″Tristia″. Sukces polskiego filmowca w Niemczech | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 20.05.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polska i Niemcy

"Tristia". Sukces polskiego filmowca w Niemczech

Mieszkający w Niemczech polski reżyser Stanisław Mucha nakręcił film o mieszkańcach Morza Czarnego. Bilans: pięć tysięcy kilometrów drogi, setki godzin szykanowania na granicy i kilkanaście niezwykłych spotkań w ludźmi.

Powąchać Morze Czarne. To marzenie towarzyszyło Stanisławowi od najmłodszych lat. A wszystko za sprawą babci, która regularnie jeździła do sanatoriów nad Morze Czarne i zawsze przywoziła stamtąd w pudełeczku leczniczy szlam. Maść na wszystko. - Wymyśliłem sobie ten film, by tam pojechać i odszukać ten zapach. Szybko jednak okazało się, że to nie jest mój temat. Nad Morzem Czarnym odnalazłem niesamowitych ludzi i chciałem opowiedzieć o nich w kontekście tego, co ich łączy, bo oni cały czas mówią o tym, co ich dzieli - opowiada Mucha.

Dookoła Morza Czarnego. Pięć tysięcy kilometrów przejechanych samochodem. Odyseja Stanisława Muchy prowadzi przez siedem krajów: Ukrainę, Rosję, Abchazję, Gruzję, Turcję, Bułgarię i Rumunię. Biegnie tam, gdzie Azja łączy się z Europą, gdzie swoje początki ma cywilizacja, gdzie wciąż rozciąga się wojenny krajobraz.

Ta pełna humoru opowieść o mieszkańcach Morza Czarnego niedawno weszła na ekrany niemieckich kin. Ale to nie jest pierwszy film, jaki mieszkający w Berlinie polski reżyser Stanisław Mucha zrealizował z niemieckimi producentami. "Absolut Warhola", "Cyganie" czy "Środek Europy" - to tylko niektóre produkcje, za które niemiecka publiczność pokochała pochodzącego z Nowego Targu filmowca.

Filmstill Tristia

Na plaży w Rumunii młode dziewczyny kuszą turystów swoim ponętnym ciałem

- Kręcąc filmy chcę pokazać, że rzeczywistość może bawić, że nie musimy tak strasznie ciężko opowiadać o trudnych rzeczach i problemach. I chyba ten humor, który pozwala tę straszną rzeczywistość strawić, przekonał Niemców do moich filmów - tłumaczy swój fenomen Polak. Choć jak dodaje, finansowanie filmu i szukanie sponsorów to był prawdziwy horror. - Często dostawałem telefony, że ja sobie to Morze Czarne wymyśliłem, dopiero po konflikcie ukraińsko-rosyjskim region ten wbił się do naszej świadomości - wspomina.

Kurz, pot, upał

Przygotowania do filmu to przede wszystkim walka o pozwolenia. By móc wjechać z kamerą, trzeba było przekupić niejednego urzędnika. Ekipa Muchy to pierwsza ekipa filmowa w historii, której udało się objechać Morze Czarne. Nikt nie wierzył, że polski filmowiec przekroczy wszystkie granice. Podczas realizacji filmu najgorsze szykany były pomiędzy Abchazją a Gruzją. - To jest granica, której tak na prawdę nie ma, ale wszyscy chcą wyłudzić od ciebie pieniądze czy zegarek. Spędziliśmy na niej ponad 48 godzin. Gruzini, Abchazowie i Rosjanie, wszyscy stali z karabinami i celowali w nas. Do tego kurz, syf, pot, upał 45 stopni. Byliśmy terroryzowani na praktycznie każdym przejściu - opowiada filmowiec.

Filmstill Tristia

Targ w Odessie. Sprzedająca kałasznikowy dziewczynka nikogo nie dziwi.

I choć nikt wtedy nie przypuszczał, że na Ukrainie wybuchnie wojna, zdaniem reżysera wyczuwało się narastające napięcie. Podczas trzymiesięcznej fazy realizacji filmu żaden urząd nie chciał rozmawiać z ekipą po ukraińsku, tylko po rosyjsku. - Ukraińcy, których spotkaliśmy czuli się bardzo opuszczeni przez Kijów. Z kolei przed wjazdem na Krym zatrzymywała nas krymska policja i pytała, czy mamy wizy na Krym. To było pół żartem pół serio, no bo jakie wizy? - wzdycha dziś Mucha.

Nastroje te udało się uchwycić w Odessie, na największym pchlim targu nad Morzem Czarnym. Można tu kupić dosłownie wszystko - kałasznikowy, swastyki, hełmy, zwierzęta czy nawet ludzi. Towar osiąga zawrotne ceny. Za niewielki nazistowski emblemat zapłacić trzeba trzysta dolarów.

Zdjęcia do "Tristii" udało się skończyć zanim rozpoczął się konflikt ukraińsko-rosyjski, jednak niektórzy z przedstawionych w filmie bohaterów istnieją już tylko na ekranie. Podczas montażu filmu Mucha wysyłał sukcesywnie swoim bohaterom zrobione zdjącia. - Raz wysłałem zdjęcia chłopaczków. Ich matka odpisała mi, że nie chce ich widzieć. Jej synowie zginęli w Odessie od wybuchu granatu. - wspomina reżyser.

Filmstill Tristia

Sprzedawca botoxu na plaży w Bułgarii. Strzykawka kosztuje sto dolarów.

Bohater nie do kupienia

W filmie Muchy czasem spotykamy bohatera na jedno zdanie, czasami na jedno spojrzenie, czasami na rozmowę. Dokument przypomina kolaż zlepiony z opowieści. Każda z nich kreśli portret mieszkańca, którego Mucha uwiecznił także na fotografiach. - Szukam prawdy w spotkaniu - przyznaje reżyser. - Uważam, że ludzie mogą nas poruszyć mając tylko dwie minuty. Interesuje mnie bohater, który jest nie do kupienia, biedny lub bogaty, wykształcony lub nie, musi pojawić się pewnego rodzaju flirt - dodaje.

Bohaterowie Muchy zaskakują. Sprzedawca botoksu na plaży w Bułgarii chce sprzedać strzykawkę z niebieskim wypełniaczem, a stara Ukrainka nie wychodząc z wody śpiewa pieśni na cześć Morza Czarnego. Mucha pozwala im być sobą. Na wyborach Miss Silikon (Miss Chirurgii Plastycznej) jedynie obserwuje rzeczywistość, w Abchazji i Gruzji słucha wynurzeń o brutalności i wojnie.

I choć nieustannie obecne są w rozmowach wzajemne pretensje i żale, jest coś, co tych wszystkich ludzi łączy, przyznaje Mucha: - Ich tożsamością jest morze. To jest ich szczęście i nieszczęście zarazem .

Mieszkańcy mitologizują rzeczywistość po to, aby przeżyć. Stąd pomniki Owidiusza i stąd tytuł filmu „Tristia”, taki tytuł nosił zbiór elegii, napisany podczas wygnania Owidiusza do Tomi nad Morzem Czarnym. Ale jak dodaje reżyser, poczucie humoru Czarnomorców sprawia, że ta rzeczywistość staje się znośna. Zresztą, podobnie jak żale Owidiusza. - Wcale nie są tak tragiczne. Gdy czytałem, w wielu momentach się uśmiechałem - mówi przekornie polski filmowiec.

Anna Macioł