Prasa o Karlu Lagerfeldzie: Zaspokajał niemiecką tęsknotę za elegancją i elokwencją | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 20.02.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Prasa o Karlu Lagerfeldzie: Zaspokajał niemiecką tęsknotę za elegancją i elokwencją

W prasie szerokim echem odbiła się wiadomość o śmierci Karla Lagerfelda, Niemca, który zrobił więcej dla niemiecko-francuskiego porozumienia niż niejeden polityk.

Odszedł na zawsze 19 lutego 2019

Odszedł na zawsze 19 lutego 2019

„Ostatnia super gwiazda mody” – tak tytułuje swój komentarz „Die Zeit” wyjaśniając, że „to, że Lagerfeld stał się ikoną i że jego sława sięgała poza Europę, cieszyło przede wszystkim Niemców. Był on listkiem figowym niemieckiego pojęcia o modzie i - w przeciwieństwie do Jil Sander - przede wszystkim wciąż udowadniał, że bycie Niemcem nie musi oznaczać prostoty i skromności, tylko że odpowiednio stosowane reguły i skuteczność mogą być podstawą ekscentryczności. Przez pół wieku, żyjąc w Paryżu, zaspokajał niemiecką tęsknotę za elegancją i elokwencją. On, który uciekł od typowego dla Niemiec zawężonego myślenia i ociężałości, pozostał bardzo niemiecki i osiągnął to, czego nikomu przed nim i po nim się nie udało dokonać. Nie pomimo, lecz ze względu na swoje pochodzenie był kochany, szanowany i podziwiany. W jego wydaniu bycie Niemcem było czymś interesującym, wielkopańskim, o nienagannych manierach i jednocześnie wyzywającym, jak jego praca dla Balmain, Patou, Fendi, Chanel i jego własnej marki”.

„Stuttgarter Nachrichten" pisze dość sceptycznie: „W jego ojczystym kraju - Niemczech - żal po odejściu Karla Lagerfelda nie będzie chyba zbyt wielki. O królu haute couture niemiecka opinia publiczna w ostatnim czasie raczej mówiła w szyderczym tonie. Dla niektórych był on tylko dziwaczną karykaturą i umieszczano go raczej w dziale satyry. Niemieckie pojęcie mody to raczej Heidi Klum, czyli tanie ciuchy. Prawdą jest powiedzenie: im więcej wrogów, tym większa estyma. Lagerfeld dzieli los z innymi niedocenianymi niemieckimi sławami, które wielbiono w Paryżu, a opluwano w kraju: Marleną Dietrich czy Romy Schneider. Jest to jeszcze smutniejsze niż wiadomość o jego śmierci”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaznacza: „Nawet  w Paryżu nazywano go Cesarzem Karolem. Był to powidok niemieckiej manii wielkości, która w XX wieku dwa razy dopiekła do żywego Francuzom. Lagerfeld bardzo wcześnie uciekł z beznadziejnych powojennych Niemiec. Od początku lat 50-tych zrobił dla niemiecko-francuskiego porozumienia więcej niż niejeden z polityków. Jego twardy akcent był sympatycznym dodatkiem, lecz Francuzów ujmował swoją miłością do francuskiej sztuki, muzyki, popkultury i oczywiście mody. Twórca mody, który wkroczył na scenę jako outsider i sam wykreował się na markę, był wielbiony jako nieśmiertelny także dlatego, że rozumiał słabość Francuzów – ich miłość do luksusu – i przekuł ją na ich atut”.

„Muenchner Merkur” uważa, że „nawet ludzie, dla których nieważne jest, co rano na siebie zakładają, znali Karla Lagerfelda. Ten pan z siwym kucykiem dokonał tego, co udaje się tylko niewielu w jego branży. Jako twórca mody stał się międzynarodową marką – przez wytyczanie stylu i świetnie wystylizowaną autoinscenizację. Poza tym udowodnił on światu, że Niemcy też potrafią być ekstrawaganccy. Lecz przy całym respekcie wobec jego życiowego dorobku nie wolno zapominać, że ten miłośnik kotów, książek i mówiący z szybkością karabinu maszynowego genialny rysownik i autor aforyzmów czasami opowiadał dziwne rzeczy. Konfuzję wywoływały na przykład jego wypowiedzi o super chudych modelkach. Niemcy ze zdumieniem przyglądali się swojemu pobratymcowi w Paryżu: czasami z uśmieszkiem, ale przede wszystkim pełni podziwu dla jego elegancji i elokwencji. To wiele mówi o Karlu Lagerfeldzie, ale także i o naszych tęsknotach”.

Redakcja poleca

Reklama