Polska myśli o budżecie i chce grać na zwłokę ws. praworządności | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 22.01.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Polska myśli o budżecie i chce grać na zwłokę ws. praworządności

Polska podporządkowuje się wymogom postępowania w ramach dyscyplinującego art. 7 Traktatu o UE. Nie skarży go do Trybunału Sprawiedliwości UE, lecz chce spotkań ekspertów, by przekonywać Unię do zmian w sądownictwie.

Nowy szef dyplomacji RP Jacek Czaputowicz spotkał się niedzielę (21.01.2018) wieczorem z I wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem. Zgodnie z oczekiwaniami Czaputowicz nie zasygnalizował gotowości do żadnych ustępstw władz Polski w sprawie Trybunału Konstytucyjnego oraz zmian w sądownictwie, które – zdaniem Komisji Europejskiej oraz Komisji Weneckiej (to agenda Rady Europy) - podważają zasadę podziału władz oraz niezawisłość polskich sądów. Ustępstwa? – Na ten temat nie było rozmowy. Polska realizuje reformy, które zostały wprowadzone w życie – powiedział Czaputowicz w poniedziałek. Znalazł tylko niecałe dwie minuty, by opowiedzieć dziennikarzom o swej rozmowie z Timmermansem na brukselskim lotnisku (jeden wylatywał, a drugi przylatywał do Belgii).

Czaputowicz w Brukseli pomija swe pomysły z Sofii

Komisja Europejska wszczęła w grudniu ub.r. postępowanie z artykułu 7., czyli innymi słowy złożyła do Rady UE (ministrowie krajów Unii) wniosek o stwierdzenie „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”. W tym półroczu pracami Rady UE kieruje Bułgaria. Czaputowicz przed zaledwie tygodniem powiedział w Sofii, że w postępowanie wobec Polski powinien być włączony Trybunał Sprawiedliwości UE, bo jest powołany do rozsądzania, czy są przestrzegane prawa i standardy UE. Wprawdzie Trybunał UE, wskutek niedawnej skargi Komisji Europejskiej, zajmie się polską ustawą o ustroju sądów powszechnych, ale postępowanie z artykułu 7. może być znacznie szybsze i szersze – obejmując całościowo kwestie naruszeń demokracja bądź praworządności.

Ostatecznie to Trybunał może nałożyć na Polskę ogromne grzywny – jednak nie dość, że stałoby się to na pewno nie w tym roku, to jeszcze polska dyplomacja zdaje się wierzyć, że Warszawa zdołałaby wybronić przed Trybunałem najważniejszych elementów reform. A konkretnie, że przekonałaby Trybunał, iż na gruncie unijnych traktatów Unia nie ma prawa się wtrącać. 

Dlatego sofijskie deklaracje Czaputowicza zostały odebrane przez niektórych unijnych dyplomatów i ekspertów jako próba odwleczenia czy też sabotowania decyzji Komisji Europejskiej o wszczęciu postępowania z art. 7. „Włączenie” Trybunału Sprawiedliwości UE mogłoby się bowiem dokonać poprzez zaskarżenie Komisji Europejskiej przez Polskę do Trybunału (np. w kwestii „naruszenie” jej uprawnień przy ocenie praworządności) bądź poprzez ewentualne nakłanianie krajów Unii, by z oceną Polski w Radzie UE czekały co najmniej na werdykt Trybunału co do ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Jednak Czaputowicz w Brukseli w ogóle nie wracał do tematu Trybunału Sprawiedliwości UE. Natomiast podczas rozmowy z Timmermansem omówiono pomysł w miarę rychłych i regularnych spotkań ekspertów z Polski i z Komisji Europejskiej, którzy mieliby skonfrontować swoje oceny polskich zmian w Trybunale Konstytucyjnym oraz sądownictwie, zidentyfikować punkty wspólne oraz rozbieżności. Celem polskiej dyplomacji jest przekazanie takich analiz przedstawicielom bułgarskiej prezydencji oraz krajów Unii przed pierwszą dyskusją Rady UE o Polsce w ramach artykułu 7.. Sofia zapowiedziała ją na 27 lutego.

Ofensywa uśmiechów, ale bez ustępstw

Czaputowicz zadeklarował, że Polska w - wyznaczonym już w grudniu - terminie do 20 marca ustosunkuje się do grudniowych rekomendacji Komisji Europejskiej. Szkopuł w tym, że Komisja dała Polsce ten czas na „rozwiązanie wskazanych problemów” z Trybunałem Konstytucyjnym i sądami. A Polska na „rozwiązanie”, czyli na zmianę ustaw lub publikację wszystkich orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, nie jest gotowa.

– Być może Polacy będą próbowali namawiać Bułgarów do odwleczenia dyskusji Rady UE. Bez gotowości do ustępstw gra na zwłokę i uśmiechy to chyba jedyna niekonfrontacyjna taktyka dostępna Polsce – tłumaczy jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE. Czaputowicz wymienił się z Timmermansem numerami telefonów – to zwyczajna praktyka na tym politycznym poziomie w Unii, ale nowość w porównaniu z Witoldem Waszczykowskim, który na początku swego urzędowania twierdził nawet, że Timmermans nie jest dla niego partnerem do rozmów. Jednak Timmermans podczas lotniskowej rozmowy miał przypominać o wszystkich zastrzeżeniach Komisji Europejskiej wobec naruszeń praworządności w Polsce.

Strach o budżet

W Komisji Europejskiej już trwają prace nad ewentualnym powiązaniem wypłat przyszłych funduszy z budżetu UE (od 2021) ze spełnianiem wymogów praworządności, a konkretnie z niezawisłością sądów, bo – to byłaby „apolityczna” argumentacja - bez nich nie ma gwarancji dochodzenia sprawiedliwości np. przy korupcyjnych przekrętach z pieniędzmi UE. Polska dyplomacja zakulisowo wciąż dezawuuje pomysły „pieniądze za praworządność” jako „idee publicystyczne” i nie do zrealizowania w ramach porządku prawnego UE. Ale zarazem obawia się, że konflikt z Brukselą negatywnie wpłynie na projekt budżetu na lata 2021-27 (Komisja Europejska zamierza przedstawić w maju), a zwłaszcza na wynik późniejszych negocjacji budżetowych między krajami Unii.

Wynikiem tych rokowań może być - nawet bez wprowadzenia cięć za łamanie praworządności - nadzwyczaj odchudzona koperta budżetowa dla Polski. To, jak przypuszcza część unijnych obserwatorów, jeden z głównych powodów starań o odwilż z Brukselą. – Ale jeśli nie będzie żadnych ustępstw ze strony Polski w sprawie praworządności, czarowanie „rozmowami dla rozmów” będzie działać tylko na krótką metę – tłumaczy nam zachodni dyplomata w Brukseli.

Tomasz Bielecki, Bruksela