SZ: Kościelne archiwa otwierają się zbyt późno | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 22.05.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

SZ: Kościelne archiwa otwierają się zbyt późno

Kościół powoli otwiera archiwa z dokumentami dot. seksualnego wykorzystywania, jednak w wielu przypadkach na ukaranie sprawców jest już za późno. Ofiary muszą wykazać odwagę i zgłaszać przestępstwa.

Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” pisze w środę (22.05.2019) o pochodzącym z 2010 roku raporcie dotyczącym wykorzystywania seksualnego i przemocy ze strony współpracowników Kościoła w archidiecezji Monachium i Freising oraz o jego skutkach.

Raport należał do najpilniej strzeżonych kościelnych dokumentów – piszą Nicolas Richter i Ronen Steinke. Sporządzony w końcu 2010 roku przez monachijską kancelarię raport opierał się na analizie wewnętrznych dokumentów kościelnych z lat 1945-2009.

Opinia publiczna poznała jedynie streszczenie raportu, oryginał pozostał niedostępny, aby – jak twierdziły władze kościelne – chronić prawa ofiar i sprawców. Istniejące trzy kopie raportu znajdowały się „pod kluczem”. Dopiero niedawno prokuratura zażądała wydania oryginału i otrzymała go od diecezji.

Nie będzie fali procesów

Nie należy spodziewać się fali procesów – zastrzega „SZ”. „Kościelne archiwa i sejfy mogą się otworzyć, lecz dla wymiaru sprawiedliwości jest już za późno” – oceniają autorzy. „Wielu domniemanych sprawców już nie żyje, wiele przestępstw przedawniło się. A wiele ofiar nie chce mówić o tym, co im w przeszłości wyrządzono” – czytamy w „SZ”. 

„Duża część krzywd wyrządzonych przez ludzi Kościoła nie stanie na wokandzie sądu, nie będzie przedmiotem procesu, w każdym razie procesu na Ziemi” – piszą autorzy. 

Na jesieni Kościół katolicki opublikował raport o przypadkach seksualnego wykorzystywania w niemieckich diecezjach. Prokuratura zaapelowała wówczas do władz kościelnych o podanie nazwisk domniemanych sprawców. Śledczy w Monachium otrzymali pięć segregatorów z dokumentami.

Prokuratura w Monachium i Berlinie przeanalizowała dokumenty. Z punktu widzenia organów ścigania wynik analizy nie pozostawia żadnych złudzeń. W Monachium, gdzie była mowa o 159 księżach, których zachowanie było podejrzane, wdrożono zaledwie dwa postępowania. W Berlinie nie toczy się żadna sprawa, która mogłaby zakończyć się wyrokiem. Akta mają znaczenie „akademickie. ale nie procesowe” – mówią źródła w prokuraturze. 

Bezradny wymiar sprawiedliwości

Po kilku dekadach „tuszowania, utajniania i gry na zwlokę” wymiar sprawiedliwości jest w większości przypadków bezradny. Wiele dokumentów jest z procesowego punktu widzenia bezwartościowych. 

Ines Karl, szefowa wydziału przestępstw seksualnych prokuratury w Berlinie zwraca uwagę, że nie można mieć żadnej gwarancji, iż Kościół udostępnił wszystkie akta. Wiele incydentów nie zostało odnotowanych. „Nie jestem naiwna” – mówi Karl.  Jej zdaniem część spraw jest ukrywana.

„SZ” zaznacza, że dotychczas nie doszło do przeszukań w pomieszczeniach kościelnych. Prokuratura czekała cierpliwie, aż adwokaci Kościoła przeprowadza kwerendę w archiwach. Rewizję brano w rachubę, jednak ze względu na liczbę  nieruchomości kościelnych eksperci uważają, że taka akcja nie miałaby sensu. „Jeżeli Kościół chce coś ukryć, to nie ma możliwości, by to znaleźć – mówi pragnący zachować anonimowość prokurator z północnych Niemiec.

Monachijscy prawnicy doszli do wniosku, że władze nie mogą skonfiskować poufnego raportu Kościoła, gdyż brak jest podejrzenia wobec konkretnej osoby.

Kościoła nie można zmusić

Zdaniem prokuratorów nie ma lepszej metody niż dobrowolna kooperacja z Kościołem. „Kościoła nie można do niczego zmusić, nie istnieje nawet obowiązek zgłaszania przestępstw seksualnych” – mówi Ines Karl.

Wydane w 2013 roku wewnętrzne dyrektywy kościelne zalecają, by zgłaszać organom ścigania przypadki molestowania,  chyba że ofiara nie wyrazi zgody. W Berlinie nie widać jak dotąd zmiany nastawienia. „Kościół niczego nie zgłasza” – mówi Karl.

Ofiary muszą przerwać milczenie

Zdaniem „SZ” wielką rolę mają do odegrania ofiary. Autorzy zwracają uwagę, że w latach 50. i 60.  wśród ofiar istniała gotowość do zgłaszania organom ścigania przypadków wykorzystania seksualnego, natomiast od lat 70. przestępstwa seksualne przestały wychodzić na światło dzienne.

„Za każdym niewyjaśnionym przypadkiem stoi ofiara, która milczy – ze wstydu lub z obawy przed instytucjonalnym Kościołem” – czytamy w „SZ”.

„Bardzo ważne jest, by ofiary przerwały milczenie” – mówi prokurator Karl. Wymieniając nazwiska i szczegóły ich przypadków mogą zapobiec temu, że sprawcy unikną kary. 

„Potrzebna jest odwaga ofiar. To bardziej skuteczne niż dokumenty” – cytuje „SZ” na zakończenie Ines Karl.  

 

 

Redakcja poleca

Reklama