Pomagają uciekinierom w Niemczech, bo w Polsce ich nie ma | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 17.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Pomagają uciekinierom w Niemczech, bo w Polsce ich nie ma

Chcieli pomagać uchodźcom. Znaleźli ich niedaleko, za niemiecką granicą. Grupa szczecinian przekonuje Syryjczyków, że Polska to fajny kraj.

Refugees Welcome Szczecin SCHLECHTE QUALITÄT

Na akcji w Szczecinie znaleźli się także migranci przybyli z Niemiec

Najbardziej Michaelowi podobały się urodziny u Tomka. Muzyka, dużo ludzi, piwo. Najzwyklejsza domówka, ale Michael rozpromienia się na wspomnienie jeszcze dziś, po wielu tygodniach. "You, polish people, are simpy amazing, do you know that? Wy, Polacy, jesteście po prostu niesamowici, wiesz?". Magda uśmiecha się lekko, rozbawiona. Michael jest nieco zdezorientowany. Ciemnobrązowe oczy patrzą pytająco. "Przecież super jesteście! Tacy serdeczni i pomocni", powtarza. "Magda, Tomek, Klaudia, Asia, Romek, no Polacy". Wszyscy Polacy, których zna.

Refugees Welcome Szczecin

Michael rozciera ręce i wciska głębiej na uszy czapkę. Do zimna jeszcze się nie przyzwyczaił. Michael, jak przedstawia się po niemiecku Mihail ( "u was to Michal", dodaje), w Niemczech jest od czterech miesięcy. Uciekł przed wojna z Syrii, gdzie studiował bankowość i finanse. Na razie w Niemczech dużo nie widział, mieszka w wiejskim ośrodku w Ueckermark, regionie na wschodzie kraju. Jakieś 40 minut samochodem od Szczecina.

Refugees Welcome Szczecin SCHLECHTE QUALITÄT

Michael Hammoud: Wy, Polacy, jesteście po prostu niesamowici

"Byłam zła, wściekła, oburzona", Magda Więsko szuka właściwego słowa. "Nie mogłam znieść tego wszechobecnego strachu i agresji wobec uchodźców". Drobna, roześmiana brunetka jest urzędniczką w Szczecinie. Na wrześniowej demonstracji przeciw ksenfobii spotkała takich, jak ona sama. Jeden z chłopaków powiedział, że szkoda, żeby taką pozytywną energię zmarnować. Tak powstało Refugees Welcome Szczecin. Chcieli pomagać uchodźcom, tylko uchodźców w Szczecinie nie było. Aż dowiedzieli się, że zaraz za granicą przebywa ich kilkuset.

Praktyczna pomoc

"Właśnie dlatego jeździmy do Brandenburgii - bo tam są", śmieje się Magda. Powtarzali to już tyle razy. "Niemcy zawsze są zaskoczeni. Polacy chcą pomagać?". Pytali o to i wolontariusze, i dziennikarze, i burmistrz Loecknitz, niedaleko którego jest jeden z ośrodków. Loecknitz stało się sławne, kiedy kilka lat temu zaczęli się tam osiedlać Polacy ze Szczecina. NPD robiła na nich nagonkę, oskarżała ówczesnego burmistrza, Lothara Meistringa, o zdradę. "Ta sama NPD", mówi Magda z ironią, "teraz protestowała w centrum Szczecina, razem z polskimi nacjonalistami, przeciw uchodźcom". W Loecknitz mieszka dziś kilkuset Polaków. W pomoc uciekinierom zaangażowały się dwie rodziny.

Magdalena Wiecko SCHLECHTE QUALITÄT

Magdalena Wiecko: Nie mogłam znieść tego wszechobecnego strachu i agresji wobec uchodźców

Magda wcześniej rzadko jeździła do Niemiec. Parę razy na zakupy z mężem i tyle. Dziś drogę do Loecknitz, Rothenklempenow czy Pasewalku zna na pamięć. Co weekend członkowie inicjatywy jeżdżą do ośrodków. Przywożą ubrania, zabawki dla dzieci. Ostatnio przywieźli rowery. Ośrodki dla uchodźców leżą na uboczu. Ten, w którym mieszka Michael, jest kilkanaście kilometrów od najbliższej wsi. Droga przez las, bez pobocza. Kiedyś wygadali się, że trudno im pojechać po środki higieniczne czy jedzenie, że szkoda, że nie mają jakiegoś roweru. Parę dni później w Szczecinie ruszyła zbiórka. Nareszcie nie byli jak w więzieniu. "Kilku wpadło nawet na pomysł, że nas odwiedzą w Szczecinie, skoro to tak blisko", śmieje się Magda.

Przełamać pierwszy strach

O Polsce Michael i reszta wiedzieli niewiele, kiedy po raz pierwszy spotkali Magdę i jej kolegów. "Wiedzieli, że jest i że tam ich nie chcą", wspomina Magda. Michael aż się przestraszył, kiedy usłyszał język polski i dowiedział się, że Polakami są ich nowi znajomi. "Już nie wiedziałem, gdzie jesteśmy", śmieje się dziś. Uchodźcy w ośrodku byli dopiero dwa tygodnie. Przywieziono ich pociągiem z południa i nikt im nawet na mapie nie pokazał, gdzie są. Na początku nie mogli pojąć, że obok jest inny kraj, z innym językiem, duże miasto, za jakim tęsknili na odludziu.

Magda pamięta tę pierwszą wizytę. "Strasznie nieswojo sie czułam", wspomina. Bała się, że uciekinierzy czują się, jak zwierzęta w zoo, które ktoś przyjechał pooglądac - Magda wzdyga się lekko na wspomnienie. Atmosfera szybko się rozluźniła. Tak naprawdę, mówi Michael, "najbardziej cieszyliśmy się nie z kurtek, ale z tego, że ktoś nas w końcu odwiedził". Wspólnie gotowali, grali w lotki, opowiadali o rodzinach, o ucieczce. O marzeniach. Dyskutowali. Wtedy, po Kolonii też. Kiedy usłyszeli o akcji tańca przeciw przemocy, pomyśleli, że pokażą Polakom i Niemcom, że nie są tacy, jak się ich chce widzieć. Zatańczyli na rynku w Pasewalku, z Niemcami i Polakami, z różowymi wstążkami na rękach.

Polubiłem ich, jak ich poznałem

"Nasi syryjscy koledzy", mówi dziś Magda. Nie "uchodźcy". Bo, tłumaczy, to już prawdziwe przyjaźnie.

Dziś w Refugees Willkomen działa około 30 osób. Nie wszystkie jeżdżą do ośrodków. Niektóre angażują się na miejscu, w Szczecinie. Pomagają w zbiórkach, organizują spotkania informacyjne. W czwartek (18.02.2016) przygotowali publiczne czytanie książki "NieObcy"i jej sprzedaż, z której dochód trafi za pośrednictwem PAH (Polska Akcja Humanitarna) do Syrii.

"Oczywiście, że lubię Polskę", mówi Michael z przekonaniem. "Polubiłem, jak tylko ich poznałem", pokazuje na Magdę i kolegów. Nauczył się paru słów, chwali się. "Proszę, dziękuję, cześć, dobrze". Jak dostanie papiery, to na pewno pojedzie tam na wycieczkę. Magda znowu się uśmiecha. Trochę ze smutkiem, jak pomyśli o tej Polsce, której Michael jeszcze miał szczęście nie poznać.

Agnieszka Hredczuk