Valery Giscard d′Estaing - ojciec współczesnej Francji | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 03.12.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Valery Giscard d'Estaing - ojciec współczesnej Francji

Takim mianem określają francuskie media i komentatorzy Valery'rgo Giscarda d'Estaing. Były prezydent V Republiki zmarł minionej nocy. Miał 94 lata.

Nad Sekwaną podkreśla się, że Valery Giscard d'Estaing wprowadził we Francji wiele reform. To za jego prezydentury, osiemnastolatkowie zyskali prawo głosowania i uznano ich za dorosłych. To Giscard, jak o nim mówiono, umożliwił Francuzkom i Francuzom rozwody na zasadzie obopólnej zgody, umożliwił dostęp do aborcji, wraz z ówczesną minister zdrowia, Simone Veil, twardo stawiając czoła przeciwnikom takiego kroku w rządzącej większości. Za jego mandatu rozpoczęto budowę elektrowni atomowych i prace nad superszybkim ekspresem TGV. Według popularnego dziennika Le Parisien, „Francuzki i Francuzi widzieli w nim „Kennedy'ego w trójkolorowych barwach – niebiesko-biało-czerwonych”.

Szok wyborczy

Na świat przyszedł w zamku w Owernii, gdzie mieszkali jego dziadek i ojciec. Tam rozpoczynał karierę polityczną, tam spędził ostatnie lata życia, bo był bardzo związany z tym regionem.To był „niesłychanie otwarty i inteligentny człowiek” - jak wspomina Michel Drucker – prezenter i realizator telewizyjny, który przyjaźnił się z byłym prezydentem. Drucker zaznacza, że porażka w walce z Mitterrandem o fotel prezydencki była dla ustępującego szefa państwa takim szokiem, że na wiele miesięcy „zapadł się pod ziemię”. Nie czytał gazet. Nie słuchał radia. Nie oglądał telewizji. Ta porażka była dla niego tym większym wstrząsem, że jeszcze 11 maja 1974 roku wygrał zdecydowanie debatę telewizyjną z Francois Mitterrandem, między dwoma turami wyborów, przechodząc do historii słynnym powiedzeniem skierowanym w stronę swego adwersarza: „Pan nie ma monopolu na władzę nad sercami, monsieur Mitterrand”. Stąd porażka w siedem lat później z tym samym przeciwnikiem była dla niego szokiem. Podobnym do tego jakie przeżyli uczestnicy pogrzebu innego prezydenta Jacquesa Chiraca.Przez pięćdziesiąt lat, mimo że byli po tej samej stronie „gaullistowskiej”  barykady to jak to ujmują media francuskie, „rzadko patrzyli w tym samym kierunku”, a dziennik Le Parisien wręcz pisze o liczącej pół wieku wrogości między obu mężami stanu. Giscard d'Estaing pojawił się w 2019 roku na pogrzebie Chiraca, chociaż nie powstrzymał się przed kąśliwym komentarzem: „No cóż Chirac zawsze był w tyle, spóźniony, no i proszę to w dalszym ciągu trwa.”

Trudne czasy

Valeremu Giscardowi d'Estaing przyszło rządzić  w niełatwych dla Francji i świata czasach. Kryzys paliwowy. Wzrost bezrobocia. Na głowę ówczesnego prezydenta posypała się lawina zarzutów. Szef francuskiej partii komunistycznej Georges Marchais, potępiał Giscarda twierdząc, że ten stworzył „Republikę pałaców i drogich prezentów”. Prawica pod batutą Chiraca też nie zostawiła na nim suchej nitki, między innymi zarzucając ministrowi pracy, Robertowi Boullinowi, że z państwowych pieniędzy, za zgodą Giscarda, wybudował sobie wspaniałą willę. 30 października znaleziono Boullina martwego w stawie, w królewskich lasach w Rambouillet na zachód od Paryża. Według wersji oficjalnej miał popełnić samobójstwo, ale okoliczności w jakich do tego doszło wciąż budzą wątpliwości i do dzisiaj nie zostały wyjaśnione. Z kolei jego rywal Mitterrand, nazywał Giscarda „sługusem Bokassy”. To nawiązanie do artykułu jaki ukazał się na łamach satyrycznego tygodnia „Canard enchaine”. Wynikało z niego, że Giscard dostał w prezencie od afrykańskiego despoty, który się ogłosił cesarzem, upominek w postaci diamentów. Prezydent zbagatelizował te pogłoski, twierdząc, że to nie były diamenty warte miliony franków lecz „drobne brylanty” o znikomych walorach. To wszystko, cegiełka do cegiełki, przyczyniło się do tego, że ten kochający Francję i Europę polityk, który przetarł drogę dla euro, przegrał wybory.

Post Scriptum i nowy styl

Giscard „przewietrzył” Pałac Elizejski. Na przykład, na obiad zaprosił grupę śmieciarzy. Wywiadu udzielał w zamku ubrany w sweter i dając się filmować przy rodzinnym obiedzie. Giscarda d'Estaing spotkałem w Ambasadzie RP w Paryżu. Mówił tam o stanie przygotowania Unii Europejskiej na przyjęcie Polski. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Gdy wychodził, pognałem za nim po schodach. Ochroniarz zasłonił go ręką. Prezydent widząc mikrofon w mojej dłoni oświadczył: „wszystko co miałem do powiedzenia na temat przyjęcia Polski, powiedziałem”. Ja na to: „Ale ja nie o tym panie prezydencie! O czymś innym. Był pan pierwszym człowiekiem, który na nartach zjechał z Mont Blanc”. Giscard się uśmiechnął. Ochroniarz opuścił rękę. Były prezydent ze szczegółami opowiedział o tym wydarzeniu. A potem już bez oporów o przyjmowaniu Polski do UE.