Sukces ″Króla Rogera″ we Frankfurcie n. Menem | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 07.06.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Sukces "Króla Rogera" we Frankfurcie n. Menem

Frankfurcka prapremiera „Króla Rogera“ Karola Szymanowskiego w reżyserii Johannesa Eratha zbiera fantastyczne głosy krytyki. Mało tu znana opera fascynuje, będąc wielkim odkryciem dla niemieckiej publiczności.

Premiera Króla Rogera we Frankfurcie nad Menem

Współczesna scenografia inscenizacja "Króla Rogera" Karola Szymanowskiego we Frankfurcie nad Menem

„Król Roger" Karola Szymanowskiego powstał 90 lat temu. Być może dopiero teraz muzyka, zawierająca echa Bizancjum i Orientu, ale też bardzo nowoczesna, może w pełni zostać zrozumiana i dostrzeżona, twierdzą niemieccy krytycy.

Trwa dobry czas dla "Rogera" w Niemczech. Po Bonn i Norymberdze po ten repertuar sięga właśnie Opera we Frankfurcie. Mistrzowskie wykonanie partii orkiestrowej pod batutą Francuza Silvaina Camberlinga uwypukla walory muzyki Szymanowskiego, a Łukasz Goliński jako król Roger to z pewnością najlepszy z możliwych obecnie w Europie interpretatorów tej roli. Po Warszawie, Sztokholmie i Rzymie solista użyczył swego mocnego bas-barytonu Rogerowi we Frankfurcie. Prawdopodobnie Łukasz Goliński stoi właśnie u progu światowej kariery. „Oszałamiająco piękny baryton" - napisał o głosie Golińskiego jeden z czołowych, niemieckich recenzentów.

Inscenizacja Króla Rogera we Frankfurcie

Inscenizacja "Króla Rogera" we Frankfurcie

Psychogramy zamiast historycyzmu

Należący do młodszego pokolenia reżyserów operowych Johannes Erath znany jest z wycezylowanej psychologii inscenizacji. W „Królu Rogerze" porzuca historycyzm i ewentualną estetykę Sycylii XII w. na rzecz współczesności. Erath raczej marginalizuje w tej inscenizacji wątki kościelne libretta. W preludium wybrzmiewa chór, sugestywnie nawiązując do muzyki sakralnej Bizancjum, unosi się kurtyna. Publiczności przygląda się ze sceny kilkadziesiąt osób. W czarnych strojach koktajlowych, czy może pogrzebowych. W okularach przeciwsłonecznych. Chór – gorset moralny i głos ludu – jako narcystyczne odbicie samej operowej publiczności? Król Roger, nękany imperatywem podjęcia kategorycznych kroków w imię obrony państwa i ludu, wraz z królową Roksaną występują w biznesowych, ciemnych garniturach. Olbrzymim kontrastem staje się charyzmatyczny pasterz, w brawurowym wykonaniu austriacko-australijskiego tenora Gerarda Schneidera. Wizualnie jego bosa postać do złudzenia przypomina enfant terrible niemieckiego filmu, Klausa Kinskego – w białym, niedbałym garniturze, z rozchełstaną na piersiach koszulą i zmierzwioną czupryną. Pasterz wnosi nowe idee i insynuuje zmiany. Żąda oddawania kultu nowym bożkom. Nie może się mu oprzeć ani Roksana, ani nawet sam król. Roger traci wszystko – królestwo, lud, żonę.

Frankfurcki „Król Roger" to opowieść o pojawieniu się obcego i o dylematach, które ze sobą on wnosi. W dobie światowych migracji trudno o bardziej aktualną interpretację. To równocześnie walka uwodzicielskiego nurtu nowości – uosabianego przez Pasterza – z tradycją. Dylematy aktualne po rewolucji w Rosji w 1918 r., kiedy powstawał „Król Roger". W tle to także mistrzowsko zainscenizowane studium rozpadu małżeństwa Rogera i Roksany.

Gerard Schneider (Pasterz), Łukasz Goliński (Król Roger) iSydney Mancasola (Roksana)

Gerard Schneider (Pasterz), Łukasz Goliński (Król Roger) iSydney Mancasola (Roksana)

Muzyczne misterium

Abstrakcyjna i oszczędna, czarno-biała scenografia pozwala skupić uwagę na muzyce. Dźwięki zamaszyście dominują przestrzeń i to one tworzą gotyckie, katedralne sklepienia. Dyrygent Sylvain Camberling przed laty był dyrektorem muzycznym we Frankfurcie. Teraz powraca w bombastycznym stylu. Należąca do frankfurckiego ensemble amerykańska sopranistka Sydney Mancasola sugestywnie wlewa w Roksanę niepokój i zmysłowość. Uwodzi syrenim śpiewem. Świetnie wypada w tej incenizacji tenor AJ Glueckert, uosabiający doradcę króla Rogera, Edrisi'ego. Glueckert wykonuje rolę ze szczególną dbałością o dykcję, co jest sporym wyzwaniem w polskojęzycznym libretcie pióra Jarosława Iwaszkiewicza.   

Frankfurcki „Król Roger" nie jest zlepkiem historycyzujących scen. To sekwencje uczuciowych impresji. Elementy video w scenografii trafnie akcentują wybrane wątki. Na olbrzymim ekranie pojawia się chociażby przejmująca twarz króla Rogera na tle spienionej wody. Wgląd w głąb jego skołatanej duszy.

Trwająca 80 minut opera to misterium, które w trzecim akcie z całym impetem osiąga orkiestrową kulminację. Pokonany przez Pasterza Król Roger staje się przejmującym pątnikiem. Śpiewający partię Rogera Łukasz Goliński we frankfurckiej inscenizacji święci tymczasem prawdziwie olśniewający triumf. 

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>        

Reklama