Słowacja w kryzysie. „To jakaś gra“ | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 23.03.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Słowacja w kryzysie. „To jakaś gra“

Jest 1 marca, wieczór. Na lotnisku w Koszycach ląduje samolot wojskowy z Moskwy. Ma na pokładzie tysiące dawek Sputnika V. Tak zaczął się słowacki kryzys rządowy.

Premier Igor Matovicz (p.) i minister zdrowia Marek Krajczi na lotnisku w Koszycach

Premier Igor Matovicz (p.) i minister zdrowia Marek Krajczi na lotnisku w Koszycach

Słowacki kryzys rządowy zmierza ku rozstrzygnięciu. Minister gospodarki zgłosił dymisję, aby – jak twierdzi – ułatwić odejście premierowi. Ten z kolei gotowy jest odejść, ale postawił twarde warunki.

Obaj panowie, którzy są jednocześnie szefami dwóch z czterech partii rządzącej koalicji – premier Igor Matovicz i minister Richard Sulík – ścierają się praktycznie od pierwszych chwil wspólnego urzędowania. Dzielą ich jednak nie tyle różnice światopoglądowe, co trudne charaktery, które powodują kolejne spięcia między nimi. W ostatnich tygodniach przekroczyli jednak granicę, poza którą ich dalsza współpraca stała się niemożliwa.

Wizja wyborczej porażki

Eskalacja kłótni wewnątrz koalicji w czasie, gdy covidova pandemia z całą siłą uderza w Słowację, zniechęca ludzi do premiera, którego popularność spadła do zaledwie kilkunastu procent. Kierowany przez niego ruch OĽaNO stracił niemal połowę poparcia i z uzyskanych w wyborach 25 procent pozostało w sondażach już tylko 13. Partia SaS ministra gospodarki podwoiła wprawdzie w tym samym czasie swój wyborczy wynik, ale to też daje jej tylko 13 procent. Notowania pozostałych dwóch partii oscylują blisko wyborczego progu.

Gdyby skutkiem kryzysu miały być przedterminowe wybory, mogłyby one oznaczać porażkę zwycięzców sprzed roku i powrót do władzy ludzi obwinianych przez obecny rząd o zamianę Słowacji w mafijne państwo, którego symbolem stało się zamordowanie dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznírovej.

To dwie „socjaldemokracje” – Smer-SD (Kierunek-Socjaldemokracja) byłego premiera Roberta Fica i utworzony przez jego następcę Petra Pellegriniego po przegranych wyborach Hlas-SD (Głos-Socjaldemokracja). Według ostatnich sondaży Smer mógłby liczyć wprawdzie na zaledwie 8 procent głosów, ale Hlas na aż trzy razy tyle.

Nazywam się Igor. Igor Matovicz

To wprawdzie wyświechtane porównanie, ale słowacki kryzys zaczął się niemal jak kolejny odcinek przygód agenta 007. Jest 1 marca, wieczór. Na lotnisku w Koszycach ląduje słowacki samolot wojskowy, który przylatuje z Moskwy. Na pokładzie ma najbardziej poszukiwane dobro dzisiejszych czasów: 200 tysięcy dawek antycovidowej szczepionki. Premier z ministrem zdrowia oraz lekarzem z koszyckiej kliniki witają z honorami przesyłkę ze Sputnikiem V, która ma ocalić Słowację. I będzie tego więcej – dwa miliony dawek. Wystarczy dla jednej piątej mieszkańców kraju.

Słowacja: akcja szczepień

Słowacja: akcja szczepień

Koalicyjni partnerzy są zdumieni, że premier im nie powiedział o swoich zamiarach. Reagują ostro. Jeszcze w ten sam wieczór koalicja traci pierwszego posła, który się z niej wypisuje.

Kalendarium kryzysu

2 marca. Minister Krajczi wyraża zgodę na stosowanie Sputnika V, mimo że szczepionka nie ma akceptacji Europejskiej Agencji Leków (EMA). Tymczasem szef dyplomacji Ivan Korczok nazywa rosyjską szczepionkę instrumentem hybrydowej wojny, której celem jest dzielenie Unii Europejskiej.

3 marca. Sulík wzywa do rekonstrukcji gabinetu. Sama dymisja ministra zdrowia Marka Krajcziego nie wystarczy, domaga się wymiany premiera. Jego SaS i partia Dla Ludzi Veroniki Remiszovej rozważają opuszczenie rządu.

11 marca. Jest porozumienie: Krajczi odejdzie, Matovicz zostanie. Szef parlamentu i koalicyjnego ruchu Jesteśmy Rodziną (Sme rodina) Boris Kollár ogłasza koniec kryzysu. Ale kilka godzin później premier zapowiada na konferencji prasowej, że minister odejdzie „stopniowo”, nazywa jego dymisję „ofiarą” i atakuje partnerów. Porozumienia nie ma.

12 marca. Minister Krajczi jednak odchodzi, ale kryzys się nie kończy. „Jesteśmy w punkcie zero” – mówi Sulík wzburzony przebiegiem konferencji szefa rządu z poprzedniego dnia.

14 marca. Remiszová wzywa Matovicza i Sulíka, by obaj odeszli.

16 marca. SaS i Dla Ludzi domagają się dymisji premiera.

17 marca. Rezygnuje szef resortu spraw społecznych Milan Krajniak z ruchu Jesteśmy Rodziną. Gabinet traci drugiego ministra.

21 marca. Matovicz deklaruje, że odejdzie, ale tylko wtedy, gdy zrobią tak Sulík, minister sprawiedliwości Mária Kolíková i wiceszef parlamentu Juraj Szeliga (oboje z partii Dla Ludzi). I gdy SaS odda jeden ze swoich trzech resortów.

Były minister zdrowia Marek Krajczi

Były minister zdrowia Marek Krajczi

Dymisja Sulíka

W poniedziałek 22 marca Sulík odmawia oddania jednego z ministerstw, bo to oznaczałoby według niego zmianę umowy koalicyjnej. Uważa, że premier kieruje się chęcią osobistej zemsty. Zgłasza jednak prezydentce Zuzanie Czaputovej swoją dymisję. Twierdzi, że chce ułatwić odejście Matoviczovi. Jeśli jednak premier wejdzie do następnego rządu, on też chce w nim być. Ale odrzuca możliwość rozszerzenia gabinetu. Tymczasem „Denník N” donosi, że Matovicz chce zostać wicepremierem do spraw walki z korupcją. Takiego stanowiska umowa koalicyjna nie przewiduje.

We wtorek 23 marca przed południem Zuzana Czaputová przyjmuje dymisję Sulíka i powierza prowadzenie jego resortu ministrowi transportu i budownictwa Andrejovi Doleżalovi z ruchu Jesteśmy Rodziną. Ustępującego polityka chwali za sposób, w jaki rozwiązywał gospodarcze problemy związane z pandemią. Tymczasem premier wychodzi z Pałacu Prezydenckiego przed końcem ceremonii, nie dziękując Sulíkovi za współpracę. Krajcziemu i Krajniakowi podziękował.

„Sytuacja bardzo niestandardowa”

Co dalej? – To wszystko jest już tak zamotane, że trudno powiedzieć. Nie wiemy, co będzie dziś wieczorem, a co jutro rano – mówi DW szef think tanku Instytut Spraw Publicznych (IVO) Grigorij Meseżnikov. Jego zdaniem możliwe są tylko dwa wyjścia: albo utrzymanie dotychczasowej koalicji, albo jej rozpad i przedterminowe wybory.

Juraj Marusziak z Instytutu Nauk Politycznych Słowackiej Akademii Nauk nie wyklucza jednak ani koalicji trzech ugrupowań (bez SaS), ani nawet dwóch i pół (gdyby doszło do rozłamu w partii Dla Ludzi). – Można sobie wyobrazić, że nowy rząd dotrwa do końca kadencji, nawet jeśli nie uzyska wotum zaufania – podkreśla politolog w rozmowie z DW. Sami posłowie mogą do tego doprowadzić jedynie wtedy, gdy znajdzie się co najmniej 90 ze 150 posłów, którzy będą gotowi uchwalić stosowną ustawę konstytucyjną. Innej możliwości nie ma.

Co dalej? Premier Słowacji Igor Matovicz

Co dalej? Premier Słowacji Igor Matovicz

Dopiero w wypadku rozpadu rządu, niemożności sformowania nowego i niechęci do samorozwiązania parlamentu inicjatywa może przejść w ręce głowy państwa. – Prezydentka Czaputová zapewniała wcześniej, że nie będzie tworzyć gabinetu technicznego. Ale mamy sytuację bardzo niestandardową. Jak na razie w parlamencie nie ma dość chętnych, aby go rozwiązać, ale nie ma też dość takich, którzy mogliby stworzyć nową większość – mówi Marusziak.

„Ten rząd spokojnie mógłby działać”

Obaj analitycy są zgodni co do tego, że kolejne pociągnięcie należy do Matovicza. Ale na co się zdecyduje, nie potrafią przewidzieć. – Zobaczymy, jaki ruch wykona. Trudno powiedzieć, czy lista jego żądań jest ostateczna, czy też ma być podstawą do rozmów. Moim zdaniem Sulík pokazał, że traktuje ją wciąż jeszcze jako punkt wyjściowy do negocjacji – sądzi Juraj Marusziak.

– Matovicz jest nieprzewidywalny. Nie mieści się w żadnych normalnych ramach, nie umie współpracować. Musi dominować, wygrywać. Uważa, że z tej sytuacji, w której się znalazł, musi wyjść tak, żeby nie wyglądało na to porażkę – ocenia z kolei Meseżnikov.

Szef IVO pozytywnie ocenia szereg dokonań rozpadającego się gabinetu: rozwiązanie rąk policji, reformę sądownictwa, politykę zagraniczną, finansową i środowiskową. – Mają problem z pandemią, ale nie można powiedzieć, że nie robią nic. Stale mają większość konstytucyjną, nie ma między nimi wielkich różnic programowych czy ideologicznych. Tylko, że to się zamieniło w jakąś grę. Ten rząd spokojnie mógłby działać, gdyby tam nie było Igora Matovicza – uważa Grigorij Meseżnikov. – Ale być może się mylę. Za pięć dni sytuacja może być zupełnie inna. Bardzo chętnie się pomylę – dodaje.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>