Użycie sarinu w Syrii: „Obama musi dowieść, że nie rzuca słów na wiatr” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 27.04.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Użycie sarinu w Syrii: „Obama musi dowieść, że nie rzuca słów na wiatr”

Komentatorzy prasowi skupiają uwagę głównie na sytuacji w Syrii.

Neue Westfaelische z Bielefeld:

„W przeciwieństwie do dyktatur państwa demokratyczne potrzebują uzasadnionego powodu, aby poza przypadkiem obrony koniecznej użyć przemocy militarnej wobec innego kraju. Takim powodem może być potępiane przez wspólnotę międzynarodową użycie bojowych środków trujących przeciwko osobom cywilnym. Wiele wskazuje na to, że broni chemicznej użyto w syryjskiej wojnie domowej, która w ciągu dwóch lat pochłonęła na oczach całego świata ponad 70 tysięcy ofiar śmiertelnych i zmusiła miliony ludzi do ucieczki. Niedawno do krajów, które uważają, że zostało to dowiedzione, dołączyła Ameryka. Ponieważ prezydent USA dał niejednokrotnie do zrozumienia reżimowi Baszara al Asada, że użycie gazu trującego przeciwko własnej ludności jest równoznaczne z przekroczeniem czerwonej linii, i że będzie to miało konsekwencje, być może również militarne, nasuwa się pytanie, czy Obama obróci swoje słowa w czyn, czy też było to tylko puste gadanie”.

Frankfurter Rundschau:

„Prezydent USA nie może zignorować aktualnych doniesień na temat użycia sarinu nawet, jeśli miało to miejsce jedynie w ograniczonym zakresie. „Jastrzębie” z Waszyngtonu, którzy od dawna nakłaniają do interwencji w Syrii, albo chcą przynajmniej zaopatrzyć tamtejszych powstańców w broń, żądają wyciągnięcia konsekwencji. Wyjściem mogłoby być ustanowienie strefy zakazu lotów. Wspólnota międzynarodowa zademonstrowałaby tym samym swoją postawę, bez potrzeby bezpośredniego ingerowania w wojnę domową. A Barack Obama dowiódłby, że nie rzuca słów na wiatr”.

Mannheimer Morgen:

„Obciążenie akurat na Bliskim Wschodzie wyłącznie USA tym problemem, jest złym rozwiązaniem. Większe zaangażowanie się w Syrii jest wielce ryzykowne. Ale siedzenie z założonymi rękoma może mieć jeszcze poważniejsze następstwa. Dlatego najważniejsza jest teraz przejrzystość działania. Badania muszą być tak wiarygodne, jak zdecydowanie obrony raz ustalonych granic. Najlepiej by było, gdyby uczyniono to wspólnie z zagranicznymi sojusznikami”.

Neue Presse z Hanoweru:

„Kręgi w Waszyngtonie, które od dłuższego czasu obstają przy interwencji w Syrii, jeszcze bardziej wzmocnią presję. Poza tym po opublikowaniu każdego następnego zdjęcia zabitych cywilów i cierpiących uchodźców, Barack Obama zostanie dodatkowo zmuszony do zajęcia stanowiska. Przy czym jest wiele powodów, by nie interweniować w Syrii i to nie tylko dlatego, że wystarczą nam otrzeźwiające doświadczenia z Irakiem i Afganistanem. Teraz mści się to, że USA w zmasowany sposób nie wsparły w porę syryjskiej opozycji. Wśród powstańców roi się obecnie od ugrupowań islamistycznych i bojowników Al-Kaidy. Odpowiedni termin został zaprzepaszczony. Teraz Obama może już tylko popełnić błędy”.

Iwona D. Metzner

red. odp.: Andrzej Pawlak

Reklama