Unijne rozporządzenie nt. ochrony danych wchodzi w życie. ″Być ostrożnym″ | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 25.05.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Unijne rozporządzenie nt. ochrony danych wchodzi w życie. "Być ostrożnym"

Jak dotąd konsumenci mało wiedzieli o tym, jakie dane na ich temat są zapisywane, przekazywane dalej czy sprzedawane. Ma to zmienić nowe rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE.

Ochrona danych osobowych

Ochrona danych osobowych

Wchodzące w życie 25 maja rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO)  ma chronić obywateli UE przed nadużyciami. Rozporządzenie daje wszystkim użytkownikom prawo do informacji, jakie dane na ich temat są przechowywane i co się z nimi dzieje.

– Ważne dla mnie, jako użytkowniczki, są przede wszystkim prawa zagwarantowane osobom, których to dotyczy – mówi Christine Steffen, ekspertka ds. ochrony danych osobowych w centrali konsumenckiej północnej Nadrenii-Westfalii. – Sięgają one od prawa do informacji przez prawo do zablokowania danych, ich skorygowania, a także skasowania.

Nowością jest to, że wszyscy konsumenci mogą domagać się od danej firmy informacji o danych osobowych przedstawionych w łatwo zrozumiały sposób i w szczegółowej formie.

– Oferent musi udzielić informacji o tym, do jakich celów służą te dane, na jak długo będą przechowywane, a także czy utworzono profil użytkownika albo czy przekazano te dane do kraju trzeciego – wylicza Steffen.

Unijne rozporządzenie nt. ochrony danych chronić ma nie tylko obywateli, ale i zapewnić takie same warunki konkurencji na terenie UE. Do 25 maja 2018 roku w każdym państwie Unii Europejskiej obowiązywały bowiem osobne regulacje, które bazowały wprawdzie na starej unijnej dyrektywie z 1995 r., jednak w dużym stopniu różniły się od siebie.

Koniec wyszukiwania wisienek na torcie?

Wielkie koncerny takie jak Microsoft czy Facebook wykorzystały ten fakt i swoje europejskie centrale założyły np. w Irlandii. Irlandzka ustawa była  właśnie przykładem uprzywilejowania podmiotów gospodarczych kosztem praw konsumentów. To ma się skończyć – nawet jeśli istnieje pewien margines dowolności dla poszczególnych państw członkowskich to jednak narodowe prawodawstwo musi odpowiadać 99 artykułom unijnego rozporządzenia.

Zasadniczo także przedsiębiorstwa, które nie posiadają swojej centrali w Unii Europejskiej muszą respektować przepisy unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych – tłumaczy Christine Steffen. – Mam prawo domagać się od oferenta gwarancji, że moje dane będą traktowane w krajach trzecich także zgodnie z unijnymi przepisami o ochronie danych – dodaje prawniczka.

Informacja musi być nieodpłatna. Oferent musi jej udzielić z reguły w ciągu miesiąca, w wyjątkowych sytuacjach w ciągu trzech miesięcy. Konsumenci mają też prawo zwrócić się do regionalnych lub europejskich instytucji zajmujących się ochroną danych i egzekwować swoje prawa na drodze sądowej. Za złamanie przepisów unijnego rozporządzenia przedsiębiorcom grożą grzywny do 20 mln euro lub 4 proc. obrotu. To sumy, które mogą być dotkliwe nawet dla takich gigantów jak Google czy Facebook.

Uwaga na karty klienta

Wielu ludzi dość beztrosko podchodzi do swoich danych osobowych – wszystko jedno czy chodzi o adres IP, dane z karty klienta, kart kredytowych czy informacje podawane na różnych portalach internetowych. Punkty, które użytkownicy zbierają np. na swojej karcie klienta w czasie zakupów wykorzystywane są nie tylko do przyznawania rabatów. – Trzeba zdawać sobie z tego prawa sprawę, że tego typu dane zdradzają wiele na temat mojej osobowości, charakteru, moich upodobań czy preferencji.

Dane te mogą być używane nie tylko z korzyścią dla użytkownika – mówi przedsiębiorca i naukowiec Lars Jäger, autor książki na temat rozwoju technologii cyfrowej w zglobalizowanym świecie.

Jak dodaje, postawa typu "nie mam nic do ukrycia, dlatego wszystko mi jedno czy moje dane osobowe będą przechowywane czy nie" to naiwność. 

– Wystarczy wyobrazić sobie, jak obecnie dostępną technologię wykorzystałby np. reżim hitlerowski. Kombinacja autorytarnego państwa i wszechmocnej technologii w zakresie przetwarzania danych jest czymś szalenie niebezpiecznym – przekonuje Jäger. Jego zdaniem totalitarne państwo śledząc zachowanie obywatela na podstawie cyfrowych danych może wyciągać wnioski na temat stopnia jego lojalności wobec władzy, a więc nagradzać i karać. – Chiny demonstrują nam jak niebezpieczne może być to, gdy stracimy kontrolę nad naszymi danymi – uważa Jäger.

Także Christine Steffen z centrali konsumentów Północnej Nadrenii-Westfalii doradza ostrożność również w podejściu do wysyłanych obecnie przez firmy zaktualizowanych warunków umowy. – Może się zdarzyć, że firmy będą chciały rozszerzyć swoje prawa bardziej niż dotąd, by wykorzystać określony serwis. Tzn. że konsumenci powinni szczególnie się temu przyjrzeć.

Stephen radzi też, by trzymać się generalnej zasady – być zawsze ostrożnym i strzec swoich danych.

Redakcja poleca