Prof. Ruchniewicz: ″Lobby wypędzonych jest faktycznie bardzo mocne″ [WYWIAD] | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 12.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polska i Niemcy

Prof. Ruchniewicz: "Lobby wypędzonych jest faktycznie bardzo mocne" [WYWIAD]

Na wybór nowego dyrektora Fundacji Ucieczka, Wypędzenie i Pojednanie polski historyk Prof. Krzysztof Ruchniewicz* zareagował opuszczeniem jej rady naukowej. Przez 5 lat gremium to wykonało kawał dobrej roboty.

Ausstellung Flucht Vertreibung Integration in Bonn

Wystawa w Bonn: "Wygnanie, ucieczka i pojednanie"

Winfrid Halder został w czerwcu szefem powołanej w 2008 Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Jej celem jest powstanie w Berlinie ośrodka upamiętniającego wysiedlenia w Europie. Zastąpi prof. Manfreda Kittela, który ustąpił w grudniu 2014 roku w atmosferze skandalu po krytyce ze strony rady naukowej. Rada zarzuciła mu, że jednostronne pokazywał sprawy niemieckich wypędzonych. O sytuacji w Fundacji Deutsche Welle rozmawia z prof. Krzysztofem Ruchniewiczem, który po nominacji nowego dyrektora wycofał się z rady naukowej.

Barbara Cöllen, Deutsche Welle: Ostatni spór władz Fundacji Ucieczka, Wypędzenie i Pojednanie z członkami doradczej rady naukowej, w której przez ostatnie 5 lat zasiadał Pan i prof. Piotr Madajczyk dotyczył koncepcji wystawy byłego dyryrektora Fundacji Manfreda Kittela. Teraz z powodu kwestionowanych kwalifikacji jego następcy Winfrieda Haldera gremium to opuścił Pan i czworo kolegów, m.in. prezes stowarzyszenia niemieckich historyków. Prof. Martin Schulze Wessel martwi się o realizację projektu wystawy upamiętniającej powojenne wysiedlenia w Europie i podkreśla, że istotne jest, aby w jego tworzeniu uczestniczyli doświadczeni znawcy materii”. Dlaczego to takie ważne?

Prof. Krzysztof Ruchniewicz: To, oczywiście, jedno z kluczowych zagadnień. Lecz myślę, że warto zwrócić uwagę na inny problem, mianowicie na sposób wyboru takiego dyrektora. W grudniu ub. roku pani Monika Grötters minister stanu ds. kultury w urzędzie kanclerskim zaznaczyła w swoim oświadczeniu, że rada naukowa zostanie włączona do wyboru nowego dyrektora Fundacji. Tak się, niestety, nie stało. Przewodniczący naszego gremium prof. Stefan Troebst i jego zastępca zostali zaproszeni na posiedzenie komisji, która miała wybrać kandydatów, a następnie kandydaci mieli być przedstawieni radzie Fundacji. Ale nasi przedstawiciele na posiedzeniu nie mogli zadawać kandydatom żadnych pytań i uczestniczyć w dyskusji. Ponadto pojawił się jeszcze inny problem.

Jaki?

Polen Prof. Krzysztof Ruchniewicz

Prof. Krzysztof Ruchniewicz

- Z mediów było wiadomo, że na ten konkurs zgłosiło się ok. 40 kandydatów. Niestety, rada naukowa nie została poinformowana, kim oni byli. Natomiast wyboru 6 kandydatów dokonali urzędnicy ministerialni nie informując rady naukowej. To jest o tyle rzecz ważna, gdyż zwróciło się do mnie kilku kolegów z Niemiec, którzy poinformowali, że zastanawiają się, czy nie złożyć aplikacji na to stanowisko. Dodam, że są to znani badacze zajmujący się problemami Europy Środkowo-Wschodniej, znających kilka języków, także język polski. Więc byliby bardzo ciekawymi kandydatami. Niestety, nie znaleźli się wśród tych osób, które wybrano.

Inny wątek to samo posiedzenie rady Fundacji. Wprawdzie koledzy wzięli w nim udział, jednak musieli je opuścić przed czasem. Tak więc nie byli świadkami ani dyskusji, ani głosowania.

"Lobby wypędzonych jest faktycznie bardzo mocne"

Dlaczego tak się dzieje? Czy to powód do niepokoju?

- Jak najbardziej. Ponieważ pokazuje to tylko, że konstrukcja gremiów tej Fundacji jest po prostu nie do przyjęcia. Co z tego, że grupa naukowców dyskutuje. W ostatnich latach bardzo żywo dyskutowaliśmy o różnych aspektach związanych z przymusowymi migracjami czy migracjami generalnie w XX wieku. Lecz nasze propozycje, jeżeli zderzają się z lobby politycznym wypędzonych, to właściwie niestety tutaj musimy przyznać się do klęski. Przypomnę, że w radzie Fundacji zasiada nie tylko 6 członków desygnowanych przez Związek Wypędzonych, ale także część członków jest mniej lub bardziej związana z takimi czy innymi ugrupowaniami. Stąd też to lobby wypędzonych jest faktycznie bardzo mocne. Przecież to rada decyduje ws. kształtu tej Fundacji, jej merytorycznego zakresu, ale także jeżeli chodzi o członków doradczej rady naukowej i pracowników Fundacji. Ma ogromny wpływ.

"Nie można nas traktować jako polityków"

Ale w tej radzie Fundacji nie ma praktycznie, jeśli dobrze pamiętam, żadnego naukowca

- To prawda. I to jest ten generalny problem. To znaczy o sprawach bardzo trudnych, bardzo, bym powiedział, złożonych wypowiadają się osoby, które czasami nie mają o tym zielonego pojęcia na ten temat, które mają tylko swoje wyobrażenia bazujące na takich czy innych czasopismach czy publikacjach ziomkowskich itd.

Sitz der Stiftung Flucht, Vertreibung, Versöhnung in Berlin

Jeżeli jeden z kluczowych członków tej Fundacji twierdzi, że on nie ma bladego pojęcia ani o tym, jak wyglądały wypędzenia Polaków po II wojnie światowej, ani, jak wyglądała sytuacja powojenna w Polsce czy relacje polsko-niemieckie i się wcale z tym nie kryje, to nie jest to dla mnie problem jako dla naukowca. On może nie wiedzieć. Ale nie powinien się wypowiadać w sprawach, na których my jednak się znamy, nad którymi pracujemy. Myślę, że zabrakło tego takiego przełożenia i może jednak większego zaufania członków rady Fundacji do naszego gremium, że dążymy do wspólnego celu. Natomiast nie można nas traktować jako polityków, bo przecież takimi nie jesteśmy.

Z tego wynika, że rada naukowa, w której przez ostatnie 5 lat zasiadali wybitni naukowcy z wielu krajów, odgrywa niebagatelną rolę. Takim przykładem była dość głośna interwencja Pana i kolegów dotycząca niedawnej wystawy o wypędzeniach prof. Kittela. Zostało udaremnione coś, co nie było właściwie zamysłem tej Fundacj.

- Ale takie jest też nasze zadanie. Otóż pan dyrektor Kittel podjął decyzję o organizacji wystawy nie informując członków rady naukowej, nie włączając ich też na żadnym etapie powstawania tej wystawy. Pojawiło się na niej sporo błędów, stąd też nasz protest, żeby albo wycofał przynajmniej tę część, która budziła największe kontrowersje, albo generalnie zrezygnował z tej właśnie wystawy. A chodziło o sposób ukazania przymusowych migracji po II wojnie światowej z ziem polskich.

Nie mieliśmy zamiaru być gremium kontrolnym. W naszym gremium zasiadali faktycznie znani i cenieni historycy z różnych krajów. Więc posiadając taką międzynarodową ekspertyzę, łatwiej jest pewne kwestie ocenić, zastanowić się nad zaproponowaniem takich czy innych rozwiązań. Jeśli nie korzysta się z tego i czyni się coś za naszymi plecami, no to trudno oczekiwać, że rada będzie to spokojnie akceptować i nie protestować. Bo po części byłaby to wina rady, że nie zareagowała i nie zwróciła uwagi.

(Czytaj na stronie 2)

Redakcja poleca