1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Przekręty z kindergeld. Bandy wyłudzają zasiłek na dzieci

Katarzyna Domagała
7 maja 2018

Niemiecka prasa opisuje, jak w RFN zorganizowane grupy przestępcze wyłudzają od państwa zasiłek na dzieci. Straty mogą wynosić setki milionów euro.

https://p.dw.com/p/2xJcf
Nowy proceder: zorganizowane grupy przestępcze wyłudzają od państwa zasiłek na dzieci
Nowy proceder: zorganizowane grupy przestępcze wyłudzają od państwa zasiłek na dzieciZdjęcie: picture-alliance/dpa/J. Carstensen

Nowy fenomen przestępczy ma miejsce w dużych aglomeracjach, takich jak Zagłębie Ruhry, Berlin, Mannheim, Offenbach czy Magdeburg – donosił dziennik „Die Welt” w swoim niedzielnym wydaniu (WamS). O nowej formie oszustw pisały także „Bild am Sonntag” i „Focus Online”. Oszuści składają w kasach rodzinnych, odpowiedzialnych za wypłacanie zasiłku, sfałszowane dokumenty – wymyślone akty urodzenia, zaświadczenia szkolne dzieci, które w rzeczywistości przebywają w kraju ojczystym czy zaświadczenia o zatrudnieniu rodziców na stanowiskach, których nie ma.

Oszustwa te są zorganizowane, bo coraz częściej stoją za nimi grupy przestępcze, które załatwiają sfałszowane dokumenty. „Obserwujemy ten nowy fenomen od roku lub dwóch” – przyznaje w wywiadzie dla WamS Karsten Bunk, kierujący kasami rodzinnymi w całych Niemczech. Jako przyczynę upowszechniania się tego precederu podaje pełną swobodę przemieszczania się obywateli po rozszerzeniu UE na wschód. „Odtąd znacznie więcej obywateli UE w Niemczech ma prawo do świadczeń socjalnych, jeśli mieszkają tutaj lub pracują” – pisze „Welt am Sonntag”. Bunk szacuje, że oszustwo z tytułu zasiłku na dzieci naraziło niemieckie państwo na straty rzędu setek milionów euro.

Jak działa proceder?

Media opisują, jak działają sieci oszustów: inspiratorzy, najczęściej z Europy Południowo-Wschodniej werbują rodziny w krajach pochodzenia i obiecują im lepsze życie przy wsparciu niemieckiego państwa. Następnie organizują transport do Niemiec i lokują rodziny w nadających się niemal do rozbiórki domach, nieraz po kilkanaście osób w mieszkaniu. Na ich nazwiska otwierają konta, a karty bankomatowe przywłaszczają sobie. Zostawiają za to sfałszowane papiery: umowy o pracę, umowy wynajmu, wyimaginowane akty urodzenia dzieci, zaświadczenia szkolne. Umowy o pracę dotyczą najczęściej sektora niskich płac, stąd obcokrajowcy mogą ubiegać się o wyrównanie płacy poprzez świadczenia socjalne.

Blok w Duisburgu zamieszkały przez migrantów z Europy Południowo-Wschodniej
Blok w Duisburgu zamieszkały przez migrantów z Europy Południowo-Wschodniej Zdjęcie: picture-alliance/dpa

Próba losowa: porażający wynik

Trudno ustalić – stwierdza Bunk w „Welt am Sonntag” – jak rozpowszechniony jest oszukańczy proceder, ale wyrywkowe kontrole w Wuppertalu i Duesseldorfie wśród stu dzieci-beneficjentów z Rumunii i Bułgarii wykazały, że w 40 przypadkach informacje były fałszywe. „Tylko w tym wypadku państwo zostało oszukane na 400 tys. euro” – poinformował Bunk.

W sumie kasy rodzinne wypłacają zasiłek „kindergeld” na 127 tys. rumuńskich i 78 tys. bułgarskich dzieci – przy czym – jak zaznacza szef kas rodzinnych – nadużycia „z pewnością nie wynoszą wszędzie 40 procent” i nie ograniczają się tylko do dwóch krajów.

Wnioskodawcy pod lupą

„Welt am Sonntag” donosi, że w wewnętrznym dokumencie Federalnej Agencji Pracy (to częścią tego urzędu są kasy rodzinne) pracownicy są ostrzegani przed próbami oszustwa. „Czasem beneficjenci sprawiają wrażenie, jakby na stałe mieszkali w Niemczech, ale faktycznie mieszkają w swoich krajach ojczystych”. Pracownicy są też instruowani, jak zidentyfikować takie przypadki. Podejrzenia powinien już wzbudzić poprawnie wypełniony wniosek, jeśli sam ubiegający się o zasiłek słabo włada niemieckim.

Z kolei kasa rodzinna w Nadrenii Północnej-Westfalii sprawdza, czy numer rachunku bankowego nie został podany dla wielu dzieci z różnych rodzin i czy przypadkiem opiekunowie nie zgłaszają podejrzanie dużo dzieci.

Oszustwo z niemieckim zasiłkiem rodzinnym funkcjonuje tak dobrze, bo przepisy o ochronie danych osobowych uniemożliwiają wymianę danych osobowych między kasami rodzinnymi a urzędami meldunkowymi, władzami oświatowymi czy policją – stwierdza dziennik.