Polska: koniec z europejską euforią | Echa polskie | DW | 31.08.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Polska: koniec z europejską euforią

Berlińska gazeta Die Welt przedstawiając Polskę jako wzorowy europejski kraj analizuje aktualne nastawienie Polaków do UE.

Ein fast leerer Luftballon mit dem Zeichen der Europäischen Union (EU) liegt in einer Pfütze, aufgenommen am 28.08.2011 in Dresden. Foto: Arno Burgi dpa/lsn

"Uważano ich za wzorowych Europejczyków: zdyscyplinowani i pracowici, entuzjaści Europy. Tymczasem w Polsce pojawia się uczucie otrzeźwienia i wkrótce może skończyć się stan niemiecko-polskiej harmonii" pisze Gerhard Gnauck, korespondent gazety Die Welt w artykule zatytułowanym „Koniec euforii”.

Jak pisze Gnauck komentarze polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego na temat kryzysu w strefie euro świadczą o "zdrowym poczuciu własnej wartości ministra (…). Zresztą ma on ku temu uzasadnione powody, bowiem należy do najzamożniejszych posłów w kraju. Jego majątek obejmujący również nieruchomości szacowany jest "zaledwie" na 7 milionów euro.

Polskiej polityki nie prowadzą bogaci oligarchowie, jak na wschodzie, lecz politycy z prawdziwego zdarzenia - pisze Die Welt. Jacek Rostowski powtarzał stale pod adresem eurogrupy: 'zaprowadźcie wreszcie porządek w waszych interesach, wtedy przystąpimy do strefy euro' - cytuje gazeta słowa polskiego ministra. Jednocześnie polski rząd jest nadal gotowy przystąpić do unii walutowej. (…)

Fakt, że Polska, jako największy kandydat do unii walutowej, odnoszący największe sukcesy gospodarcze trzyma się wciąż tego kursu, jest miłym sygnałem dla całego świata i dowodzi, że euro nie jest tylko pustym pojęciem, pisze Gerhard Gnauck. Ale sygnały i psychologia to tylko połowa prawdy. Druga połowa wygląda następująco: 57 procent mieszkańców Polski jest zdania, że przystąpienie do strefy euro byłoby niekorzystne dla kraju. W przypadku następstw dla budżetu narodowego opinie są jeszcze gorsze. 69 procent Polaków spodziewa się negatywnych skutków, a tylko 7 procent jest przekonane o pozytywnym wpływie euro na gospodarkę. Przy tym 44 procent uważa, że wprowadzenie euro wpłynie także źle na "tożsamość narodową".(…)

Nadzieje polskiego narodu pokładane w Brukseli były wyolbrzymione. Polacy opowiadali się za europejską konstytucją, którą wcześniej odrzucili w ramach referendum wzorowi Europejczycy: Francuzi i Holendrzy. Tymczasem wielu Polaków spodziewało się pozytywnego wpływu UE na kulturę polityczną we własnym kraju i na "wychowanie" polskiej klasy politycznej.(…)

To, że obecnie pojawił się taki sceptycyzm, powinno dać do myślenia. Czy trzeba się temu dziwić-? pyta Die Welt i cytuje słowa polskiego filozofa i liberała Marcina Króla: „Mała Grecja otrzymała zastrzyk finansowy w wysokości 132 miliardów euro. Innymi słowy sumę, która jest większa niż budżet Polski. Wymiar tych rzeczy staje się nierealny. W rzeczywistym świecie dostałoby się za to karę więzienia jak za kradzież czy krzywoprzysięstwo. Również spotkania eurogrupy jawią się jak fikcja.

Co wynika z tego dla kraju, który po burzliwej przeszłości potraktował UE jako bezpieczną przystań?- pyta dalej korespondent berlińskiej gazety.(…)

Czy Warszawa powinna dalej wykorzystać egoistycznie Unię, ale na wszelki wypadek zachować też prawo do nielojalności? Pytania te zajmują Polaków od roku i dyskutowane są na łamach elitarnych nowych czasopism, jak „Nowa Europa” czy angielskojęzycznego „Visegrad Insight”.

Radosław Sikorski potrafił do tej pory odpierać sceptycyzm. Co więcej, w swoim berlińskim wystąpieniu w listopadzie ubiegłego roku podkreślił, że ze strony Niemiec obawia się bardziej braku inicjatywy niż jej działań. Za uwagą tą skrywał się jednak niepokój, że jeśli w UE i Niemczech zapanuje recesja ucierpi na tym polski wzrost gospodarczy.

Troska ta jest uzasadniona - pisze Gnauck. Dziwi go jednocześnie powszechny trend wśród zagranicznych obserwatorów, którzy w poszukiwaniu negatywnych wiadomości widzą Polskę już jedną nogą w katastrofalnej sytuacji. Agencja Reutersa mówiła nawet o „końcu gospodarczego cudu”.

W warto więc przyjrzeć się bliżej polskiej gospodarce, uważa dziennikarz Die Welt. Niektóre krzywe także w Polsce zaczynają iść w dół. Ale popyt wewnętrzny oraz eksport nadal rosną. I nawet po drobnych korektach prognozy są znaczne. Wiedeński Instytut WIIW przewiduje jeszcze w tym roku wzrost w wysokości 2,3 procenta.

I wiele jest przyczyn, dzięki którym "polska gospodarka" - pojęcie to było kiedyś synonimem niegospodarności - jest w dobrej kondycji. Dzieje się tak za sprawą surowych reguł przy udzielaniu kredytów, mniejszego uzależnienia od eksportu niż u mniejszych sąsiadów, ostrożnej polityki budżetowej oraz hamulcowi zadłużenia zapisanemu w konstytucji. Do tego dochodzi mieszanka chłopskiego, zdrowego pragmatyzmu oraz patriotycznej woli budowania i liberalnych zasad gospodarki. Po roku 1989 Polacy zaczęli postępować na wzór gospodyni domowej ze Szwabii. (…)

To pozwalało im jak dotąd popierać europejską politykę Angeli Merkel i mówiono o "wspólnych, hanzeatyckich cnotach". Ale jak długo tak jeszcze będzie? Wystąpienie Grecji ze strefy euro mogłoby spowodować reakcję łańcuchową z ciężkimi następstwami dla krajów spoza eurostrefy – konstatuje Gerhard Gnauck. Tak gwałtowny rozpad mógłby mocno trafić nowe państwa UE, które nie zdążyły jeszcze gospodarczo okrzepnąć. Do tego dochodzą jeszcze ramy finansowe Unii przewidziane na lata 2014-2020. W tej sytuacji ta tak zawsze wychwalana i budząca podziw niemiecko-polska wspólnota interesów mogłaby się już w nadchodzących miesiącach skończyć.

Die Welt / Alexandra Jarecka

red.odp.: Małgorzata Matzke

Reklama