Politolog o krajobrazie partyjnym w RFN: obserwujemy przesunięcia | Wybory do Bundestagu 2017 | DW | 16.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Wybory do Bundestagu 2017

Politolog o krajobrazie partyjnym w RFN: obserwujemy przesunięcia

Wybory, jakie odbywały się w Niemczech w ostatnich latach, ukazują, jak bardzo zmienił się krajobraz partyjny - mówi Thorsten Faas*.

Deutsche Welle: Nadrenia Północna-Westfalia uważana była zawsze za bastion SPD. Dlaczego partia ta uzyskała w niedzielę tak zły wynik?

Thorsten Faas: Jeżeli porównamy te wybory z innymi wyborami krajowymi, to stwierdzić można, że rząd Hannelory Kraft po prostu nie był lubiany. Sympatii nie zdobyła ani ona sama, ani jej koalicja z Zielonymi. Niewiele przyniósł też tak zwany „efekt Schulza”.  W osobie chadeka Armina Lascheta pojawił się ktoś, kto na ostatniej prostej zaprezentował się wyborcom jako wiarygodna alternatywa.

DW: Lider SPD Martin Schulz na przedpolu już zapowiedział, że jeżeli SPD wygra w Nadrenii Północnej-Westfalii, to na jesieni on zostanie kanclerzem. Czy był to mądry ruch ze strony SPD, by tak silnie wiązać wybory krajowe z wyborami powszechnymi?

TF: SPD liczyła na zupełnie inny wynik wyborów. Wierzono, że mądrym posunięciem będzie przełożenie wyniku wyborów do landtagu na sukces w wyborach powszechnych na jesieni, ale to nie zafunkcjonowało. Był to po prostu strategiczny błąd SPD. Socjaldemokraci pod wodzą Schulza nie wygrali jeszcze żadnych wyborów krajowych i teraz dopiero muszą wytłumaczyć ludziom, dlaczego mimo tych niepowodzeń, Schulz ma we wrześniu szansę nie tylko rzucić wyzwanie Angeli Merkel, ale także ją pokonać.

DW: Relacja między SPD a jej klasycznym elektoratem, czyli środowiskami robotniczymi, stała się bardzo krucha. Dlaczego tak jest?

Thorsten Faas (Peter Pulkowski)

Prof. Thorsten Faas: Partia AfD jesienią ma bardzo duże szansę wejść do Bundestagu

TF: Jeżeli przyjrzeć się analizom niedzielnych wyborów, widać, że wynik wyborów wcale nie stoi w korelacji ze strukturami społecznymi. Nie ma większych różnic w tym, jak głosują pracownicy umysłowi, robotnicy czy przedsiębiorcy. Kwestia gdzie ktoś pracuje i jak żyje, wcale nie determinuje jego decyzji wyborczej, tak jak było to kiedyś. Relacja między klasą robotniczą a SPD to długa i zawiła historia. SPD co prawda niechętnie to słyszy, ale jej programatyczne cięcia w polityce socjalnej RFN doprowadziły do trwałego zaburzenia relacji między środowiskami robotniczymi a tą partią.

Poza tym w obecnych czasach klasa robotnicza jest mniej liczna niż kiedyś. Oznacza to, że nawet jeżeli SPD uprawiałaby politykę na rzecz robotników w najczystszej formie, nie wystarczyłoby to do wygrania wyborów. W ten sposób powstaje dylemat SPD: potrzebni są jej robotnicy jako baza, ale oprócz tego jeszcze dalsze wsparcie, by móc uzyskać większość. W tym punkcie partia ta nie znalazła jeszcze jakiejś drogi złotego środka. W ostatniej fazie walki wyborczej CDU udało się chyba dodatkowo zmobilizować jeszcze wielu wyborców.

DW: Czy wyborcy w Nadrenii Północnej-Westfalii głosowali na Armina Lascheta czy na CDU?

TF: Trzeba zwrócić uwagę, że chadekom udało się wyciągnąć korzyść z większej frekwencji wyborczej. Jest to dość niezwykła sytuacja, ponieważ zawsze sądzono, że to partie lewego spektrum, jak SPD czy Lewica reagują bardzo wrażliwie na spadającą lub zwiększającą się frekwencję. Generalnie widoczna była także ucieczka ludzi z SPD do CDU. Elektorat doskonale wie, kogo chce na czele rządu. Armin Laschet może jak najbardziej po uzyskanym wyniku sięgnąć po ten mandat.

DW: Co pomogło Lachetowi najbardziej: fakt, że w walce wyborczej wspierała go Angela Merkel czy to, że na finiszu prezentował się jako prawdziwy "hardliner" w polityce wewnętrznej?

TF: To bardzo ciekawe pytanie, ponieważ jest to absolutnym przeciwieństwem tego, co w roku 2016 wydarzyło się w Nadrenii-Palatynacie. Chadeczka Julia Kloeckner też właściwie promowała politykę Merkel i stawała u jej boku, by potem, w czasie wyborów do landtagu zaprezentować się jako "hardlinerka". Ale to właśnie ją pogrążyło, ponieważ wyborcy stwierdzili, że właściwie już nie wiedzą, jakie jest jej stanowisko. To, że w przypadku Armina Lascheta wszystko poszło zupełnie inaczej, wskazuje na to, że obserwujemy swego rodzaju przesunięcie akcentów. Laschet stanął jak najbardziej za kanclerz Merkel, ale nie w kwestii kryzysu uchodźczego, tylko w kwestiach wewnętrznego bezpieczeństwa. Wyraźnie widać, że można było przekonać ludzi w Nadrenii Północnej-Westfalii właśnie stawiając na ten temat.

DW: Dlaczego liberałowie z FDP odnieśli aż tak wielki sukces?

TF: Problemem FDP jest to, że partia ta jest właściwie niewidzialna i udało jej się odnieść sukces wysuwając na pierwszy plan charyzmatycznego kandydata. Właśnie tak było w Szlezwiku-Holsztynie z Wolfgangiem Kubickim i w Nadrenii Północnej-Westfalii z Christianem Lindnerem. Lindner zdecydował się na mądre posunięcie, mówiąc że ciągnie go do Berlina. Im silniejsza będzie jego pozycja w Nadrenii Północnej-Westfalii, tym pewniej może on poruszać się na szczeblu federalnym, i właśnie ten mandat otrzymał on od elektoratu w ubiegłą niedzielę. Tyle, że ja na miejscu FDP nie upajałbym się tym zwycięstwem, bo w sondażach w całych Niemczech partia ta uzyskuje zaledwie 6-procentowe poparcie, a to jest bardzo blisko 5-procentowego progu wyborczego.

Z pewnością niedzielny wynik był dla FDP wielkim świętem, ale nie jest on żadną gwarancją, że jesienią partia ta wejdzie do Bundestagu.

DW: Czy CDU i SPD, uzyskujące ponad 30-procentowe poparcie, wciąż jeszcze można uznawać za partie masowe? Czy krajobraz partyjny w Niemczech jest stosunkowo stabilny?

TF: W przekroju historycznym wyniki CDU i SPD są właściwie mierne. Cały krajobraz partyjny obecnie jest płynny. Automatycznie nasuwa się tu temat Alternatywy dla Niemiec (AfD). Jest to partia wewnętrznie skłócona, która po raz pierwszy startowała w wyborach w Nadrenii Północnej-Westfalii i jej temat uchodźców aktualnie nie jest już tak dominujący. Pomimo tego uzyskała ona ponad 7- procentowe poparcie. Świadczy to o tym, że istnieje pewna baza, której odpowiada AfD i która jako czynnika motywującego wcale nie potrzebuje tematu uchodźców, by zagłosować na tę partię. Tak więc można przyjać, że ta partia także jesienią ma dobre szanse wejść do Bundestagu. Na tym właśnie polega przesunięcie w systemie partyjnym, które aktualnie ma miejsce. Dlatego też tak trudne są obecnie procesy tworzenia koalicji, ponieważ z jednej strony jest partia Lewica, z drugiej AfD, a obydwie te partie dla innych nie wchodzą w ogóle w grę jako partner koalicyjny, albo z ledwością.

 

rozmawiała Diana Hodali/ tł. Małgorzata Matzke

 

*Prof. Thorsten Faas jest niemieckim politologiem i badaczem zachowań wyborczych. Wykłada politologię na uniwersytecie Jana Gutenberga w Moguncji.