Rozbroić bombę! | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 04.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Rozbroić bombę!

Koblencja przeżyła dziś największą po ostatniej wojnie akcję ewakuacyjną w Niemczech. Aby saperzy mogli rozbroić niewybuchy dwóch bomb, połowa mieszkańców miasta musiała na wiele godzin opuścić swoje domy.

Wymarłe miasto

Wymarłe miasto

Saperzy rozbroili dziś w Koblencji dwie bomby z II wojny światowej: brytyjską minę lotniczą z serii HC o wadze 1.825 kg i amerykańską bombę burzącą o wadze "zaledwie" 125 kg. Aby ta akcja mogła się odbyć bez narażania na niebezpieczeństwo mieszkańców miasta, trzeba było zorganizować największą do tej pory akcję ewakuacyjną: 45 tysięcy mieszkańców Koblencji musiało opuścić na wiele godzin swoje domy i mieszkania.

Ewakuacja przez duże "E"

W Niemczech niemal codziennie znajduje się niewybuchy bomb i pocisków artyleryjskich z okresu II wojny światowej. Ich rozbrojenie nie nastręcza na ogół większych problemów. Przebiega szybko i sprawnie. Ale dzisiejsza akcja rozbrojenia niewybuchów dwóch alianckich bomb i jednego pojemnika, używanego przez Wehrmacht do stawiania zasłony dymnej, pod każdym względem odbiegała od rutynowych działań.

Evakuierung und Bombenentschärfung in Koblenz

Przygotowania terenu do operacji rozbrojenia bomby

"Bohaterką" dnia była tzw. mina lotnicza, czyli duża, brytyjska bomba burząca z serii HC (High Capacity) o wadze 1825 kg, z czego aż 1800 kg przypada na ładunek kruszący. Była ona zrzucana na niemieckie miasta w połączeniu z dużo od niej lżejszymi bombami zapalającymi. Skutki wybuchu takiej "krowy" są dobrze znane: w promieniu 50 m nie zostaje NIC, a dalej - naprawdę niewiele. Dlatego do jej rozbrojenia trzeba było się dobrze przygotować.

O rozmiarach akcji ewakuacyjnej dobrze świadczą liczby: 45 tysięcy mieszkańców musiało opuścić domy i mieszkania. Na ich potrzeby oddano siedem kwater zbiorowych, zdolnych pomieścić 12 tysięcy osób. W akcji wzięło udział około 2.500 funkcjonariuszy różnych formacji i służb, w tym 600 strażaków i 400 sanitariuszy, 330 policjantów, 600 kierowców, 100 strażników miejskich i 30 duchownych.

Koblenz Luftmine Entschärfung Flash-Galerie

Karetki pogotowia w pogotowiu

Jeszcze w sobotę władze ewakuowały 200 więźniów z zakładu karnego w Koblencji. Przewieziono ich do innych zakładów karnych. Wcześniej, bo od środy (30.11) zaczęto po kolei przewozić chorych z dwóch szpitali w strefie zagrożenia wybuchem bomby, oraz pensjonariuszy siedmiu domów starców.

Dziś (04.12) od godziny siódmej rano po mieście zaczęły krążyć policyjne radiowozy przypominające mieszkańcom zagrożonej strefy o konieczności opuszczenia domów. Od godziny dziewiątej policjanci, strażacy i funkcjonariusze straży miejskiej zaczęli dzwonić do drzwi każdego domu i mieszkania, żeby sprawdzić, czy ktoś w nich nie został. Okazało się, że tylko jedna rodzina nie opuściła mieszkania, bo - po prostu - zaspała!

Dokąd udali się ewakuowani? Najczęściej do krewnych, przyjaciół i znajomych zamieszkałych w Koblencji poza zagrożoną strefą. Część z nich wyjechała w sobotę do rodziny lub znajomych w innych miastach. Niektórzy skorzystali z przygotowanych dla nich w siedmiu miejscach kwater zbiorowych. Jeszcze inni przeczekali akcję rozbrojenia obu bomb w kawiarniach i restauracjach poza zamkniętą przez policję częścią miasta.

Flash-Galerie Evakuierung und Bombenentschärfung in Koblenz

Ewakuacja pensjonariuszy jednego z domów starców

Ewakuacją objęto także dworzec główny. Do chwili rozbrojenia obu bomb pociągi przejeżdżały przez Koblencję bez zatrzymywania się na tej stacji. Podczas rozbrajania niewybuchów ruch kolejowy wstrzymano. Podobne ograniczenia objęły także ruch samochodowy. Kolej przygotowała połączenia zastępcze. Można było także korzystać z ekspresów ICE na trasie od lotniska we Frankfurcie nad Menem do Kolonii bez dodatkowej opłaty. Tam, gdzie ruch pociągów wstrzymano, kursowały specjalne atobusy. Jednym słowem: akcję ewakuacyjną przygotowano na medal!

Niska woda i wielka bomba

Wszystko zaczęło się w niedzielę 20 listopada, kiedy niedzielni spacerowicze dostrzegli dziwny, obły kształt wynurzony z wyjątkowo niskich w tym roku wód Renu. Szybko okazało się, że jest to brytyjska mina lotnicza HC o wadze 1825 kilogramów. Później znaleziono jeszcze amerykańską bombę burzącą o wadze 125 kilogramów i niemiecki fugas, służący do stawiania zasłony dymnej.

Największe zagrożenie, ale tylko teooretycznie, bo zachowała się w dobrym stanie, przedstawiała brytyjska bomba "Block Buster". Ponieważ leżała w rzece, najpierw trzeba było wybudować wokół niej prowizoryczną tamę z 350 worków z piaskiem i wypompować z ogrodzonego przez nią terenu wodę. Strażacy doskonale sobie z tym poradzili.

Flash-Galerie Evakuierung und Bombenentschärfung in Koblenz

Patrol policji na opustoszałej ulicy Koblencji

Dokładnie o godzinie 13:37 saperzy przystąpili do wykręcania zapalników z korpusu bomby. Jak z góry zakładano, jej rozbrojenie było jedynie kwestią czasu. Bardziej skomplikowane okazało się rozbrojenie mniejszej, amerykańskiej bomby burzącej, której korpus zachował się w dużo gorszym stanie. Ale i z tym specjaliści dali sobie radę.

Tuż przed godziną szesnastą akcja unieszkodliwienia obu niewybuchów została zakończona i miasto mogło wreszcie odetchnąć z ulgą. Nic się nikomu nie stało, nie wydarzyło się nic nieprzewidzianego, wielka akcja ewakuacyjna przebiegła sprawnie, wszyscy chwalili jej dobre przygotowanie i bezbłędne przeprowadzenie.

Jednak dopiero wczesnym wieczorem mieszkańcy Koblencji z zagrożonej strefy mogli wrócić do domów. O wpół do piątej saperzy unieszkodliwili fugas chemiczny ze sztuczną mgłą. Został on w kontrolowany sposób zdetonowany; potem specjaliści od skażeń ABC straży pożarnej sprawdzili, czy powstałe po wybuchu wartości skażenia terenu utrzymują się w normie i dopiero wtedy zaczęto uchylać kolejne ograniczenia.

Można by powiedzieć, że Niemcy nieco przesadzają, ale w takich przypadkach lepiej dmuchać na zimne niż dopuścić do najmniejszego choćby wypadku.

Andrzej Pawlak (dpa, dapd)

red.odp.: Alexandra Jarecka

Reklama