Polka i Niemiec. Bez grosza przez świat | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 31.01.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Polka i Niemiec. Bez grosza przez świat

Marta i Benjamin zwiedzili pół świata bez grosza przy duszy. Niemiec i Polka porzucili zwykłe życie i mają odwagę realizować swoją tęsknotę.

Weltenbummler Benjamin Nerding und Marta Sobczak (picture-alliance/dpa/Benjamin Nerding)

Islandia, z lodowcem w tle

Przez ubiegłe dwa lata Marta Sobczak i Benjamin Nerding nigdy nie spędzili dwóch nocy w tym samym miejscu. Żywią się tym, co znajdą po drodze: jedzeniem z marketowych kontenerów, owocami z drzew czy tym, co podarują ludzie. Nie mają jednak poczucia, żeby na kimkolwiek żerowali. Wolą, kiedy mówi się o nich globtroterzy, podróżnicy czy wędrowcy. 29-letni dziś Benjamin Nerding z Landau w niemieckim Palatynacie porzucił swoje mieszczańskie życie przed 6 laty. Przemierzył Alpy, autostopem podróżował po Turcji, w Mauretanii załapał się na pociąg towarowy. Od 6 lat nie potrafi i nie chce wrócić do domu. Był w 62 krajach.

W Jordanii spotkał polską studentkę Martę i od tego czasu podróżują razem. – Nie boję się rzeczy nieznanych, nie boję się braku domu i wciąż gna mnie gdzieś dalej – przyznaje 26-letnia Marta Sobczak. Benjamin dorzuca: – Chcę, żeby moje życie było ekscytujące. Przyznaje, że świat ciekawi go jak 3-letnie dziecko.

Weltenbummler Benjamin Nerding und Marta Sobczak (picture-alliance/dpa/Benjamin Nerding)

Benjamin Nerding i Marta Sobczak podróżują razem od 2 lat

Jedzenie z kontenera

– Nie mam poczucia niebezpieczeństwa, bo zawsze uprawiałem ekstremalne sporty - mówi Benjamin. Kiedyś był trójboistą, teraz zabłąkanie się na pustyni nie jest dla niego żadną wielką sprawą.

Obydwoje podróżują bez pieniędzy, co wymaga pewnej elastyczności. Odnosi się to też do jedzenia: zawsze mają przy sobie specjalny klucz, którym można otworzyć kontenery przy marketach czy stacjach benzynowych. Nierzadko właściciele tych kontenerów specjalnie tłuką szkło, żeby ludzie nie mogli wyciągnąć stamtąd nic do jedzenia, albo polewają jedzenie chemikaliami, jak opowiadają o swoich doświadczeniach globtroterzy.

Beniamin Nerding przyznaje, że nigdy jeszcze nie musiał płacić za transport. – Jest tak wiele możliwości, których nawet nie można sobie wyobrazić siedząc w domu na wersalce przed telewizorem czy patrząc przez okno. Także noclegi są zawsze za darmo: często śpią pod gołym niebem, w klasztorze, w domach zajętych przez anarchistów albo u członków platform internetowych jak Couchsurfing, albo kątem u poznanych po drodze ludzi. Marta wyjaśnia, że ma w zanadrzu trochę pieniędzy z czasu, kiedy była w Hiszpanii, ale właściwie pieniądze są im niepotrzebne.

Nie chcą nic za darmo

– Nie pamiętam właściwie, kiedy ostatni raz sam byłem w sklepie i coś kupowałem – przyznaje Benjamin. Ale zaraz zaznacza, że nigdy na nikim nie żerują. Starają się zwrócić ludziom to, co od nich dostają: opowiadają historie albo starają się w czymś konkretnie pomóc.

A jak jest z niebezpieczeństwami po drodze?

– Nie boję się nowych doświadczeń – przyznaje Benjamin. A Marta zaznacza, że podróżuje na większym luzie, od kiedy jest razem z Benjaminem.

–  Nie chodzi tu nawet o mnie samą, tylko o moją rodzinę. Ona potrzebuje tej pewności.

Tak naprawdę rozstają się tylko, kiedy muszę iść do ubikacji. – Ale potrafimy też się pokłócić.

Psycholog Peter Walschburger z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie stwierdził,  że ludzie pochodzący z mniejszych miast jak np. Landau w przypadku Benjamina, tęsknią do odrobiny szaleństwa  w życiu. Często przeprowadzają się do miast tętniących życiem, ale nie zawsze czują się tam dobrze. Są jednak także ludzie kompletnie porzucający mieszczańskie życie i którzy wręcz brzydzą się tak zwanym dobrobytem. Jednak tęsknota do przygód nie jest niczym nowym – przyznaje naukowiec.

Marta i Benjamin nie zamierzają tak szybko się ustatkować, ale jeżeli pewnego dnia miałoby się to stać, chcą wybrać jakieś ciepłe miejsce. Może Maroko, gdzie mogliby hodować owce.

DPA / Małgorzata Matzke

 

Reklama