Rosja 12 czerwca 1990 roku. Zaprzepaszczona szansa, czy przyszły powód do dumy [OPINIA] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 12.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Rosja 12 czerwca 1990 roku. Zaprzepaszczona szansa, czy przyszły powód do dumy [OPINIA]

Przyjęta 25 lat temu Deklaracja Suwerenności Państwowej była szansą na przemiany; szansą, która nie została wykorzystana. Konstantin von Eggert* uważa, że Rosjanie docenią kiedyś swoją rewolucję antykomunistyczną.

12 czerwca nie budzi dziś u Rosjan żadnych uczuć, mimo że jest to rosyjskie święto narodowe; dzień wolny od pracy. „Dzień Rosji” jeśli już, to wywołuje jedynie ironiczny uśmiech na ustach Rosjan. „To jest, że tak powiem, nasze Święto Niepodległości. Ale od czego się właściwie wyzwoliliśmy?”

W 1990 roku wszystko wyglądało jeszcze zupełnie inaczej. Dokument, który został 12 czerwca zatwierdzony przez pierwszy demokratycznie wybrany Zjazd Deputowanych Ludowych (RFSRR), uznano za nowy rozdział w historii kraju.

„Deklaracja o suwerenności państwowej Rosji” jest faktycznie kamieniem milowym, ponieważ Rosja została w nim po raz pierwszy oficjalnie zdefiniowana jako prawdziwa demokracja a nie demokracja socjalistyczna. Tego dnia Zjazd opowiedział się też za członkostwem w ‘odnowionym' ZSRR. Ale ZSRR się rozpadło.

Konstantin Eggert

Konstantin von Eggert

Co stracono, co zyskano?

Większa część rosyjskiego społeczeństwa winą za „zburzenie” państwa sowieckiego obarcza dziś ówczesnych przywódców z Borysem Jelcynem na czele. Natomiast Michaiłowi Gorbaczowowi zarzuca się, że był nieudolny i zbyt słaby, żeby móc powstrzymać „rozpad” kraju.

Wspomnienie w dzisiejszej Rosji Deklaracji z 12 czerwca 1990 roku, natychmiast wywołuje dyskusje na temat, czy rozwiązanie ZSRR było nieuniknione, czy też można było je zachować. „Straciliśmy wspaniały kraj!”. To zdanie ludzie w miastach i wioskach od Smoleńska po Władywostok powtarzają jak mantrę. Ale Związek Sowiecki rozpadłby się również wtedy, gdyby nie ogłoszono Deklaracji Suwerenności Państwowej Rosji. Sowiecki system, który prowadził politykę wyniszczenia wobec milionów własnych obywateli, pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku zużył swoje zasoby.

Gorbaczow kontra Jelcyn

Nie da się ukryć, że Deklaracja Suwerenności Państwowej Rosji była dla Jelcyna częścią walki o władzę przeciwko kierownictwu Związku Sowieckiego. Ale ten jednogłośnie przyjęty dokument trzeba też widzieć w kontekście czasu, w jakim powstał.

Przedtem Rosjanie dwa razy poszli do urn: w 1989 roku odbyły się wybory do Kongresu Deputowanych Ludowych ZSRR, a w 1990 roku wybory Deputowanych Ludowych Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Jelcyn był najpopularniejszym politykiem w kraju. Rozumiał instynktownie, że wiarygodność i autorytet zdobywa się przede wszystkim w politycznej walce konkurencyjnej.

To odróżniało go zasadniczo od Gorbaczowa, który bał się wyborów. Gorbaczow zaprzepaścił swoją ostatnią szansę stania się demokratycznie wybranym przywódcą, gdy w marcu 1990 roku postanowił, że prezydent Związku Sowieckiego nie będzie wybierany bezpośrednio przez naród. Faktycznie Gorbaczow sam się po prostu mianował na to stanowisko. Jednak od tego czasu stał się zakładnikiem reakcyjnego przywództwa partii komunistycznej i biurokracji kraju, które w sierpniu 1991 roku odmówiły mu lojalności. W tym momencie zaprzepaszczono i tak już nikłą szansę zachowania Związku Sowieckiego w jakiejkolwiek formie.

Zaprzepaszczona szansa czy przyszły powód do dumy?

Rosja jeszcze nigdy nie była w swojej historii demokracją. Gdy Dzień Rosji został w 1994 roku uznany jako oficjalne święto państwowe, większość Rosjan jeszcze wierzyła, że ich kraj przeobrazi się w prawdziwą demokrację. To pragnienie się jednak w pełni nie spełniło. Dzisiaj, jeśli się już wspomina Deklarację z 12 czerwca 1990, to przeważnie negatywnie. W negatywnym świetle widzi się też cały okres pierestrojki i antykomunistycznej pokojowej rewolucji (1989-1991). Jest po temu kilka przyczyn: Chyba najważniejszą jest „syndrom imperialny” Rosjan. Kreml to kultywuje i z pomocą swojej potężnej machiny propagandowej wykorzystuje do swoich celów. Dzisiejsza polityka rosyjska jest ukierunkowana na przeszłość i zdominowana przez nostalgię. Nie oferuje żadnej wizji przyszłości. Wcześniej czy później ta polityka dostanie zadyszki i straci siłę przyciągania.

Na razie nikt się nie kwapi, żeby ocenić na nowo historię Rosji XX wieku, a jest to nieuniknione. Koniec lat 80. i początek lat 90. pozostanie epoką, jak dotąd jedynego i stosunkowo skutecznego zwrotu w kierunku politycznej i gospodarczej wolności w Rosji. Amerykański historyk Leon Aron nazywa to „erą idealizmu i godności obywatelskiej”.

Najpóźniej za 15 do 20 lat również Rosjanie się przebudzą i skorygują swoje spojrzenie na ten okres. I uznają go za jeden z najbardziej pozytywnych okresów w historii Rosji!

Konstantin von Eggert / tł. Iwona D. Metzner

*Konstantin von Eggert był długoletnim pracownikiem rosyjskiej sekcji BBC. Dziś Rosjanin z pochodzenia pracuje jako analityk, dziennikarz i komentator.

Reklama