Szef niemieckiego związku dziennikarzy: Ten zamach nie może prowadzić do autocenzury [WYWIAD] | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 09.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Szef niemieckiego związku dziennikarzy: Ten zamach nie może prowadzić do autocenzury [WYWIAD]

Mam nadzieję, że dziennikarze nie przestraszą się i będą dalej pracować w sposób odpowiedzialny i rzetelny. Również w przyszłości musimy podejmować tematy, które prowokować będą krytykę - mówi Michael Konken*.

Frankreich Anschlag auf Charlie Hebdo - Titelseiten in Deutschland

Strony tytułowe niektórych niemieckich gazet w dzień po zamachu w Paryżu (8.01.15)

Deutsche Welle: Czy zamach terrorystyczny w Paryżu był zamachem na wolność prasy i słowa?

Michael Konken: Oczywiście, że tak, bo jeśli tak będzie się reagować na publikacje, doprowadzi to do ograniczenia wolności prasy i słowa. Dziennikarze zaczną się zastanawiać, co publikować, żeby nie paść ofiarą podobnych zamachów.

Słyszał Pan o pismach satyrycznych czy innych mediach, które w reakcji na groźby z zewnątrz zweryfikowały swoją sprawozdawczość?

Nie, nie słyszałem. Mam nadzieję, że dziennikarze nie przestraszą się takich gróźb i będą dalej pracować jak dotychczas: w sposób odpowiedzialny i rzetelny. Ten zamach nie może prowadzić do autocenzury. Również w przyszłości musimy podejmować tematy, które prowokować będą krytykę.

Właściwa droga

Bundesvorsitzender des Deutschen Journalistenverbandes DJV Michael Konken

Prezes DJV Michael Konken

Czy zaleca Pan coś mediom jak obchodzić się z takimi tematami, np. „Teraz dopiero im pokażemy”?

Takie hasło jest niedopuszczalne. W przeszłości też podchodziliśmy w sposób etyczny do takich problemów. Pozwolę sobie przypomnieć aferę „Vatileaks”. Chodziło o umieszczenie w satyrycznym magazynie „Titanic” bardzo niesmacznego zdjęcia papieża. Tą sprawą zajmowała się Rada Prasowa (odpowiednik polskiej Rady Etyki Mediów, przyp. red.). Ta afera wywołała gorącą dyskusję. Rada Prasowa to potępiła. Zastanawialiśmy się nad tym, gdzie są dopuszczalne granice satyry. W końcu satyra powinna przesadzać i prowokować, żebyśmy mieli materiał do dyskusji. W przeszłości udawało nam się znaleźć środki i możliwości samokontroli w mediach i tak powinno być nadal - nie powinno się ani publikować więcej w tym stylu, ani mniej. W moim przekonaniu droga, którą kroczyliśmy dotychczas była, ogólnie rzecz biorąc, właściwa.

Ohydny zamach na wolność prasy

Czy zgodziłby się Pan z twierdzeniem, że francuski magazyn „Charlie Hebdo” nie przekroczył dopuszczalnych granic satyry?

Ważna jest odpowiedzialność dziennikarza: jak podchodzę do moich publikacji? W jaki sposób podchodzi do nich redakcja? Są pewne zasady, pewne granice, na które trzeba zważać. Prawdą jest, że pismo „Charlie Hebdorównież w przeszłości chętnie prowokowało i to mocno, że od czasu do czasu krytykowano jego publikacje; akurat na temat islamu. Ci satyrycy pracowali dalej i nie pozwolili się zastraszyć. Oczywiście, że trzeba o tym rozmawiać. Ale nie może być tak, że z powodu treści pisma dokonuje się zamachów na satyryków. To jest ohydny zamach na wolność prasy. Można krytykować, ale żeby zaraz sięgać po broń, by zamknąć dziennikarzom usta?

Zna Pan zapewne niemieckie pisma satyryczne „Titanic” i „Postillon”? Czy według Pana te magazyny zbyt ostrożnie podchodzą do pewnych tematów, czy też są tak samo otwarte jak francuskie pismo „Charlie Hebdo”?

Wydaje mi się, że niemieckie czasopisma satyryczne nie przekraczają dopuszczalnych granic satyry aż w takim stopniu jak „Charlie Hebdo”. „Postillon” i „Titanic” krytykuje się raz po raz, gdy publikują karykatury na tematy religijne. Ale raczej nie posuwają się tak daleko jak francuski magazyn.

Czy sądzi Pan, że może dojść do dalszych zamachów, może nawet w Niemczech?

Oczywiście, że wszyscy musimy być czujni. To jest według mnie konsekwencja tego zamachu. Musimy się zastanowić, jak w przyszłości lepiej chronić dziennikarzy. Znamy to przecież ze środowiska skrajnie prawicowego: gdy zbieramy tam informacje do publikacji, musimy używać pseudonimów. Czy może dojść do dalszych zamachów? Miejmy nadzieję, że nie. Choć na razie się nad tym nie zastanawiam. Ale tym tematem będziemy się na pewno nie raz zajmować.

Czy w Niemczech stosuje się autocenzurę w większym stopniu niż w innych krajach europejskich?

Nie spotykam się z przypadkami autocenzury w Niemczech. Wydaje mi się, że wyciągnęliśmy wnioski z minionych dekad i otwarcie podchodzimy do wolności prasy i słowa.

Rozm. Marco Mueller / tł. Iwona D. Metzner

*Michael Konken, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Niemieckich (DJV)

Reklama