Widmo bezumownego brexitu. Czy Zjednoczonemu Królestwu grozi rozpad? | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 05.08.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Widmo bezumownego brexitu. Czy Zjednoczonemu Królestwu grozi rozpad?

Po twardym brexicie à la Boris Johnson, Szkocja oraz Irlandia Północna mogą zechcieć wystąpić ze Zjednoczonego Królestwa – ostrzegają zwolennicy umowy z UE.

Królowa Elżbieta w czasie wizyty w londyńskim metrze

Brytyjska monarchini Elżbieta II jest symbolem jedności Zjednoczonego Królestwa.

Jak bezumowny, "twardy" brexit , który obrał sobie za cel nowy premier Boris Johnson, zmieni sytuację w Unii? I nie chodzi tu o Unię Europejską, ale o unię realną między Anglią, Walią, Szkocją oraz Irlandią Północną. Te cztery państwa tworzą bowiem na jej mocy Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Ale jak długo jeszcze? W Szkocji oraz Walii żywe są dążenia niepodległościowe, dodatkowo teraz podsycane przez wizje następstw gospodarczych twardego brexitu. W Irlandii Północnej, której granica z Republiką Irlandii stanowiłaby zewnętrzną granicę Unii Europejskiej, słychać głosy nawołujące do zjednoczenia północy z południem wyspy. 

Premier Johnson już wygłosił mowy inauguracyjne w Walii oraz Szkocji, a także w „prowincji” Irlandia Północna. Wystąpienia te, niezależnie od miejsca, spotkały się z chłodnym przyjęciem. Jaka jest sytuacja w poszczególnych częściach brytyjskiej unii?

Irlandia Północna

W roku 1921 południe Irlandii po wojnie o niepodległość odłączyło się od powstałego 120 lat wcześniej „Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii”. Sześć hrabstw na północy Irlandii pozostało w Zjednoczonym Królestwie. Niewielka większość ludności to protestanci, którzy uważają się za Brytyjczyków i wolą pozostać w Królestwie. Mniejszość to katolicy, którzy uważają się za Irlandczyków. Dotychczas jednak tylko mała część katolików chciałaby zjednoczenia z południem.

Protestujący z flagą UE i transparentami w Irlandii Północnej

Belfast: Protesty przeciwko brexitowi

Od lat 60-tych między przedstawicielami obu religii wciąż dochodzi do aktów przemocy, jak zamachy terrorystyczne lub wystąpienia zbrojne przeciwko brytyjskim żołnierzom i policjantom. Konflikt w Irlandii Północnej, powszechnie nazywany „The Troubles”, został zakończony dopiero w roku 1998 tak zwanym porozumieniem wielkopiątkowym. Od tamtej pory zniesiono kontrole na granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Otwarcie to uchodzi za istotny czynnik sprzyjający obecnej, lepszej lub gorszej, ale pokojowej współegzystencji zwaśnionych grup.

Rząd brytyjski pod przewodnictwem Theresy May oraz Unia Europejska uzgodnili w umowie brexitowej, że granica ta będzie otwarta tak długo, aż nie zostanie wynegocjowane końcowe rozwiązanie po brexicie.

Irlandia Północna miała zostać w unii celnej z Irlandią, a tym samym – z Unią Europejską. Uregulowanie to, nazywane "backstop", Boris Johnson chce zlikwidować. „Backstop” ma bowiem spowodować, że Irlandia Północna będzie pod względem taryf celnych traktowana przez Unię Europejską inaczej niż pozostała część Zjednoczonego Królestwa. Przeciwnicy wynegocjowanego przez premier May porozumienia podejrzewają ponadto, że zapis o "irlandzkim bezpieczniku" jest fortelem na zatrzymanie Wielkiej Brytanii w UE ponieważ Brukselia może zechcieć przeciągać negocjacje w sprawie uregulowania statusu Irlandii Północnej w nieskończoność.

Tymczasem partie polityczne w Irlandii Północnej są głęboko podzielone. Partie republikańskie chcą zjednoczenia z Irlandią. „Unioniści” z kolei dążą do utrzymania związku z Wielką Brytanią.

Porozumienie wielkopiątkowe przewiduje, że Irlandia Północna uzyskaną w referendum większością głosów może zdecydować o wystąpieniu ze Zjednoczonego Królestwa. W przypadku twardego brexitu ta klauzula może zostać zastosowana. Irlandzki premier nie wyklucza zjednoczenia z północą wyspy, dzięki czemu ta pozostałaby w Unii Europejskiej. Także liberalni północnoirlandzcy protestanci zadaliby sobie pytanie, czy w Wielkiej Brytanii opanowanej przez nacjonalistów, będą się czuć jak w domu – dodał Leo Varadkar.

Boris Johnson w rozmowie z gestykulującą premier Szkocji

Szkocja: Boris Johnson i Nicola Sturgeon

Szkocja

Nowy brytyjski premier Boris Johnson został wybuczany podczas wizyty w Szkocji w ostatni poniedziałek. Nicola Sturgeon, szefowa rządu tej autonomicznej części Królestwa, zagroziła premierowi, że w razie twardego brexitu zostanie w Szkocji przeprowadzone referendum niepodległościowe. – Szkocja była ignorowana podczas całego procesu brexitu. Przestańcie prowadzić nasz kraj do upadku – mówiła Nicola Sturgeon.

Szkoci w 2014 roku, podczas pierwszego referendum niepodległościowego, odrzucili pomysł wystąpienia ze Zjednoczonego Królestwa. Sytuacja jest teraz jednak zupełnie inna – uważa szkocka premier. Wielu Szkotów wówczas powiedziało „nie”, ponieważ uzyskanie niepodległości oznaczałoby wyjście z Uni Europejskiej. Dziś z kolei utraci się członkostwo w Unii, pozostając w Zjednoczonym Królestwie. Szkoci podczas referendum brexitowego z roku 2016 głosowali za pozostaniem w Unii Europejskiej, więc teraz musieliby mieć własne państwo, by jako takie przystąpić do UE. Plan ten jednak z narodowego, szkockiego puntu widzenia ma drobną wadę – na nowe referendum musi się zgodzić rząd centralny w Londynie, rząd Borisa Johnsona.

Dziennik „Sunday Times” w czerwcu opublikował wyniki ankiety, według których zwolennicy szkockiej niepodległości w następnym referendum wygraliby, zdobywając 6-procentową przewagę.

Boris Johnson w czasie wizyty na walijskiej farmie

Boris Johnson w Walii

Walia

Także w Walii, która od roku 1282 należy do Królestwa Anglii, co jakiś czas pojawia się sprzeciw wobec hegemonii Londynu. Jednak według sondażu BBC, obecnie tylko mniej niż 10 procent z 3 milionów Walijczyków rzeczywiście chciałoby własnego, niepodległego państwa.

Od prawie 100 lat w Walii działa partia, która raz silniej, a raz słabiej, optuje za jej niepodległością. Plaid Cymru, czyli Partia Walii, w ostatnich wyborach parlamentarnych do Izby Gmin zdobyła 4 mandaty. Jej przewodniczący, Adam Price, oświadczył, że w razie twardego brexitu pod koniec października w Walii zostanie przeprowadzone referendum w sprawie jej niepodległości.  To parlament w Westminsterze w Londynie, a nie UE, oszukał Walijczyków" – twierdzi Price krytykując dotychczasowy kurs brytyjskiego rządu konserwatywnego.

Walia cieszy się ograniczoną suwerennością i ma swój własny parlament. Premier rządu Walii, Mark Drakeford z Partii Pracy, zrzuca obecnemu konserwatywnemu premierowi Wielkiej Brytanii Johnsonowi, że "nie ma żadnego planu działania". Twierdzi, że na opuszczeniu UE ucierpią szczególnie walijscy farmerzy, kiedy od października nie otrzymają żadnych subwencji z Brukseli. Niejasne obietnice Johnsona, że wynegocjuje "lepszą umowę" z UE, Drakeford odrzuca jako niepoważne. Nic więc dziwnego, że Johnson został wygwizdany w Cardiff. Drakeford nie domaga się jednak przyznania Walii niepodległości, co czyni jego szkocka koleżanka. Większość Walijczyków w referendum brexitowym w 2016 roku opowiedziała się za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Czy brytyjska królowa po twardym brexicie utraci część swych poddanych, ponieważ Szkoci, Północni Irlandczycy albo Walijczycy będą dążyć do uzyskania własnego państwa? Trudno jest w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie, mówi Katy Hayward, socjolog z Królewskiego Uniwersytetu w Belfaście w Północnej Irlandii. Na razie, jej zdaniem, nie ma większość na rzecz takiego rozwiązania, ale po twardym brexicie sutacja może ulec zmianie – oświadczyła Hayward w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej France 24.

Obejrzyj wideo 03:25

Szkocja. Po brexicie zabraknie pracowników sezonowych?

 

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat