Policja aresztowała w Polsce bandę oszukującą niemieckich emerytów | Echa polskie | DW | 30.05.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Policja aresztowała w Polsce bandę oszukującą niemieckich emerytów

"Spiegel" donosi o policyjnej akcji, która była ukoronowaniem 10-letniego śledztwa. Za kratkami znalazł się szef bandy Polaków, którzy wyłudzali pieniądze od niemieckich emerytów.

Policja ujęła najbardziej poszukiwanych przestępców w Niemczech. Po 10 latach oszustw na niemieckich emerytach Arkadiusz "Hoss" Lakatosz znalazł się za kratkami

W centrum Warszawy policjanci w szturmówkach przeprowadzili akcję, która zaskoczyła Arkadiusza "Hossa" Lakatosza i jego rodzinę. O 7 rano łomotali do drzwi mieszkania, gdzie znaleźli domniemanego przestępcę - pomimo, że żona, która otworzyła drzwi twierdziła, że męża nie ma w domu.

"Hoss" twierdził przed policją, że jest mu słabo, więc wezwano karetkę pogotowia, która zawiozła zatrzymanego najpierw do szpitala a potem do więzienia. Akcja miała miejsce w ubiegły wtorek (27.05); w czwartek (29.05) zatrzymany zobaczył swój nakaz aresztowania.

Symbolbild Enkeltrick

Starsi ludzie nie zawsze są czujni i nie podejrzewają oszustwa

Ofiarami są setki niemieckich emerytów

Arkadiusza Lakatosza policja już dawno miała na oku. Znany był z wystawnego stylu życia, na jaki sobie pozwalał: wydawał przyjęcia w pałacach, urozmaicane występami piosenkarek i fajerwerkami, gości dowoziły helikoptery.

"Policja jest przekonana, że za cały ten przepych płacili niemieccy emeryci. Bo Lakatosz i jego banda upatrzyli sobie właśnie oszczędności niemieckich seniorów", pisze "Spiegel".

Na policję zgłosiły się setki ofiar. Wiele z nich trik "na wnuczka", stosowany przez szajkę, pozbawił dorobku całego życia. Niektórzy z emerytów byli tak zawstydzeni tym, że dali się nabrać, że nawet nie zgłaszali się na policję.

Polscy oszuści, operując z Polski systematycznie przeszukiwali niemieckie książki telefoniczne i wybierali osoby o imieniu Elvira albo Emil, wskazujące na to, że są to abonenci w podeszłym wieku.

Łatwowierni staruszkowie

"Zgadnij, kto dzwoni!" - tak zazwyczaj zaczynała się rozmowa. Kiedy rozmówca zdawał się rozpoznawać w dzwoniącym kogoś ze swoich krewnych, dzwoniący wciągał go w rozmowę, która szybko schodziła na nadarzającą się okazję zakupu domu za sensacyjnie niską cenę lub historię jakiegoś nieszczęśliwego wypadku. Chodziło zawsze o to, że jak najszybciej potrzebna jest spora suma gotówki albo biżuteria do spieniężenia.

Kiedy tylko starsza osoba obiecała postarać się o pieniądze, dzwoniący oszust powiadamiał swojego wspólnika, który dysponował całą siecią kurierów w Niemczech. Kurierzy dostarczali gotówkę natychmiast do Polski.

Fama niesie, że bracia Lakatosz w 1999 w Hamburgu wymyślili trik "na wnuczka", kiedy usiłowali dokonać innego oszustwa przez telefon. Trik okazał się bardzo intratny. Po tym, jak policja w 2001 r. przeszukała hamburskie mieszkanie Adama i Arkadiusza Lakatoszów, obydwaj uciekli do Polski i już stamtąd uprawiali oszukańczy proceder. Wszelkie próby niemieckich władz, by skłonić polską policję do współpracy, spalały na panewce. Jako obywateli Polski nie dosięgało ich ramię niemieckiego prawa.

Chory na serce

W roku 2007 wszystko wskazywało na to, że będzie można im wejść w paradę. Policja zatrzymała Arkadiusza Lakatosza na podstawie nakazu aresztowania ze Stuttgartu. Ale lekarz wydał mu zaświadczenie o chorobie serca, uniemożliwiającej pobyt w areszcie. To orzeczenie kosztowało Arkadiusza alias "Hossa" rzekomo 25 tys. euro, ale pozwalało mu działać dalej.

"Hoss" był członkiem romskiego klanu, który zdawał się mieć ogromne potrzeby finansowe. Pieniądze szły na samochody, obrazy, przyjęcia. Na YouTube można było obejrzeć nielegalny wyścig samochodowy syna "Hossa" Marcina, zwanego "Lolli" w mercedesie SLR McLaaren z innym członkiem klanu, jadącym w ferrari. Wyścig miał miejsce w centrum Warszawy i zakończył się tym, że "Lolli" stracił panowanie nad kierownicą i staranował kilka parkujących samochodów. Bilans: kilkoro rannych i szkody na sumę pół miliona euro.

Sąsiadom romskiej rodziny podpadł ich wystawny tryb życia i huczne przyjęcia. "Hoss" tłumaczył, że pieniądze ma z handlu biżuterią, ale cała rodzina nie wyglądała, jakby parała się tego rodzaju działalnością.

Policja przystąpiła do akcji

W listopadzie 2012 r. prokuratura w Hamburgu zleciła specjalnemu wydziałowi ds. zwalczania zorganizowanej przestępczości w krajowym urzędzie kryminalnym wszczęcie nowego śledztwa. Chodziło w nim o łupy na sumę dwóch milionów euro. Polska policja wykazała wreszcie gotowość do współpracy.

"Spiegel" pisze, że sąsiedzi romskiego klanu doznali chyba swego rodzaju satysfakcji, kiedy widzieli "Hossa" wyprowadzanego przez policję, rekwirowany samochód, obrazy i porcelanowe wazony.

Jednocześnie w Polsce aresztowano dalszych członków bandy, m.in. także brata "Hossa" Adama. Kolejne aresztowania miały miejsce w Niemczech: w Hamburgu, Essen i Duisburgu. Także w tamtych przypadkach zarekwirowano samochody marki mercedes, porsche, ferrari oraz obrazy i biżuterię.

Małgorzata Matzke

red.odp.:Alexandra Jarecka

Reklama