Upiory w operze. Felieton | Felieton | DW | 10.05.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Upiory w operze. Felieton

Skandalizujące przedstawienia operowe przywołują pytanie o to, co ważniejsze w operze: muzyka czy teatr.

Szene aus der Oper Idomeneo bei einer Probe an der Deutschen Oper Berlin zu einer Inszenierung von Hans Neuenfels, die am 13.03.2003 Premiere hatte (Probenfoto vom 11.03.2003). Im Epilog drapiert Idomeneo (Charles Workmann) die abgeschlagenen Köpfe der Religionsführer auf Stühlen. Die Deutsche Oper Berlin hat die Mozart-Oper nach einer Mitteilung von Montag (25.09.2006) aus Sorge über mögliche islamistischen Anfeindungen vom Spielplan abgesetzt. Grund seien Sicherheitsbedenken. Die Inszenierung setzt sich kritisch mit den Weltreligionen, u.a. auch mit dem Islam, auseinander. (zu lbn 4291 vom 26.09.2006) Foto: Claudia Esch-Kenkel dpa/lbn +++(c) dpa - Bildfunk+++

Inscenizacja "Idomeneo" Mozart w Deutsche Oper w Berlinie (2003)

Opera jest wspólnym dzieckiem dwóch sztuk: muzyki i teatru. Twórcy skandalizujących przedstawień zapominają o jednej prostej zasadzie: opera żyje z symbiozy tych dwóch żywiołów, na których się opiera. A żaden z nich nie powinien przeszkadzać drugiemu.

Od pewnego czasu w Niemczech obserwuje się trend do powierzania reżyserii przedstawień operowych reżyserom teatralnym a nawet filmowym (co zresztą znajduje też gorliwych naśladowców w Polsce). Nic przeciwko reżyserom teatralnym, o ile respektują oni wymagania tego szczególnego gatunku sztuki, jakim jest opera. Jednak wielu z nich traktuje operę jak teatr, a muzykę jak dodatek do akcji scenicznej. Stąd takie nieporozumienia jak ostatnio w najnowszych inscenizacjach "Tannhäusera" Wagnera w Duesseldorfie czy "Siostry Angeliki" Pucciniego w Kolonii.

Żeby była jasność: nie mam nic przeciwko współczesnym inscenizacjom. Wszystko jest dobre i dopuszczalne, pod warunkiem, że nie przeszkadza w odbiorze muzyki. Akcja sceniczna ma wspomagać magiczny język dźwięków. Do opery idę po to, by przeżyć ładunek emocji zawarty w partyturze. Jeśli chcę przeżyć natury intelektualnej czy wizualnej, idę do teatru czy do kina.

W przypadku takich "udziwnionych" inscenizacji operowych mam jedną radę - zamknąć oczy i posłuchać. Tyle, że to już nie jest opera, tylko koncert.

Bartosz Dudek

red. odp. Małgorzata Matzke