Fico ogranicza sprzedaż diesla. „Polacy wysuszyli stacje”
18 marca 2026
Rząd w Bratysławie odpowiedział w środę ograniczeniami i wyższymi cenami dla kierowców poruszających się pojazdami na zagranicznych tablicach.
– Polacy nam kompletnie wysuszyli stacje benzynowe na północy Słowacji, a pan Szimeczka twierdzi, że mamy najwyższe ceny. Czy w ogóle chodził pan do szkoły? – takimi słowami w środę rano (18.03) premier Robert Fico odpowiedział swojemu głównemu rywalowi z szeregów opozycji, szefowi partii Postępowa Słowacja Michalowi Szimeczce na naradzie parlamenarnej komisji ds. europejskich.
Już na konferencji prasowej po wtorkowym posiedzeniu rządu premier stwierdził, że po niedawnych podwyżkach cen we wszystkich krajach Grupy Wyszehradzkiej olej napędowy jest najtańszy właśnie na Słowacji. Zapowiedział też ograniczenia, które mają powstrzymać wykupywanie tego paliwa. O benzynie nie wspomniał.
W Grupie Wyszehradzkiej najdrożej w Polsce
Akurat bardzo nielubiana przez Ficę gazeta „Denník N” opublikowała w środę w jednym z artykułów w swoim serwisie wykres, który potwierdza, że premier mówił prawdę. Podczas gdy na Słowacji cena diesla urosła od początku miesiąca do poniedziałku 16 marca jedynie o 6 centów do 1,53 euro, w Polsce podskoczyła aż o 35 centów do 1,78 euro. W Czechach, gdzie olej napędowy był ostatnio najtańszy ze wszystkich państw wyszehradzkich, podrożał on w tym czasie o cent więcej niż w Polsce, do 1,74 euro. Drożał także na Węgrzech, ale w wyraźniej wolniej, z 1,53 do 1,64 euro. Wszystkie te ceny słowacki dziennik pobrał z dyrekcji generalnej do spraw energii Komisji Europejskiej (DG ENER).
Spośród wszystkich unijnych sąsiadów Słowacji jeszcze drożej niż w Polsce jest już tylko w Austrii, gdzie cena diesla osiągnęła w poniedziałek 1,95 euro, czyli dokładnie tyle, ile tego dnia wynosiła jego średnia cena dla całej Unii Europejskiej.
Tylko bak i 10-litrowy kanister
Znając te wartości, można spróbować już policzyć sobie, czy teraz będzie opłacało się jeździć na Słowację po paliwo. Rząd bowiem spełnił obietnicę premiera i podjął w środę decyzję o ograniczeniach, które mają zapobiec turystyce paliwowej i „wysuszaniu” słowackich stacji benzynowych.
Wg uchwały rządu, przede wszystkim od zaraz będzie można zatankować na Słowacji jedynie tyle, ile pomieści bak pojazdu oraz jeden kanister o pojemności do 10 litrów. Zgoda na ten kanister wynika ze zrozumienia, że czasami zatankować trzeba nie tylko auto, ale i np. jakieś inne urządzenia.
Ponadto jedno tankowanie nie będzie mogło kosztować więcej niż 400 euro. Dla kierowców samochodów osobowych to jednak granica na razie raczej nieosiągalna.
Trzecie, najważniejsze ograniczenie dotyczy pojazdów na zagranicznych tablicach. Ich będą obowiązywać inne ceny – i tu właśnie przydadzą się cytowane wyżej liczby. Ceny być mianowicie wyliczane na podstawie średnich cen w Austrii, Czechach i Polsce.
Jak ma to wyglądać w praktyce, na razie nie wiadomo. „Najpierw pokazać dokument, potem tankować” –spekulował w środę czeski dziennik „Hospodárzské noviny” w tytule artykułu o zamiarach słowackiego rządu.
Benzyna bez ograniczeń. Na razie
I jeszcze jedno ograniczenie: za granicę będzie można wywieźć tylko tyle paliwa, ile zmieści się w baku pojazdu.
Stacje samoobsługowe i te, które nie będą w stanie zapewnić dotrzymania regulacji, które w środę po południu uchwalili słowaccy ministrowie, będą musiały zostać zamknięte.
Wszystkie ograniczenia mają obowiązywać przez 30 dni. Potem rząd będzie mógł je w razie potrzeby przedłużyć. I dotyczą jedynie oleju napędowego, zwanego też dieslem.
Benzynę można będzie nadal tankować na dotychczasowych zasadach. Przynajmniej na razie.