Rostowski w niemieckiej prasie: ″Na ratowanie euro nie wystarczy bilion″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 28.11.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Rostowski w niemieckiej prasie: "Na ratowanie euro nie wystarczy bilion"

Prasa niemiecka przedstawia w poniedziałek (28.11.11) stosunek ministrów Jacka Rostowskiego i Radosława Sikorskiego do europejskiego kryzysu finansowego.

default

Na łamach gazety ekonomicznej Handelsblatt opublikowano wywiad z polskim ministrem finansów Jackiem Rostowskim, w którym wyjaśnia on przyczyny interwencji Europejskiego Banku Centralnego w czasie kryzysu finansowego. „Euroobligacje stworzyłyby swego rodzaju ścianę przeciwpożarową konieczną w strefie euro. Rozumiem niemiecki argument (kanclerz Angela Merkel jest przeciwna wspólnym euroobligacjom, dop. red.): po wprowadzeniu wspólnych euroobligacji wymagana byłaby dużo głębsza polityczna integracja strefy”. Rostowski opowiada się za kupnem obligacji państwowych przez Europejski Bank Centralny od państw zadłużonych. Minister ustosunkowuje się do określenia „liberalny ekonomista” nadanego mu przez dziennik: „Tak, ale liberalizm jest czymś więcej niż trzymaniem się teorii – to ręczenie za skutki ekonomicznej polityki. Europejski Bank Centralny zachował się zatem absolutnie w sposób właściwy. Jego obowiązkiem jest kontrola stabilności cen. To byłoby niemożliwe w strefie euro znajdującej się w kryzysie. Spowodowałoby to do poważną deflację podobną to tej z lat 30. Dlatego Europejski Bank Centralny jako pierwszy musi zapobiec zapaści strefy euro, gigantycznemu kryzysowi kredytowemu, europejskiemu kryzysowi systemu bankowego oraz kryzysowi wiarygodności państw”.

Rostowski podkreślił potrzebę budowy "ściany ogniowej", na którą „nie wystarczy bilion, lecz potrzeba 2-3 bilionów euro na EFSF (European Financial Stability Facility) z prostej przyczyny. W funduszu ratunkowym musi być więcej pieniędzy niż minimum. Teraz mowa o jednym bilionie euro, a EFSF wysyła sygnał ograniczonego zaufania. Jeśli byśmy dysponowali prawdziwą i bardzo wysoką 'ścianą ogniową' nie potrzebowalibyśmy ingerencji Europejskiego Banku Centralnego” – pisze gazeta.

Sikorski: "To kryzys wiarygodności"

W dzienniku Die Welt można zapoznać się z treścią rozmowy przeprowadzonej z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim na temat kryzysu finansowego i ustosunkowania się Polski do problemu zadłużenia w Europie. Gazeta informuje, że w poniedziałek (28.11.2011) Sikorski będzie uczestniczył w spotkaniu zorganizowanym przez Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik (Niemieckie Towarzystwo Polityki Zagranicznej) w Berlinie, na którym wygłosi mowę nt. przyszłości Europy. W wywiadzie z korespondentem gazety Die Welt Gerhardem Gnauckiem polski minister podkreśla, że „kryzys nie jest kryzysem rozszerzenia, jak napisał niedawno jeden ze znanych autorów. Gdyby rozszerzenie UE było jego przyczyną, zawężenie UE byłoby na to skutecznym lekarstwem. Jednak taka diagnoza jest oburzającym nonsensem. Oczywiście skorzystaliśmy z rozszerzenia UE. Także Europa Zachodnia z niego skorzystała. Wystarczy wspomnieć o eksporcie największych krajów unijnych do nowych państw członkowskich. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wzrósł on dziesięciokrotnie. Obecny kryzys nie jest także kryzysem walutowym. Euro ma się całkiem dobrze wobec dolara czy jena. (...) Także USA, Japonia i Wielka Brytania mają gigantyczne długi, lecz rynki reagują w różnych krajach w odmienny sposób. Wielka Brytania musi zapłacić 2 procenty odsetek, mniejsze państwa z mniejszym zadłużeniem płacą więcej. Reasumując, ten kryzys jest kryzysem wiarygodności”. W opinii Sikorskiego trzeba „wzmocnić wiarygodność. Pakiet stabilizacyjny został naruszony 60 razy zarówno przez Grecję, jak i większe państwa. Skoro przestał działać wzajemny „miękki” nadzór w UE, trzeba znaleźć nowe środki”. Sikorski podkreśla, że Polacy myślą inaczej niż Brytyjczycy: „chcemy koniecznie lepszej integracji UE i pragniemy zapobiec niebezpieczeństwu jej rozpadu. Być może należy na nowo zbalansować stosunki między Brukselą a państwami członkowskimi (…). Osobiście uważam, że powinny się one cieszyć przynajmniej taką autonomią jak stany w USA. To dotyczy np. kształcenia, publicznej moralności czy podatku dochodowego. Na tym polu dostrzegam konieczność dyskusji. Tak więc należy tylko tam wzmocnić federację, gdzie to wydaje się sensowne – tak oddalibyśmy całkowicie politykę handlową w UE w ręce centrali – z korzyścią dla wszystkich państw członkowskich”.

Brauner na celowniku wywiadu

W dziale kulturalnym dziennika Die Welt znajduje się artykuł pt. „To my określamy, co należy do historii” prezentujący sylwetkę berlińskiego producenta filmowego Artura Braunera, który znajdował się na celowniku polskiego wywiadu. „Brauner, rocznik 1918 – pisze gazeta – dorasta w polskiej Łodzi. Tam zdaje maturę i do wybuchu wojny pracuje w firmie budowlanej swego ojca. W okresie okupacji hitlerowskiej jest „świadkiem okrucieństwa i brutalności”, jak czytamy w jego życiorysie z 1948 roku. Żydowska rodzina Braunerów ucieka w 1939 roku do Lwowa. Brauner przeżywa wojnę w ZSRR. W 1945 roku wraca do Łodzi (…) i próbuje swego szczęścia jako fabrykant w wytwórni pończoch. W tym czasie „rozkoszuje się dobrą oceną moralną. Nigdy nie manifestował swoich politycznych opinii” – notuje bezpieka.

Monika Skarżyńska

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama