UE nie zgadza się na niemieckie myto dla kierowców z zagranicy | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 15.12.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

UE nie zgadza się na niemieckie myto dla kierowców z zagranicy

Niemcy chcą wprowadzić od 2016 r. myto dla samochodów osobowych. UE się nie zgadza.

default

Minister Dobrind obstaje przy swoim modelu myta

Spór o winiety trwa. Eurokomisarz ds. transportu Violeta Bulc nie zgadza się także na zmodyfikowaną wersję planu tzw. "opłaty infrastrukturalnej", czyli opłat za korzystanie z niemieckich autostrad przez zagranicznych kierowców samochodów osobowych. Po sprawdzeniu w Komisji Europejskiej, nowę wersę niemieckiego myta uznano za niezgodną z fundamentalną zasadą wspólnotowego prawa niedyskryminowania obywateli innych krajów członkowskich UE.

Pośrednia dyskryminacja

Violeta Bulc

Eurokomisarz ds. transportu Violeta Bulc nie zgadza się także na zmodyfikowaną wersję myta w RFN

Ponieważ niemieccy kierowcy otrzymywaliby zwrot opłat za myto przez obniżenie podatku drogowego, obowiązywałoby ono tylko cudzoziemców, głównie z państw unijnych, ponieważ to oni korzystają głównie z niemieckich autostrad. To zaś prowadziłoby do ich "pośredniego dyskryminowania", stwierdza Violeta Bulc w piśmie skierowanym do niemieckiego ministra transportu Alexandra Dobrindta.

Jej sprzeciw budzi także planowana wysokość opłat. Za winietę dwumiesięczną cudzoziemcy musieliby zapłacić teraz 20, a ta 10-dniową 10 euro. "Zwłaszcza kierowcy samochodów osobowych wyposażonych w słabsze silniki musieliby zapłacić nieproporcojonalnie wysoką cenę za winietę krótkookresową, w porównaniu z ceną winiety rocznej" napisano w opinii komisarz. Tę ostatnią ustala się na podstawie pojemności skokowej silnika pojazdu, jego szkodliwości dla środowiska oraz roku produkcji.

Niedowarzony pomysł

Na pomysł wprowadzenia myta od aut cudzoziemców wpadła bawarska CSU i został on zapisany w umowie koalicyjnej. Od początku budził wątpliwości i spory. Ponieważ myto miało pierwotnie obowiązywać na wszystkich drogach, nie tylko autostradach, landy położone przy granicy z innymi krajami wyraziły obawę, że odbije się to negatywnie na małym ruchu granicznym, turystyce i - pośrednio - na ich całej gospodarce.

Niektórzy sąsiedzi Niemiec, z Austrią i Holandią na czele, zagrozili rządowi w Berlinie podjęciem kroków prawnych w razie, gdyby myto na niemieckich autostradach rzeczywiście miało krzywdzić kierowców zagranicznych. Poza tym nie bardzo wiadomo jak je ściągać od kierowców z krajów nienależących do UE, którzy nie wykupią winiety.

Wątpliwości pozostały

Zakłada się, że będzie ona miała formę elektroniczną, a nie naklejki na szybę samochodu. To zaś budzi wątpliwości związane z ochroną danych. Koszt uruchomienia systemu elektronicznego myta dla samochodów osobowych ocenia się na ok. 200 mln euro rocznie, a zyski z tego tytułu na 2,5 mld euro do roku 2017. Tak przynajmniej twierdził minister Dobrindt, przedstawiając pierwszą wersję opłat.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Opłatą mają zostać objęte tylko autostrady, a więc zyski będą znacznie niższe. Mówi się o 0,5 mld euro rocznie. Tymczasem inwestycje w cały system, jak uczy doświadczenie, mogą być wyższe, co stawia ten projekt pod znakiem zapytania. Tym bardziej, że rząd w Berlinie ma pieniądze na unowocześnienie infrastruktury drogowej z podatku komunikacyjnego, ale od lat w dużym stopniu przeznacza je na inne cele.

Niezrażony tym wszystkim minister Dobrindt liczy, że na posiedzeniu rządu w środę 17 grudnia zmodyfikowany projekt opłaty drogowej dla cudzoziemców zostanie przyjęty i skierowany do Bundestagu.

dpa, rtr / Andrzej Pawlak