Po tragedii w Monachium. Depresja jest zbyt wygodnym jej tłumaczeniem, mówi ekspert | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 24.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Po tragedii w Monachium. Depresja jest zbyt wygodnym jej tłumaczeniem, mówi ekspert

Monachijska policja twierdzi, że David Ali Sonboly, który zabił 9 osób, "miał skłonności do depresji". Czy przez to stał się mordercą? Czy depresja wszystko tłumaczy? Wyjaśnia to ekspert Georg Fiedler w wywiadzie dla DW.

Nach Amoklauf am Olympia Einkaufszentrum in München Trauer

Miejsce śmierci ludzi, którzy mieli nieszczęście znaleźć się o "niewłaściwej" porze w centrum handlowym Olympia

DW: Czy ktoś, kto ma "skłonności do depresji" może stać się przez to mordercą?

Fiedler: Na początku musimy stwierdzić, że określenie "skłonności do depresji" służy głównie do opisania, w jaki sposób postrzegamy innych ludzi, jakie wrażenie oni na nas wywierają. Policja, jak widzimy, była bardzo ostrożna w opisaniu sprawcy tragedii w Monachium, ponieważ "skłonności do depresji" nie oznaczają wcale, że ktoś, kto ma takie skłonności, cierpi na depresję rozumianą jako choroba, która wymaga leczenia psychiatrycznego. Ale nawet wtedy nie czyni ona z takiego kogoś szaleńca strzelającego na oślep wokół siebie. Chorzy na depresję są kiepskimi kandydatami na morderców, bo kierują agresję głównie przeciwko sobie. Nie można zatem twierdzić jednoznacznie, że depresja jest powodem albo ostateczną przyczyną popełnienia takiego czynu, do jakiego dopuścił się sprawca masakry w Monachium.

Jak bardzo rozpowszechnione są w Niemczech skłonności do depresji i sama depreskja?

Georg Fiedler

Psycholog i psychoterapeuta Georg Fiedler

Skłonności do depresji wykazuje prawdopodobnie co trzeci mieszkaniec Niemiec. Pamiętajmy jednak, że to bardzo ogólne i mało precyzyjne określenie. Może ono oznaczać, że ktoś trzyma się na uboczu, dużo zastanawia się nad sobą, często nie wierzy w siebie, ma poczucie winy i obarcza się odpowiedzialnością za wszystkich i wszystko. Ale myśleć i postępować w ten sposób może też ktoś przesadnie odpowiedzialny albo nieśmiały. To jeszcze nie jest dowód, że ktoś taki choruje na depresję. Moim zdaniem o depresji w Niemczech mówi się zbyt często i w sposób mało odpowiedzialny. Tymczasem prawdziwa depresja jest bardzo poważną chorobą. Charakteryzuje się opisanymi wyżej symptomami w takim natężeniu, że mogą uniemożliwić normalne życie. Nie mówiąc o bezsenności, braku apetytu, niechęcią do poruszania się i tak dalej. To wszystko może trwać tygodniami, miesiącami a nawet latami.

Zabójcą z Monachium był 18-letni Niemiec pochodzenia irańskiego. Co może skłonić tak młodego człowieka do tak strasznego czynu?

W ocenie tego przypadku należy zachować szczególną ostrożność. Pewne jest tylko to, że złożył się nań szereg różnych przyczyn. Wiadomo, że sprawca był leczony psychiatrycznie. Jego choroba mogła zatem odegrać pewną rolę, ale sama nie wyjaśnia jeszcze wszystkiego. W takich razach bardzo często wskazuje się na gry komputerowe, które gloryfikują przemoc i zawierają brutalne sceny. Są one bardzo popularne wśród części młodzieży, ale to, że sprawca lubił i często grał w "strzelanki" nie może być wyjaśnieniem powodu, dla którego sięgnął po pistolet i strzelał do ludzi. Kto ocenia go w ten sposób, ten bardzo upraszcza sobie sprawę. Tło takich czynów z reguły jest o wiele bardziej skomplikowane i różnorodne.

W takich przypadkach jak ten mówi się czasem o "samobójstwie rozszerzonym". Co to właściwie znaczy?

Samobójstwo rozszerzone oznacza, że pojedynczy sprawca popełnia samobójstwo po zadaniu śmierci innym osobom ze swojego otoczenia. W ten sposób może postępować matka, która popełnia samobójstwo po zabiciu dziecka, albo ojciec, który najpierw zabija całą swoją rodzinę, a potem siebie. W obu tych przypadkach sprawcy są przekonani, że postępują "właściwie", bo ich ofiary nie są zdolne bez nich do samodzielnego życia. Nie muszę chyba wyjaśniać, że taka argumentacja jest chora. Ale w przypadku zbiorowego morderstwa w Monachium nie można stwierdzić tej cechy rozszerzonego samobójstwa.

Czy coś podobnego już się wcześniej wydarzyło?

Wydarzenia z Monachium najbardziej przypomina ubiegłoroczna katastrofa samolotu linii Germanwing spowodowana świadomie przez drugiego pilota. Ale i w tym przypadku jego działanie nie było spowodowane wyłącznie depresją. W mojej ocenie dużą rolę odegrały też inne zaburzenia jego osobowości. Na przykład urojone postrzeganie przez niego kolegów i innych osób z otoczenia zawodowego i czysto prywatnego. Zwracam uwagę, że po tragedii sprzed paru lat, jaka rozegrała się w szkole w Winnenden też zwracano uwagę, że jej sprawca leczył się psychiatrycznie na depresję. To prawda, ale prawdą jest też, że i w jego przypadku dużą rolę odegrały inne czynniki, które nie miały nic wspólnego z depresją. Powiem więcej, zdiagnozowanie przez lekarza depresji jako choroby w zasadzie wyklucza zdolność danej osoby do popełnienia takich czynów.

Czy dostrzega Pan jakieś podobieństwa między różnymi, podobnymi przypadkami?

Uderzające jest to, że morderca z Monachium wybrał na ofiary osoby ze swojej grupy wiekowej i do nich strzelał. Przypomina to zbiorowe morderstwo w szkole w Winnenden, ale także morderstwo popełnione przed pięcioma laty w Norwegii przez Andersa Breivika, który też strzelał niemal wyłącznie do młodych ludzi.

Z Georgiem Fiedlerem rozmawiał Daniel Heinrich.

Przekład: Andrzej Pawlak

Georg Fiedler jest psychologiem i psychoterapeutą specjalizującym się w problematyce samobójstw. Pracuje w klinice uniwersyteckiej w Hamburgu.

Reklama