Plotka, czy coś więcej? Martin Schulz możliwym kandydatem SPD na kanclerza | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 15.10.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Plotka, czy coś więcej? Martin Schulz możliwym kandydatem SPD na kanclerza

Przewodniczący PE Martin Schulz może być kandydatem na kanclerza z ramienia SPD. To tylko plotka, czy coś więcej?

Martin Schulz Präsident des Europäischen Parlaments (picture-alliance/dpa/SPD Frankfurt a. M.)

Martin Schulz

Czytając biografię któregoś ze znanych polityków, często można się spotkać z opinią, że jego kariera zaczęła się już w dzieciństwie. A przynajmniej, że od najmłodszych lat marzył on o objęciu ważnych urzędów państwowych. W przypadku obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego było inaczej. Martin Schulz, któremu właśnie stuknęła sześćdziesiątka, mówi, że mając 17 lat chciał zostać zawodowym piłkarzem i tylko to się dla niego liczyło.

Do tego stopnia, że zajęty treningami zaniedbał naukę i w rezultacie nie zdał matury. Ciężka kontuzja przekreśliła jego sportowe plany. Zaczął pić i wylądował w rynsztoku. Jego koledzy szykowali się na studia a on był wtedy bezrobotnym alkoholikiem. Wyszedł z dołka dzięki bratu i partyjnym przyjaciołom, którzy przyszli mu z pomocą.

Na samym dnie

"Byłem wtedy na samym dnie", przyznaje szczerze Schulz, prezentując w berlińskim przedstawicielstwie Giełdowego Stowarzyszenia Księgarzy Niemieckich swoją biografię "Vom Buchhändler zum Mann für Europa" (Od księgarza do męża opatrznościowego Europy), pióra austriackiej dziennikarki Margarethy Kopeinig.

Ten tytuł nie jest przypadkowy. Przez 13 lat Schulz prowadził księgarnię w rodzinnym Würselen w Nadrenii Północnej-Westfalii i, jak podkreśla, ten zawód bardzo mu odpowiadał, bo jest zagorzałym molem książkowym. "Książki są moją życiową pasją", powiedział przybyłym na prezentację jego biografii czytelnikom i osobom zainteresowanym nim jako politykiem.

Można mu wierzyć. Wielu znanych ludzi, którzy byli kiedyś na bakier ze szkołą, zdobyło rozległą wiedzę dzięki lekturom. Jako samouk i polityk Schulz gorąco poleca wszystkim książki o rozpadzie Republiki Weimarskiej. Można z nich bowiem wyciągnąć wniosek o konieczności bronienia demokracji od chwili, kiedy dostrzeżemy pierwsze oznaki ataków na nią. "Demokracja nie jest nam dana raz na zawsze", stale powtarza.

Europejczyk z przekonania

Na spotkaniu w Berlinie Schulz powiedział, że do dziś żałuje decyzji o sprzedaniu księgarni w Würselen. Zdecydował się na to mając 31 lat, kiedy został burmistrzem tego miasta. W 1994 roku wybrano go do Parlamentu Europejskiego a od 2012 roku stoi na jego czele. Jego kadencja upływa w połowie stycznia przyszłego roku.

Prawo wysunięcia kandydatury nowego przewodniczącego PE na najbliższe dwa i pół roku przysługuje konserwatywnej Europejskiej Partii Ludowej. Schulz, jako członek SPD, ma więc niewielkie szanse na kolejną reelekcję, chociaż dał już wyraźnie do zrozumienia, że chętnie pełniłby dalej obowiązki szefa PE w trudnym dla Unii Europejskiej okresie.

Kandydat na kanclerza?

Jeśli tak się stanie, będzie musiał rozejrzeć sią za nową posadą. Wiadomo skądinąd, że wielu członków SPD widzi w nim dobrego kandydata na urząd kanclerza Republiki Federalnej. Mówi się, że miałby szansę na zdobycie większej liczby głosów niż obecny szef SPD Sigmar Gabriel, uznawany za polityka chwiejnego i często zmieniającego zdanie, czego o Schulzu powiedzieć się nie da. 

Martin Schulz Präsident des Europäischen Parlaments (picture-alliance/dpa/J. Stratenschulte)

Martin Schulz (z lewej) i przewodniczący SPD Sigmar Gabriel demonstrują, że się lubią i mają zbieżne poglądy (19.06.2016)

Na spotkaniu w Berlinie Schulz wykręcił się od jasnej odpowiedzi na pytanie, czy byłby gotów kandydować z ramienia SPD na kanclerza. - Nie rozmawiałem jeszcze z rodziną o przeprowadzce do Niemiec - powiedział dodając, że "cieszą go dobre wyniki w sonadażach".

Gabriel podkreśla ze swej strony, że Schulz jest "doskonałym politykiem europejskim i będzie nadal potrzebny w Brukseli", co nie znaczy, że nie może go sobie wyobrazić w innej roli w niemieckim życiu politycznym. Taką wypowiedź można interpretować dowolnie.

Wygląda na to, że na razie mamy do czynienia z próbą wysondowania stanowisk wszystkich zainteresowanych i wstępną oceną ich szans. Pewne jest tylko to, że wyborcza karuzela personalna ruszyła i będzie się kręcić coraz szybciej.

Nina Werkhäuser / Andrzej Pawlak

Reklama