Szef SDP: nie dostrzegam niepokojących zjawisk w polskich mediach | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 19.11.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Szef SDP: nie dostrzegam niepokojących zjawisk w polskich mediach

Szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przekonuje, że sytuacja mediów w Polsce nie powinna budzić niepokoju. Krytykę ze strony Niemieckiego Związku Dziennikarzy uważa za nieuzasadnioną.

Deutschland Krzysztof Skowronski in Berlin (DW/W. Szymański)

Szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński

Niemiecki Związek Dziennikarzy DJV zaapelował do Unii Europejskiej o ochronę wolności mediów w Polsce. Związek ocenił, że polskie media publiczne przerabiane są na państwowe, a krytycznym dziennikarzom zamyka się usta. Związek zwracał tez uwagę na ekonomiczną presję na media prywatne. Zarzuty te odpiera szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński w rozmowie z Deutsche Welle.

Deutsche Welle: Niemiecki Związek Dziennikarzy skrytykował sytuację mediów w Polsce, ale Pana stowarzyszenie nie podziela tej krytyki...

Krzysztof Skowroński: Byliśmy zdumieni tym, że związek zawodowy niemieckich dziennikarzy wydaje jakąś rezolucję na temat tego, co dzieje się w mediach w Polsce. Zwłaszcza, że wszystko, co napisali niemieccy dziennikarze, rozmija się z prawdą. Zresztą potem pojawił się wywiad, w którym szef Związku Frank Überall potwierdził te słowa zaniepokojenia. To mnie dziwi, bo, jak już powiedziałem, to jest kompletnie nieprawdziwe. Nie dotyczy to rynku medialnego w Polsce. To jakieś surrealistyczne doświadczenie.

Würzburg, DJV-Kongress, Vorsitzender Dr. Frank Überall (Frank Sonnenberg)

Szef Niemieckiego Związku Dziennikarzy Frank Überall krytykował sytuację mediów w Polsce

DW: Naprawdę nie dostrzega Pan różnych niepokojących zjawisk w polskich mediach, na które zwracała uwagę strona niemiecka?

Nie dostrzegam takich niepokojących zjawisk. Szacunkowe 60 procent mediów w Polsce to są media związane z opozycją i opisujące bardzo negatywnie cały proces "dobrej zmiany” i to, co się w Polsce dzieje. Wszyscy dziennikarze mają pracę, właściwie mogą pisać, co chcą, jest wiele tygodników opinii, portale internetowe funkcjonują pełną parą.

DW: Ogląda pan czasami Wiadomości TVP?

Od biedy można by opowiedzieć o mediach publicznych w Polsce, ale nie opowiedzieć o sytuacji mediów w Polsce. To jest zupełnie coś innego. Media publiczne to jest 20 procent rynku. Tam zaszła rzeczywiście głęboka zmiana kadrowa i zmiana sposobu opisywania świata. Jest to inny sposób niż w TVN czy Polsacie. Ale to jest wycinek, to nie jest sytuacja i to nie jest kondycja dziennikarzy. Nie można abstrahować od tego, jak wyglądają media. Media w państwie totalnym są związane z układem rządzącym, a media w państwie demokratycznym są niezwiązane z układem rządzącym i z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce.

DW: Ale czy wobec ponad dwustu dziennikarzy, którzy zostali zwolnieni albo zmuszeni do odejścia z mediów publicznych, odkąd Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy, nie rozumie Pan zaniepokojenia, jakie może to budzić?

Nie wiem, kto miał taką statystykę. Po pierwsze, większość z nich odeszła na własną prośbę. Po drugie, większość z nich znalazła zatrudnienie. Po trzecie, media, które tworzyli, były mediami propagandowymi, mediami, które nie mówiły o tym co się dzieje w Polsce, tylko wyrażały opinie rządzących wtedy Platformy Obywatelskiej i PSL. Ich głównym zajęciem było niszczenie opozycji. W związku z tym nie mieli wiarygodności dla nowego prezesa telewizji, czy nowych szefów programów informacyjnych. Trudno utrzymywać dziennikarzy, których uważa się za niewiarygodnych. Kiedy Tomasz Lis przyszedł do Polsatu i tworzył Wydarzenia, to zwolnił wszystkich dziennikarzy, bo uważał, że są słabi albo nie potrafią wykonywać swojej pracy.

DW: A nie zauważa Pan nacisków na media prywatne? Gazeta Wyborcza albo Polityka skarżą się na utratę reklamodawców związanych ze spółkami Skarbu Państwa, skarżą się na problemy z kolportażem...

Nie wiem o kolportażu. O reklamach spółek Skarbu Państwa słyszałem i to jest zgodne z prawdą, ale żeby dopowiedzieć prawdę, trzeba przypomnieć, że media, które nie były związane z poprzednim układem rządzącym, nie dostawały żadnych reklam spółek Skarbu Państwa, nie miały też wsparcia nazwijmy to sektora prywatnego, biznesu, banków, ubezpieczycieli itd. Jak otworzymy gazetę Polityka znajdziemy wielką reklamę BMW. W związku z powyższym, to jest prawda, że jest im teraz trudniej, bo stracili monopol na forsę, ale to nie znaczy, że nie mają forsy.

DW: Atakowane są media należące do zachodnich wydawców, do niemieckich wydawców. Zarzuca im się, że są tylko polskojęzycznymi niemiecki mediami dla Polaków. To mało komfortowa sytuacja.

Kiedy popatrzymy na własność mediów w Polsce, to okazuje się, że wszystkie gazety regionalne są związane z jednym koncernem niemieckim. Media z tej dolnej półki, czyli rozmaite poradnikowe są związane z drugim koncernem niemieckim. Największe radio prywatne w Polsce jest związane z koncernem niemieckim i to jest tak, że te media opisują sytuację, ale w niektórych newralgicznych dyskusjach muszą brać i biorą stronę np. niemieckiego biznesu. W Niemczech takiej sytuacji z mediami nie ma, we Francji również jest określony poziom kapitału zagranicznego w mediach, no i teraz jest pytanie, czy coś z tym można zrobić.

DW: Mówił Pan, że niepokoi się o obraz Polski w Niemczech, krytykował Pan sposób, w jaki niemieccy dziennikarze piszą o Polsce. A nie niepokoi Pana, jak polscy dziennikarze relacjonują to, co dzieje się w Niemczech?

Niepokoi. Dziennikarze korzystając ze swojej władzy budują niechęć między dwoma sąsiadującymi ze sobą krajami i to jest zawsze bardzo niebezpieczne zjawisko. Media nie powinny się zajmować budowaniem niechęci, tylko próbą zrozumienia tego, co tak naprawdę w kraju sąsiednim się dzieje. A dziennikarze są powierzchowni, ideologiczni i schematyczni. I ten schemat jest w polskich mediach, że Niemcy to jest kraj, w którym jest tak wielu migrantów, że za chwilę to będzie niemiecki kalifat albo, że jest niebezpiecznie na ulicach Berlina, albo że polityka dżender doprowadzi Niemcy do katastrofy...

DW: Ale właśnie taka jest dominująca narracja o Niemczech w polskich mediach publicznych....

W mediach publicznych może to być dominująca narracja. Chociaż media publiczne mają bardzo dobrego korespondenta w Berlinie, Cezary Gmyz jest dobrym, rasowym dziennikarzem, a takie rzeczy, o których opowiadają media polskie, nie są zupełnie bezpodstawne. Bo jeżeli Trybunał Konstytucyjny niemiecki orzeka, że jest trzecia płeć, to to naprawdę budzi w opinii publicznej Polski zdziwienie. I Niemcy nie powinni się dziwić temu zdziwieniu.

DW: Czy Pana Stowarzyszenie podjęło jakieś kroki w związku z tym, jak relacjonuje się w niektórych polskich mediach to, co dzieje się w Niemczech. To jest dość agresywna kampania.

Nie podejmowaliśmy żadnej rezolucji na temat tego, co opowiada się w niemieckich mediach o Polsce, ale też nie mieliśmy żadnej rezolucji na temat w ogóle mediów niemieckich.

DW: Pytałem o polskie media.

Nie, nie podjęliśmy żadnej uchwały.

DW: Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyjechało w tym tygodniu do Berlina na spotkanie z niemieckimi dziennikarzami. Co chcecie przez to osiągnąć?

Chcemy pokazać, że są dwa źródła opowieści na temat tego, co dzieje się w Polsce. Nie można przyjąć, że tylko źródło A jest wiarygodne, a źródło B, które chce, żeby Polska przeszła głęboką reformę, jest od razu niewiarygodne. To jest krzywdzące i właśnie budujące wrogość między Polakami a Niemcami. I to się odczuwa, niedawno pewna Niemka jechała do Polski na stypendium i miała przekonanie, że wjeżdża na teren barbarzyńskiego kraju.

DW: Ale to raczej Polacy przyjeżdzający do Niemiec mają wrażenie, bazując na medialnych przekazach, że zaraz zostaną tu napadnięci, zgwałceni i zabici przez uchodźców...

To są dwie bardzo istotne wady dziennikarskie. Opis Berlina jako miasta, w którym człowiek ze strachem przemyka się po ulicach i z drugiej strony stwierdzenie, że Polską rządzą natchnieni populiści, którzy dążą do stworzenia systemu autorytarnego, to są dwie takie same nieprawdy o świecie. We wspomnianym wywiadzie dla Deutsche Welle szef Niemieckiego Związku Zawodowego Dziennikarzy powiedział, że on jako Niemiec pamięta co się zdarzyło w latach trzydziestych w Niemczech i nie może dopuścić do tego, żeby gdziekolwiek indziej się to zdarzyło. Takie słowa świadczą o głębokim niezrozumieniu historii tego wszystkiego, co się zdarzyło w relacjach polsko-niemieckich i tego, że głównym celem wszystkich Polaków była walka z reżimem,  który stworzyli sobie Niemcy. Niemcy, którzy napadli na Polskę i zabili 6 milionów obywateli Rzeczypospolitej. Dlatego zaapelowałbym, żeby Frank Uberall nie uczył nas Polaków, na przykładzie tego co zdarzyło się w Niemczech, wolności i demokracji, bo sobie z tym bardzo dobrze radzimy.

Rozmawiał Wojciech Szymański

Redakcja poleca

Reklama