Wirus groźny nie tylko dla zdrowia. ″Świat przed i po pandemii″ | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 27.03.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Wirus groźny nie tylko dla zdrowia. "Świat przed i po pandemii"

Koronawirus jest groźny nie tylko dla zdrowia, ale i dla liberalnego społeczeństwa. W czasach pandemii ustawiane są zwrotnice dla świata po koronie.

Martin Voss ma w tych dniach ręce pełne roboty. Socjolog kieruje - w tych dniach zdalnie - pracami ośrodka badań nad katastrofami przy Wolnym Uniwersytecie Berlińskim. W czasach koronakryzysu doradza organizacjom pomocowym, oferuje seminaria informacyjne w sieci. Specjalistyczna wiedza naukowców jest w tych dniach bardzo na czasie. Do tego stopnia, że Voss nawet reaktywuje byłych współpracowników. - Wolałbym tego jednak uniknąć - zapewnia.

Zagrożenie wirusem, radykalne ograniczenia życia codziennego, problemy ekonomiczne - wszystko to sprawia, że koronakryzys jest największą katastrofą w Niemczech od czasów II wojny światowej. Martin Voss zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt tej katastrofy - na to jak bardzo ta nadzwyczajna sytuacja zmieni społeczeństwa. - W przyszłości będziemy wyraźnie rozróżniać między czasem przed i po koronie - twierdzi socjolog.

Coraz silniejsza presja

Rozruchy, przemoc, sytuacje braków ważnych towarów czy usług - to niektóre z posępnych scenariuszy katastroficznych. To, że jak dotąd w Niemczech do nich nie doszło, napawa naukowca umiarkowanym optymizmem. - Wkraczamy z silnymi więziami społecznymi w ten kryzys - uważa. Jednak z czasem presja będzie rosnąć, reakcje staną się bardziej emocjonalne - przewiduje Voss. Na przykład wtedy, gdy reglamentowane będą leki i niektóre osoby ich nie otrzymają. - Wielu z tych, którzy zawsze czuli się traktowani niesprawiedliwie, będą odczuwać to jeszcze mocniej. Inni, którzy uważali, że są zabezpieczeni na każdą ewentualność, mogą doznać uczucia całkowitej klęski - tłumaczy. Jednocześnie przewiduje, że dojdzie do głębokich wstrząsów - i w konsekwencji do reorientacji w zakresie społecznych norm i wartości.

Tymi przemianami zajmują się dziś eksperci na całym świecie. "Katastrofy przyspieszają procesy historyczne" - pisze na przykład izraelski historyk Yuval Noah Harari. W USA pisarka Naomi Klein ostrzega przed "koronakapitalizmem", który może ograniczyć świadczenia socjalne. A w Unii Europejskiej bułgarski politolog Iwan Krastew spodziewa się wzmocnienia roli państw narodowych w relacjach z Brukselą.

Wzorce rodem z Chin

Jeszcze kilka tygodni temu odwoływanie imprez masowych takich jak mecze piłkarskie czy targi, zakaz opuszczania domów czy kontaktów socjalnych było w Europie nie do pomyślenia. Szczególnie w Niemczech, w których lekcja wynikająca z przerażających doświadczeń z totalitaryzmami XX wieku wpłynęła na kształt liberalnego oblicza tego kraju. Jednak wraz z pogłębianiem się kryzysu zachodnie rządy coraz bardziej sięgają po wzorce z Chin. Chińskie władze wprowadziły tam dwa miesiące temu zakaz opuszczania domów dla całej prowincji Hubei, liczącej prawie 60 mln mieszkańców. Sukcesy w opanowaniu epidemii sprawiły, że wzrosła presja w kierunku zastosowania podobnych radykalnych rozwiązań także w liberalnych społeczeństwach.

Obejrzyj wideo 03:04

Hongkong: Życie po wirusie. Czy jest normalnie?

Rządy zaciągają cugle

Czy tryb kryzysowy zagraża demokratycznym pryncypiom? - Wiele zależy od tego, jak długo potrwa ten kryzys i ograniczenia praw podstawowych - twierdzi Wolfgang Merkel, berliński politolog zajmujący się badaniami nad demokracją i demokratyzacją. Szczególnie dwa możliwe scenariusze napawają go troską. Pierwszy zakłada, że rządom nie uda się opanować epidemii; liczba ofiar ogromnie wzrośnie, a zaufanie obywateli ulegnie erozji. Drugi opiera się na założeniu, że elity polityczne, rządząc dekretami "niemal w sposób autorytarny", odniosą sukces. - Możliwe, że wtedy wielu powie: po co nam w ogóle parlamenty? - obawia się Merkel. 

Realne zagrożenie wynikające z pandemii może ponadto zostać wykorzystane przez niektóre rządy jako pretekst do rozszerzenia obszaru swojej władzy. Tak, jak np. na Węgrzech, gdzie premier Viktor Orban próbuje uzyskać od parlamentu zgodę na rządzenie za pomocą dekretów. W ten sposób może on w pojedynkę zawiesić obowiązujące ustawy i bez końca przedłużać stan nadzwyczajny.

Politolog prof. Wolfgang Merkel na mównicy

Politolog prof. Wolfgang Merkel

Kontrowersyjne traktowanie mobilnych danych

Do kontrowersyjnych metod walki z koronawirusem należy wykorzystywanie mobilnych danych. - Pandemia zastaje nas w epoce digitalizacji - konstatuje socjolog Marin Voss. Na tym polu nie ma innych historycznych doświadczeń. Coraz więcej państw nakazuje przesyłanie danych z telefonów komórkowych do agend rządowych i służb. Specjalne aplikacje umożliwiają kontrolę nad dotrzymywaniem reguł kwarantanny. Także w Niemczech minister zdrowia RFN Jens Spahn planował nowelizację ustawy o epidemiach. Dzięki lokalizacji telefonów komórkowych miano identyfikować zarażonych. Po fali krytyki Spahn wycofał się z tej nowelizacji, przynajmniej na razie. Jeśli liczba zarażonych dalej będzie rosła, może jednak dojść do ponownego rozważenia, czy ważniejsze są swobody obywatelskie czy ochrona zdrowia. Decyzja może wtedy wypaść inaczej.

Martin Voss obserwuje te procesy z niepokojem.


Powrót suwerena

Politolog Wolfgang Merkel niepokoi się z kolei o Europę. To, że tyle państw UE w pojedynkę podjęło decyzję o zamknięciu granic, uważa za symptomatyczne. Jego zdaniem potrzebne jest więcej koordynacji kryzysowej ze strony Brukseli. - Jedną z negatywnych konsekwencji kryzysu będzie kontynuacja dezintegracji Unii Europejskiej, co było widać już w czasie kryzysu migracyjnego w 2015 roku - uważa politolog.

Debaty o znaczeniu praw obywatelskich w czasach kryzysu są trudne. Dopiero z perspektywy będzie można ocenić, jakie działania były skuteczne, a które przyniosły niepożądane, groźne dla demokracji skutki uboczne.

Wolfgang Merkel dlatego wzywa obywateli do czujności - jeśli kryzys zostanie zażegnany, społeczeństwo będzie musiało naciskać na restytucję praw podstawowych. Stan nadzwyczajny uczynił obywateli poddanymi. Gdy się kończy, muszą znowu stać się suwerenem.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Redakcja poleca

Reklama