Szpiegostwo przemysłowe doskwiera niemieckim firmom | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 25.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Szpiegostwo przemysłowe doskwiera niemieckim firmom

Szpiegostwo przemysłowe i podróbki markowych wyrobów stały się prawdziwą plagą. Niemieccy przemysłowcy skarżą się także na zdradę tajemnic produkcyjnych.

Jak wynika z najnowszych danych Zrzeszenia Niemieckich Producentów Maszyn i Urządzeń (VDMA), tylko wskutek nielegalnych podróbek markowych wyrobów, w roku ubiegłym obroty w tej branży spadły o prawie osiem miliardów euro, co można przeliczyć na 37 tysięcy miejsc pracy.

Dr. Hannes Hesse, Hauptgeschäftsführer des Verbandes Deutscher Maschinen- und Anlagenbau (VDMA)

Szef VDMA Hannes Hesse

W poniedziałek (23.04) na Międzynarodowych Targach Technologii, Innowacji i Automatyki w Przemyśle w Hanowerze prezes VDMA Hannes Hesse oświadczył, że plaga piractwa przemysłowego wzrosła o 25 procent, w porównaniu z sytuacją z roku 2010. Najczęściej i najchętniej niemieckie urządzenia i towary podrabiają nadal firmy chińskie.

Niemcy też kopiują

Nie należy jednak myśleć, że ten proceder stanowi domenę Chińczyków. Można wręcz mówić o spadku zagrożenia z ich strony. Z ankiety przeprowadzonej przez zarząd VDMA, którą objęto około czterystu firm wchodzących w skład tego zrzeszenia, wynika, że liczba chińskich plagiatów powoli spada. Nasila się za to liczba plagiatów, za którymi kryją się nieuczciwi, niemieccy konkurenci krajowych przedsiębiorstw. W tej chwili przeszło dwie trzecie firm branży maszynowej ma do czynienia z podróbkami swoich wyrobów, powiedział prezes Hesse.

Symbolbild Chinesische Industriespionage in Deutschland

Uwaga, Chińczycy podpatrują!

Obok szpiegostwa i piractwa przemysłowego, coraz większą rolę odgrywa zdrada tajemnic firmowych przez nieuczciwych pracowników, przekazujących sekrety konstrukcyjne i technologiczne konkurencji. Zagrożenie z ich strony zbiega się z nasileniem szpiegostwa przemysłowego za pośrednictwem internetu oraz nowych możliwości kryjących się w najnowszych modelach smartfonów i tabletów, które coraz częściej zastępują laptopy.

Niemiecka firma, zajmująca się zagadnieniem bezpieczeństwa w sieci, Münchner Sicherheitsberatung Corporate Trust, przeprowadziła badania z udziałem prawie 600 firm, które podzieliły się z nią swoimi doświadczeniami w tej materii. Okazało się, że tylko co szóste przedsiębiorstwo niemieckie wyposaża pracowników, udających sią w podróż służbową, w programy kodujące i szyfrujące dane zawarte w pamięci ich przenośnych komputerów. Jest to o tyle dziwne, że ponad połowa ankietowanych firm przyznała równocześnie, że przeżyła przynajmniej jeden atak hakerów na ich tajemnice konstrukcyjne.

Szkody stale rosną

Szkody z tego tytułu stale rosną. Specjaliści ze wspomnianej wyżej monachijskiej firmy oceniają je na około 4,2 mld euro rocznie. Najbardziej dają się one we znaki małym firmom, wyspecjalizowanym w produkcji nietypowych, unikatowych maszyn i urządzeń. W przeciwieństwie do wielkich koncernów nie mogą sobie one pozwolić na zakup kosztownych programów zabezpieczających dane, lub bagatelizują ten problem.

Tymczasem zagrożenie ze strony cyberszpiegostwa zyskuje na znaczeniu. W porównaniu z sytuacją z roku 2007, w którym przeprowadzono ostatnią, podobną ankietę, można mówić wręcz o prawdziwej eksplozji tego procederu. Włamywanie się do baz danych obcych firm, lub przenośnych komputerów ich pracowników, stało się dziś jednym z głównych źródłem zdobywania cennych informacji o nich przez nieuczciwych rywali.

Obrona przed cyberszpiegami nie jest łatwa. Wprowadzenie takich środków bezpieczeństwa, jakie obowiązują w siłach zbrojnych, jest niemożliwe z uwagi na koszty i - na razie przynajmniej - wciąż jeszcze niepotrzebne, ale lekceważenie tego zagrożenia zakrawa na karygodną lekkomyślność.

Odrębny problem, związany ze szpiegostwem przemysłowym we wszystkich jego odmianach, stanowi kulejąca współpraca firm, które ucierpiały wskutek niego, z państwowymi służbami bezpieczeństwa. Wicedyrektor Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, czyli niemieckiego kontrwywiadu cywilnego, Alexander Eisvogel, potwierdził niepokojący fakt, że tylko 20 procent przypadków szpiegostwa jest zgłaszanych przez dotknięte nim firmy do Urzędu.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy dzieje się tak wskutek urażonej dumy firm, które wolą ponieść straty niż przyznać się do zaniedbań, czy też wynika to głównie z braku informacji o możliwościach Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji jako pomocnika i doradcy przedsiębiorstw wystawionych na ataki cyberhakerów. Fakt pozostaje jednak faktem: zdecydowana większość niemieckich firm woli się bronić w pojedynkę. Niestety, czynią to niezbyt skutecznie, a ich straty rosną.

dpa, dapd / Andrzej Pawlak

red.odp.: Małgorzata Matzke