SZ o polskich mediach: Polska to nie Rosja | Echa polskie | DW | 26.01.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

SZ o polskich mediach: Polska to nie Rosja

Opiniotwórcza „Süddeutsche Zeitung“ (SZ) pyta, czy pluralizm w polskich mediach jest zagrożony? I odpowiada: nie. Konsekwencje zawłaszczenia mediów poniesie natomiast rząd PiS - uważa SZ.

„Jak mało respektu przed państwem prawa ma nowy rząd Polski, pokazuje teraz pozbawienie wpływów KRRiT i przejęcie kontroli nad telewizją publiczną przez rząd” - pisze w SZ prof. Katarina Bader, wykładowca stuttgarckiej Wyższej Szkoły Mediów. Ten zabieg rządu PiS wywołał wprawdzie „szok w kraju i za granicą". Ale, jak podkreśla autorka artykułu, mimo wszystko Polska to nie Rosja. Polska ma „silnych, niezależnych nadawców prywatnych i społeczeństwo obywatelskie, które z dezaprobatą traktuje rządową propagandę”.

Dawniej, jeśli rządzący próbowali zmieniać ustawy medialne na swoją korzyść, ingerował Trybunał Konstytucyjny - przypomina niemiecka ekspertka. „Teraz TK jest zajęty własnymi problemami”.

Czy po zawłaszczeniu mediów publicznych przez rząd PiS i planach przekształcenia ich w "media narodowe", „zagrożony jest pluralizm w mediach w tym największym i najbardziej wpływowym wschodnim kraju członkowskim UE?” – pyta autorka artykułu. W jej opinii, nie ma takiego zagrożenia i prawdopodobnie nie będzie. Poza tym, Polska ma silnych nadawców prywatnych, ma także „długą tradycję krytycznego korzystania z mediów” - zaznacza Katarina Bader. Przypomina ona też niemieckim czytelnikom, że w latach 80-tych, gdy w Stoczni Gdańskiej odbywały się strajki, na murze widniał napis „Telewizja kłamie!”

Dotychczas w „postkomunistycznej Polsce każdy rząd próbował wpływać na media publiczne - pisze Bader. Zadziwiające jest dla niej to, że "próby te nie zakończyły się dla żadnego rządu powodzeniem”. Autorka zwraca też uwagę na to, że przez trzy i pół roku rządów Donalda Tuska nadawcy publiczni byli wrogo do niego nastawieni i „to nie zaszkodziło w najmniejszym stopniu jego wielkiej popularności”. Wsparli go natomiast nadawcy prywatni i PO rządziło kolejną kadencję, co jak zaznacza autorka artykułu „nie powiodło się żadnemu innemu rządowi w Polsce”.

PO nie powiodło się natomiast, mimo „większości w KKRiT w wyborach w 2015”, przypomina niemiecka ekspertka ds. mediów. „Dostęp do lojalnych mediów w Polsce jest wszystkim innym niż gwarancją utrzymania władzy” - twierdzi Bader. Wnioskuje ona to z obserwacji, że „wielu Polaków nie dowierza podejrzanemu układaniu się mediów z polityką i przemilczaniu niewygodnych prawd”.

Dlatego autorka artykułu dochodzi do wniosku, że „im bardziej premier Beata Szydło będzie w przyszłości kontrolować media, tym większą nieufność będzie to wzbudzać wobec narodowo-konserwatywnego rządu”. Katarina Bader zwraca przy tym uwagę na pierwsze zwiastuny tej zapowiedzi - straty PiS w rankingu popularności. Jest ona przekonana, że „propaganda rządowa nie zatrzyma tego trendu” w nowych mediach narodowych. Wręcz przeciwnie, przyspieszy go. W jej opinii, byłoby błędem ze strony PiS, gdyby mocno wierzył, że uda mu się „trwale wpłynąć poprzez kontrolę mediów na opinię publiczną”. Na to zbyt silni są nadawcy prywatni - pisze autorka artykułu.

W opinii Katarzyny Bader, dla rządu PiS „przejęcie patronatu nad mediami publicznymi stanowi ryzyko”. To umożliwia wprawdzie zwalnianie krytycznych dziennikarzy i nagradzanie tych, którzy wspierali PiS w ostatnich wyborach. Ale wydarzenia ostatnich tygodni potwierdziły, jej zdaniem, związane z tym zagrożenia. „Ledwo usunięci zostali z telewizji pierwsi czołowi dziennikarze, dziesiątki tysięcy ludzi wyszło na ulicę z transparentami: „Wasza telewizja, nasze piloty”, czy „Rząd kłamie”. Niemiecka ekspertka ds. mediów jest przekonana, że Polacy wytrwają w swym proteście obwieszczając rządzącym to, co widniało na jednym z plakatów w czasie demonstracji: „Nie wierzymy wam”.

Opr. Barbara Cöllen