1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Polak z Kataru: „Widmo klasycznej wojny to spekulacja”

12 czerwca 2017

Inwazja jest niemożliwa, bo w Katarze mieści się największa baza USA w regionie – mówi Marek Kos*.

https://p.dw.com/p/2eP4V
Katar - Doha
Zdjęcie: DW/M. Kos

Deutsche Welle: Gdyby miał Pan własnej babci powiedzieć, co się dzieje w Zatoce Perskiej, to co by Pan powiedział?

Marek Kos*:  Powiedziałbym, że trwa Ramadan, a ja właśnie zjadłem pożywny iftar, potem będzie suhoor, i że czuję się wspaniale. A tak poważnie – nikt chyba nie wie, co się dzieje. Saudowie „nagle odkryli”, że Katar wspiera Bractwo Muzułmańskie i „raptem” zaczęło im to wadzić. Powstało bardzo dużo teorii spiskowych.

DW: Czy pustoszejące pułki w sklepach przypominają obrazki z PRL-u?

MK: (Uśmiech) Rzeczywiście, ludzie rzucili się do sklepów wykupując dosłownie wszystko, ale  inaczej niż w PRL, półki następnego dnia  ponownie się zapełniły. Myślę, że Katarczycy mają wystarczające zapasy. A poza tym Berlin Zachodni też był kiedyś odcięty i funkcjonował.

DW: Arabia Saudyjska zapowiedziała, że planuje dodatkowo zamknąć swoją granicę lądową z Katarem. Nie brzmi to dobrze …

Katar - klienci szturmują supermarkety

MK: Zamknięcie niektórych połączeń to jedynie gest, który de facto utrudni życie, bo Dubaj i Abu Dhabi to bardzo mocne centra biznesowe, z którymi Katar prowadzi interesy. Ale ciągle można latać, tylko teraz zajmuje to trochę więcej czasu. (Uśmiech)

DW: A co mówi ulica? Podobno jest zakaz wypowiadania się  na ten temat. Szczególnie dla zagranicy.

MK: To jest kolejna nieprawda. Owszem, np. ambasada RP wysłała pisma do Polaków, których w Katarze jest około tysiąca. Pisze, żeby się nie ekscytować i nie eskalować sztucznych wyobrażeń. A co do Katarczyków, to nie są oni zbyt wylewni. Zwłaszcza wobec obcych. Ale można wyczuć, że sądzą, że głównym animatorem tego konfliktu jest Arabia Saudyjska. I wiadomo – im więcej upływa czasu, tym więcej ludzie mają czasu na wymyślanie coraz bardziej niestworzonych historii. Co nie zmienia faktu, że już była taka sytuacja, w 2014, ale napięcie było znacznie mniejsze; skończyło się na odsyłaniu ambasadorów, natomiast teraz poszło to znacznie dalej.

DW: Czy mieszkający tam obcokrajowcy mogą się czuć bezpiecznie? 

MK: Nie przesadzajmy. Oczywiście – tubylcy i ekspaci to dwa światy, które się wprawdzie nie przenikają, ale wzorowo koegzystują. Tysiące pracujących tu Egipcjan boi się, że teraz będą też deportowani, po tym jak Egipt odprawił Katarczyków. Tymczasem na ten temat nie ma tu żadnych oficjalnych informacji. Zasady wzajemności najprawdopodobniej nie będzie.

Katar - Doha
Stolica Kataru DohaZdjęcie: DW/M. Kos

DW: Zdaniem polskiego bloggera, Macieja Komara, jednym z istotniejszych powodów napięć jest właśnie rywalizacja ekonomiczna między poszczególnymi krajami Zatoki: symboliczna  jak linie lotnicze, telewizje oraz realna gospodarcza. Komar mówi o tym, że wielu nie podoba się działanie Kataru w Europie z dostawami gazu i ropy. Podobno zaburzają klasyczny układ i podział między krajami OPEC, a Saudowie będą próbowali „wziąć” Katar na wyniszczenie ekonomiczne…

MK: Może być w tym sporo racji. W Katarze mieszka 2,6 mln osób, z czego pewnie 80% to są ekspaci. I rzeczywiście, jeżeli zrobi się „nieprzyjemnie”, to część pracujących tu obcokrajowców wyjedzie, a to nie będzie to dobre dla tego kraju. Dlatego Katarczycy nie są w stanie pozwolić sobie na to, żeby ekspatowi spadł włos z głowy; bez nich ten kraj załamie się gospodarczo.

DW: Coraz bardziej kwestionuje się zlecenie organizacji mundialu 2022 Katarowi. Niemieccy politycy dystansują się ...

MK: Z całym szacunkiem myślę, że Niemcy nawet nie wiedzą, gdzie leży Katar, a tym bardziej, kto nim rządzi. Zakładam się, że pierwsze skojarzenie z Katarem to gaz, a zaraz na drugim miejscu zbliżający się Mundial. Dla Katarczyków byłaby to duża strata, gdyby jednak te mistrzostwa się nie odbyły. Być może Mudnial rzeczywiście będzie inny, niż wyobrażają sobie kibice, bo nie napiją się piwa i nie załatwią potrzeby gdzie popadnie. Wszyscy, którzy tu przyjeżdżają, są pod dużym wrażeniem jakości obiektów sportowych. Pytanie tylko jak je zapełnić…

DW: Maciej Komar wyklucza otwartą, militarną inwazję na Katar

MK: Nie, to niemożliwe, chociażby dlatego, że w Katarze jest największa baza militarna USA w regionie. Widmo klasycznej wojny to spekulacja. Ludzie chcą rozumieć, co się dzieje, a jeżeli nie ma informacji, to są one po prostu tworzone. Moim zdaniem nie ma wystarczającej ilości twardych faktów, aby w sposób wiarygodny uzasadnić prawdopodobieństwo inwazji.

DW: Jeżeli coś się zacznie dziać?

MK: "To tak jak inni moi koledzy, spakuję walizeczkę i koniec katarskiej przygody. Konflikty się zdarzają, ale moim zdaniem to jest akurat taki kryzys, że tak obrazowo powiem: o bardzo małej »śmiercioności«. Nikomu się nic złego nie stało. Parę samolotów nie odleciało, parę osób musiało się przeprowadzić, i to jest na razie wszystko. Liczę na to, że nie będzie eskalacji, ale myślę, że taki stan będzie trwał długo.

DW: Dlaczego?

MK: Na zdrowy rozum – jeśli ktoś wyciąga armatę to nie po to, żeby za chwilę przeprosić i się wycofać.

Rozmawiała Agnieszka Rycicka

* Marek Kos (imię i nazwisko zmienione na życzenie rozmówcy), polski inżynier pracujący w Katarze.