W Rosji nie ma społeczeństwa obywatelskiego [WYWIAD] | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 27.06.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

W Rosji nie ma społeczeństwa obywatelskiego [WYWIAD]

W sobotę (28.06.2014) rozpoczyna się w Sankt Petersburgu 10 edycja europejskiego biennale sztuki Manifesta. Kurator Kasper Koenig mówi o roli sztuki w Rosji i koncepcji biennale. Jego współkuratorką jest Joanna Warsza.

Kasper Koenig należy do najbardziej cenionych dziś kuratorów sztuki. Od 2000 do 2012 roku był dyrektorem Muzeum Ludwig w Kolonii, przez ostatni rok przygotowywał jako główny kurator dziesiąte wydanie europejskiego biennale sztuki Manifesta (28.06 – 31.10.2014) w Ermitażu w Sankt Petersburgu. Mimo pojawiających się w czasie przygotowań wezwań do bojkotu, mimo trudnej sytuacji politycznej, biennale ma szansę stać się wydarzeniem. Dla Ermitażu obchodzącego 250 lat istnienia Manifesta jest projektem inauguracyjnym jubileusz.

W ramach protestu przeciwko niedemokratycznemu ustawodawstwu w Rosji, w obliczu wydarzeń na Ukrainie i na Krymie wielu artystów wezwało do bojkotu biennale. Również niemiecka ekipa pracująca na miejscu nie zawsze miała wrażenie, że jest w Rosji mile widziana. Kasper König w wywiadzie dla Deutsche Welle mówi o tym, jak w politycznie burzliwych czasach przygotowuje się wielką, międzynarodową wystawę.

Deutsche Welle: Przed niespełna rokiem przyjął Pan zaproszenie do przygotowania Manifesty w Petersburgu. W międzyczasie wiele się wydarzyło. Wydaje się Panu, że zaczął Pan projekt w jednym kraju a kończy go teraz w zupełnie innym?

Kasper König: Przed prawie rokiem nie miałem żadnych związków z Rosją. Nigdy przedtem nie byłem w Petersburgu czy w Moskwie. Kiedy rok temu zwrócono się do mnie, powiedziałem od razu: „tak". Nie oczekiwałem, że zostanę zaproszony. Uważam jednak, że wielka w tym zasługa dyrektora Ermitażu Michaiła Piotrowskiego.

Później sytacja polityczna zmieniała się w błyskawicznym tempie. Kiedy podpisywałem umowę, wprowadzono antyhomoseksualne ustawy. Wtedy uświadomiłem sobie, że pracuję w państwie, w którym nie ma społeczeństwa obywatelskiego. Właściwie każdy może przepchnęć ustawę, byle miał tylko wystarczająco dużo pieniędzy i władzy. Podobnie sprawa ma się z zakazem przeklinania w miejscach publicznych. Moim zdaniem taka strategia to tylko sposób zastraszenia ludzi, aby nie zastanawiali się nad przyszłością kraju.

DW: Zaprosił Pan ponad 50 artystów. Większość z nich potwierdziła swój udział. Jakimi kryteriami kierował się Pan zapraszając ich?

KK: Częściowo bardzo subiektywnymi. Między innymi ważna była dla mnie współpraca z Joanną Warszą. Jest to młoda historyk sztuki, która zajmuje się sztuką w przestrzeni publicznej. Swoją uwagę skupiła na na artystach z krajów dawnego Związku Radzieckiego: z Mołdawii, Łotwy, Gruzji i Ukrainy.

DW: Niektórzy artyści odmówili wzięcia udziału w Manifeście po wydarzeniach na Ukrainie, między innymi grupa „Szto Diełat?”.

KK: Kolektyw "Szto Diełat?” chciał pokazac interesujący projekt związany z budową 400-metrowego wieżowca Gazpromu w Petersburgu. Jakie są argumenty za, jakie przeciw, jakie są reguły gry w polityce a jak wygląda dzień powszedni? Wszystko to miało być zainscenizowane w duchu Brechta. Ale gdy Rosja zajęła Krym, Dmitrij Wilenskij wezwał na łamach facebooka do bojkotu wystawy. Szanuję jego decyzję, natomiast nie podoba mi się styl, w jakim to zrobił. Odparłem mu, że my zaprosiliśmy jego i pozostałych członków grupy pisemnie i całkiem oficjalnie. Potem często spotykaliśmy się i dyskutowaliśmy o projekcie. W dobrym stylu byłoby, gdyby powiedziano nam wprost, że „nie chcemy uczestniczyć w tym projekcie” lub „chcemy zrealizować inny projekt”. Nie spodobało mi się, że mówi się, iż polityka jest ważniejsza niż wszystko inne, że jeżeli sytuacja tego od nas wymaga, sztuka musi zejść na drugi plan.

DW: Ermitaż to państwowe muzeum uchodzące za konserwatywną placówkę. Jak w tym kontekście wyglądała współpraca?

KK: Pomijając wiele różnych spraw, były problemy z pieniędzmi. Koledzy z Petersburga ze względu na różne konflikty nie byli regularnie opłacani. Tutaj nie ma związków zawodowych, czy czegoś w tym rodzaju. Organizacja Manifesty jest dość idealistyczna i trudno pośredniczyć między dwoma różnymi systemami - Manifesty i rosyjskim.

DW: Wierzy Pan w to, że przez sztukę można w Rosji coś osiągnąć?

KK: Tak, jak najbardziej. Jakby tak nie było, nie byłoby żadnej nadziei. W każdej kulturze jest wyobrażenie, czym są kultura i sztuka i jaką pełnią funkcję. Byłbym bardzo ostrożny z jakimikolwiek uogólnieniami.

DW: Z czego jest Pan najbardziej zadowolony, a co Panu najbardziej przeszkadzało podczas pracy w Rosji?

KK: Moja praca jeszcze się nie skończyła, a wciąż napotykam na nowe wyzwania. Przeszkadza mi rosyjski „przymus dogadywania się” i pasywność. Zamiast krytykować, każdy zachowuje spokój. Szkoda, ponieważ przez to wiele rzeczy się bagatelizuje przez co nie ma otwartych konfliktów. Konflikt byłby czymś pozytywnym, dzięki niemu można byłoby coś osiągnąć. Ponadto odzwyczaiłem się od oglądania rosyjskiej telewizji.Nie mogę już znieść tego prania mózgów.

Przed pewnymi rzeczami zaczynam chronić samego siebie. A z czego cieszyłem się, to ze wspaniałych artystów i ich znakomitych prac. Teraz mam nadzieję na otwartą i zainteresowaną publiczność.

rozmawiała Anastassia Boutsko / tłum. Tomasz Kujawiński

Reklama