała mu się także rola dozorcy mającego pilnować dziesiątki tysięcy urlopowiczów z NRD przebywających nad Balatonem.

Pytanie, kto zadecydował o takim, a nie innym przebiegu wydarzeń 19 sierpnia 1989 r. także 30 lat później pozostaje bez odpowiedzi. Być może główna rola przypadła wtedy młodej węgierskiej opozycji, a może Ottonowi von Habsburgowi, którego podczas tego pikniku reprezentowała jego córka Walburga, a może węgierskim służbom specjalnym? Nie wykluczone, że cała trójka miała tu coś do powiedzenia.

Walburga von Habsburg stwierdziła, że właściwym pomysłodawcą pikniku politycznego, na który rząd węgierski wydał oficjalną zgodę, był jej ojciec. Do dziś jednak utrzymuje się także teoria, że zorganizowała go nowopowstała węgierska partia opozycyjna Węgierskie Forum Demokratyczne (MDF), żeby przekonać się, jak daleko posunięty jest proces demokratyzowania życia politycznego na Węgrzech.

Sama operacja przebiegła w sposób, którego nie powstydziliby się doświadczeni konspiratorzy. Nikt inny tylko sam ówczesny minister stanu Imre Pozsgay, który obok Ottona Habsburga był patronem pikniku paneuropejskiego przed 19 sierpnia, zwrócił się do przedstawicieli Zakonu Maltańskiego na Węgrzech, którzy przekazali wschodnioniemieckim urlopowiczom, że tego dnia granica węgiersko-austriacka będzie przez kilka godzin otwarta, i że sami muszą zadbać o to, żeby się znaleźć w jej pobliżu i odpowiednio się zachować.

Cudowne rozmnożenie ulotek

Ciekawa jest pełna zgodność poglądów węgierskich opozycjonistów i Unii Paneuropejskiej w jednym punkcie. Jedni i drudzy zdumieni są błyskawicznym rozwojem wydarzeń po południu 19 sierpnia 1989. Jeden z byłych aktywistów MDF Laszlo Nagy jeszcze dziś dziwi się, że szofer ambasady RFN w Budapeszcie przed piknikiem na granicy węgiersko-austriackiej rozdawał przebywającym na urlopie nad Balatonem mieszkańcom NRD tysiące ulotek, w których ich nań zapraszano po niemiecku i po węgiersku. Dziś za tajemnicę poliszynela uchodzi, że w tej akcji mieszał palce wywiad RFN i inne służby specjalne.

"Wszysko było przecież ukartowane". Helmut Kohl i były premier Węgier Meneth Miklos na obchodach 15-tej rocznicy wydarzeń z 1989 r.
"Wszysko było przecież ukartowane". Helmut Kohl i były premier Węgier Meneth Miklos na obchodach 15-tej rocznicy wydarzeń z 1989 r.Zdjęcie: picture-alliance/SCHROEWIG/J. Krauthoefer

Dla Arpada Belli i jego podwładnych przygotowania tego rodzaju stanowiły poważny dylemat, nie tylko moralny. Obowiązywał ich rozkaz zatrzymania uciekinierów na granicy, w razie konieczności także przy użyciu broni. Bella znalazł nietypowe rozwiązanie tego problemu. Razem ze swoimi ludźmi odwrócił się po prostu od nadbiegających mieszkańców NRD i zaczął kontrolować dokumenty uczestników pikniku nadchodzących od strony austriackiej. Jego austriacki kolega „Hansi” Goeltl obserwował to wszystko po drugiej stronie granicy. Wiele lat później poinformował o odważnym zachowaniu się Belli kanclerza Helmuta Kohla. Belli groziło przecież postępowanie dyscyplinarne. „A to głupek” - odparł kanclerz Kohl mając na myśli ówczesnego przełożonego Belli - „Wszystko było przecież ukartowane”. 

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>