Sueddeutsche Zeitung o rocznicy 1989: fatalna emigracja wschodnich Europejczyków na Zachód | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 23.08.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Sueddeutsche Zeitung o rocznicy 1989: fatalna emigracja wschodnich Europejczyków na Zachód

Wschodnioeuropejskie kraje UE straciły setki obywateli na rzecz bogatych państw Zachodu; na tym skorzystali populiści - ocenia austriacki pisarz Karl-Markus Gauss na łamach „Sueddeutsche Zeitung".

Otwarcie granicy austriacko-węgierskiej, sala wystawowa (imago-images/imagebroker/G. Fischer )

Wystawa upamiętniająca piknik paneuropejski 19.08.1989 na granicy austriacko-węgierskiej

Autor opublikowanego w piątek (23.08.2019) eseju nawiązuje do 30. rocznicy pikniku paneuropejskiego  na austriacko-węgierskim pograniczu. 19 sierpnia 1989 r. aktywiści z obu krajów zapowiedzieli otwarcie granicy na trzy godziny. „To był akt symboliczny, ale także odważny krok węgierskich reformatorskich komunistów, którzy w ten sposób próbowali wysondować, czy Związek Sowiecki pod rządami reformatora Gorbaczowa zgodzi się na otwarcie żelaznej kurtyny, czy też odpowie na to biurokratycznymi represjami i mobilizacją militarną” - pisze Gauss. To krótkie otwarcie granicy wykorzystało ponad 600 przebywających na Węgrzech obywateli NRD, którzy uciekli do Austrii. Piknik w węgierskim mieście Sopron uchodzi za „kamień milowy na drodze do zjednoczenia Niemiec i ostatni impuls w procesie, który w ciągu kilku tygodni doprowadził do szybkiego rozpadu bloku wschodniego” – podkreśla Gauss.

Miejsce, gdzie w 1989 została otwarta granica między Węgrami i Austrią | Johann Göltl und Arpad Bella (picture-alliance/dpa/M. Röder)

Były szef austriackiego urzędu celnego Johann Göltl (l.) i Arpad Bella z b. węgierskich wojsk ochrony pogranicza w miejscu, gdzie w 1989 r. otwarto granicę

Przygnębiający bilans 

„Jubileusz skłonił wielu komentatorów do zadania pytania, co pozostało z ówczesnych nadziei, jak ma się demokracja w krajach, pozostawionych kiedyś za żelazną kurtyną i w jakim kierunku poszli ci, którzy kiedyś żądali otwartych granic, wolności prasy, rządów prawa i jedności europejskiej. Bilans wygląda przygnębiająco akurat w tych państwach, które w międzyczasie przystąpiły do UE” - ocenia autor.

„Rządy w prawie wszystkich tych krajach pielęgnują tępy nacjonalizm i dążą w mniej lub bardziej brutalny sposób do likwidacji wolności prasy i państwa prawa oraz do kontrolowania społeczeństwa, jak również odmawiają europejskiej współpracy tam, gdzie akurat nie chodzi o to, jak skierować pieniądze z Unii do swoich kas” - twierdzi Gauss.    

Proponuje jednak, aby przy okazji jubileuszu pikniku paneuropejskiego w Sopronie spojrzeć na minione lata z innej perspektywy i zadać pytanie, co wschodnioeuropejskim krajom UE dało członkostwo we Wspólnocie.

Spotkanie Orban-Merkel w 30. rocznicę otwarcia granicy austriacko-węgierskiej (Getty Images/AFP/A. Kisbenedek)

Spotkanie Orban-Merkel w 30. rocznicę otwarcia granicy austriacko-węgierskiej


Wykup wykwalifikowanych pracowników

Po pierwsze - wskazuje Gauss - prawie wszystkie kraje środkowej i wschodniej Europy ucierpiały w wyniku „fatalnej emigracji”. „Bułgaria, Rumunia, Węgry, Polska, Słowacja, Chorwacja i kraje bałtyckie - wszystkie te państwa straciły setki tysięcy przede wszystkim młodych obywateli na rzecz bogatych krajów Unii” - wskazuje Gauss. Jako przykład podaje Rumunię i Bułgarię, gdzie w wyniku emigracji zarobkowej brakuje lekarzy, którzy zostali „wykupieni” przez pracodawców w zachodnich krajach UE.

„Wykup” wykwalifikowanego personelu „jest tańszy niż finansowanie szerokiego systemu kształcenia we własnym kraju. Ale co, do diabła, powstrzymuje najbogatsze kraje UE, jak Niemcy, Francja, Austria przed kształceniem wystarczającej liczby medyków? Najwyraźniej nie chcemy już fundować sobie ich kształcenia, na szczęście mamy biedne kraje UE i możemy czerpać z tamtejszych zasobów utalentowanej i wykwalifikowanej siły roboczej. Swobodny przepływ osób w UE to cenne dobro, na którym skorzystał Zachód, a stracił Wschód” - ocenia Gauss. 

Grenzöffnung Österreich - Ungarn 1989 | DDR-Bürger vor Budapester Botschaft (picture-alliance/dpa/W. Kumm)

Obywatele NRD przed ambasadą RFN w Budapeszcie w 1989 r.

Wiatr w żagle dla populistów
W jego opinii na tym ”masowym eksodusie” skorzystali populiści, którzy „mają jedną, nacjonalistyczną odpowiedź  na wszelkie socjalne i ekonomiczne pytania i potrafią zjednoczyć swoich wyborców w narodowej wspólnocie”. „Obiecują oni szczęśliwe czasy godności i dobrobytu, jeżeli tylko poprzez izolację zapanują nad tymi skutkami globalizacji, których sami nie lubią. Podczas gdy z Węgier uciekają setki tysięcy ludzi, (Victor) Orban uszczęśliwia pozostałych, otaczając kraj płotami, murami i urządzeniami samostrzelającymi” - dodaje Gauss.  

Jak pisze, to nie rozwiązuje żadnych problemów, jakich przysparza Węgrom emigracja. „Jednak błędem jest, gdy na Zachodzie uważa się nacjonalizm za jedyną siłę, która może zniszczyć Europę. Nacjonalizm nie jest bowiem przyczyną zła, ale bardziej jego najgorszą konsekwencją” - konstatuje Gauss.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Redakcja poleca