Prasa niemiecka: Kanada wystąpuje z protokołu z Kioto. Czy prezydent Niemiec wprowadził w błąd parlament Dolnej Saksonii? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 14.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Prasa niemiecka: Kanada wystąpuje z protokołu z Kioto. Czy prezydent Niemiec wprowadził w błąd parlament Dolnej Saksonii?

Komentatorzy krytykują Kanadę za ogłoszenie wystąpienia z protokołu Kioto i wyjaśniają podłoże tej decyzji. Koncentrują się też na aferze związanej z prezydentem Niemiec, którą rozdmuchał tabloid Bild.

default

Tageszeitung z Berlina krytycznie podchodzi do ogłoszenia przez Kanadę, że występuje z protokołu z Kioto:

"Kanada nie chce już podporządkowywać się regułom gry. Kraj, który nie jest żadną republiką bananową, państwem upadłym, żadną dyktaturą, pomimo to jako kraj uprzemysłowiony, zamożny, bogaty w surowce naturalne i wpływy, podkopuje fundamenty dyplomacji i handlu globalnego, które mają gwarantować bezpieczeństwo i wiążące na arenie międzynarodowej umowy. Gdyby to miało się Kanadzie udać, byłby to fatalny sygnał. Bo niby dlaczego ktoś miałby jeszcze respektować umowy, które najpierw uroczyście się zawiera, żeby się z nich następnie wycofać?"

W podobnym tonie wypowiada się Berliner Zeitung:

"Ile warte są jeszcze wiążące umowy międzynarodowe, jeśli można się z nich wycofać według własnego widzimisię? Powód wystąpienia Kanady z protokołu z Kioto leży jak na dłoni. W 2012 roku, po rozliczeniu z pierwszego okresu obowiązywania protokołu, okaże się, że Kanada nie wywiązała się ze swoich zobowiązań co do redukcji emisji CO2, co będzie głęboką rysą na jej wizerunku. Pewnie musiałaby płacić kary, albo dodatkowo narzucono by temu krajowi obowiązek zredukowania emisji CO2. Kanada wspiera otwarcie globalne porozumienie klimatyczne, które ma obowiązywać od 2020 roku. Ciekawe, czy na serio?"

Według tabloidu Bild prezydent Christian Wulff, będąc premierem Dolnej Saksonii, wprowadził w błąd parlament tego kraju związkowego

Na komentarz w Wetzlarer Neue Zeitung składa się wiele pytań:

"Nawet jeśli sprawa prywatnego kredytu na dom miała miejsce zanim zamieszkał w Pałacu Bellevue i od strony prawnej nie można tu nic zarzucić, od zaraz z Wulffem będzie się kojarzyć nie tylko jego kontrowersyjną wypowiedź na temat islamu. Natychmiast pojawiają się pytania, na które Christian Wulff będzie musiał odpowiedzieć, jeśli zechce zachować swój autorytet moralny. Czy rzeczywiście nie wiedział, że prywatne interesy między decydentami politycznymi a gospodarką zawsze mają posmak korupcji? Czy nie z tego powodu zabrania się nawet niskim rangą urzędnikom przyjmowania jakichkolwiek upominków? I czy Wulff rzeczywiście dalej obstaje przy oświadczeniu, które złożył przed parlamentem Dolnej Saksonii, że kredytu nie udzielił mu żaden zaprzyjaźniony przedsiębiorca, a jego żona?"

"Głowa państwa znów na czołówkach gazet", pisze Frakfurter Allgemeine Zeitung:

"Nie, nie dlatego, że prezydent wreszcie poruszył wielki temat, który od wybuchu kryzysu w strefie euro był naprawdę palący, lecz dlatego, że już jako premier kraju związkowego milczał, kiedy powinien był mówić.

Niemcy lękają się o swe pieniądze i o losy Europy, a prezydent milczy i podróżuje. Teraz znów stał się obecny w świadomości rodaków i to nie tylko z powodu publikowanych w mass mediach kolorowych zdjęć z jego podróży do dalekich krajów, lecz dlatego, że wywołał nową aferę. (...) Obecnie stawiane pytanie, czy Wulff będąc premierem wprowadził w błąd dolnosaksoński parlament, czy też nie wyjawił całej prawdy, wiąże się z aferą wokół rejsu business-class ( za który zapłacił tylko cenę economy - przyp. red.), gdy musiał się przyznać do naruszenia ustawy ministerialnej".

Wychodząca we Franfurcie nad Odrą Märkische Oderzeitung konkluduje:

"Zarzuty jakie stawia się Christianowi Wulffowi są poważne. Jeśli się potwierdzą, sprawowanie przezeń urzędu stanie pod znakiem zapytania. Wulff będzie musiał rzetelnie wyjaśnić fakty. W przeciwnym razie zaplącze się w półprawdy i wykręty. I albo po wyjaśnieniach uratuje swą reputację, albo okaże się, że padł ofiarą pokusy wykorzystania swej pozycji i wpływów. Polityków - czy chcą tego, czy też nie - uważa się za wzór do naśladowania. Zwłaszcza tych, których zadaniem jest reprezentowanie zasad moralnych. Sprawowanie ważnego urzędu wymaga również wysokiego stopnia wrażliwości w podejściu do możliwych korzyści. Obecnie pojawiły się poważne wątpliwości, czy Wulff posiada takie cechy. Prezydentowi państwa są one jednak bardzo potrzebne".

Iwona D. Metzner

red. odp. Małgorzata Matzke

Reklama