Plaga kradzieży na pograniczu | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 12.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polska i Niemcy

Plaga kradzieży na pograniczu

Po zniesieniu kontroli granicznych Niemcy nie docenili potencjału przestępczości na granicy z Polską i Czechami. Kradzieże na wschodnim pograniczu Niemiec są dziś plagą a sprawcami - zorganizowane bandy.

W Wielkim Tygodniu z byłego budynku policji federalnej na dawnym polsko-niemieckim przejściu granicznym Krajnik Dolny/Schwedt złodzieje ukradli kable i miedziane rury. Zatrzymanych zostało trzech podejrzanych. W ich samochodzie policja znalazła łup i nożyce do cięcia drutu.

W tym samym tygodniu podczas rutynowej kontroli na autostradzie Berlin-Warszawa niemiecka policja zatrzymała polską furgonetkę pełną części samochodowych. Pochodziły one z ośmiu samochodów zgłoszonych jako skradzione, m.in. w Hiszpanii. Niektóre części nosiły jeszcze oryginalne numery produkcyjne.

Graniczna Nysa

Graniczna Nysa

To tylko dwa z niemal codziennych meldunków o kradzieżach na niemiecko-polskim i niemiecko-czeskim pograniczu. Przestępczością dotknięte są wszystkie przygraniczne landy, od Bawarii po Meklemburgię-Pomorze Przednie. Szeroka jest też skala problemu – od włamań do garaży i piwnic, kradzieży rowerów, narzędzi i drobnego sprzętu, po kradzieże maszyn budowlanych, rolniczych i samochodów.

Musimy się chronić

Musimy się bronić, mówi Stefan Hofmann z Klein Priebus

Musimy się bronić, mówi Stefan Hofmann z Klein Priebus

W Klein Priebus, saksońskiej wsi nad Nysą Łużycką, mężczyźni nie rozstają się z telefonami komórkowymi. Kiedy tylko w okolicy pojawi się coś podejrzanego, uruchamiają telefoniczny łańcuch. Jeden powiadamia drugiego, wieś zaczyna obserwować, zawiadamia policję. „Cóż, jakoś musimy się chronić”, mówi mieszkaniec, Stefan Hofmann. Dzięki tej wzmożonej czujności udało się udaremnić niedawno włamanie, jedno z wielu, jakie nawiedziły w ostatnich latach wieś. Chociaż teraz zrobiło się spokojniej, złodzieje nie są w ciemię bici, kiedy widzą, że mieszkańcy są uważni, wycofują się na bardziej pewne tereny.

Złodziei, Polaków z drugiego brzegu Nysy, złapała policja. Obydwaj są jej znani. „Ale równie dobrze mogli to być Niemcy, wiadomo, że Niemcy też są wplątani w różne przestępstwa. W żadnym wypadku nie można uogólniać”, podkreśla Stefan Hofmann.

Ryszard Klisowski, wójt gminy Przewoz chwali współpracę z sąsiadami z drugiego brzegu

Ryszard Klisowski, wójt gminy Przewoz chwali współpracę z sąsiadami z drugiego brzegu

Na drugim brzegu Nysy leży Przewóz. Obydwie miejscowości łączy most, ale kiedy stan wody w Nysie jest niski, na drugą stronę można przejść niemal suchą nogą. „Krowy już przechodziły na polską stronę, konie, zawsze były oddawane. Ludzie tu się szanują”, mówi wójt gminy Przewóz Ryszard Klisowski. Jest wójtem od 12 lat, przeżył wejście Polski do Unii Europejskiej, do strefy Schengen. I obawy związane z otwarciem granicy. Nie uważa, żeby sytuacja była dramatyczna: „To jest pogranicze, kto żyje z przestępstwa, będzie się tu kręcić. Tak jest na każdym pograniczu, na całym świecie”. Kradzieże zdarzają się i po polskiej stronie. W sąsiednim Piotrowie złodzieje włamali się niedawno po kolei do niemal wszystkich mieszkańców. Ukradli rowery, kosiarki. Oczywiście, jest problem, przyznaje wójt Klisowski, ale istnieje też, i to dobra, współpraca między polską i niemiecką policją, między pogranicznikami, władzami samorządowymi i mieszkańcami: „Jeżeli nie byłoby tej współpracy, problem by narastał. Ale współpraca istnieje i razem pracujemy nad tym, by nie kręcili się tu nam jacyś obcy i psuli nam opinię”.

Opinia jest i dla polskiej, i niemieckiej strony kwestią egzystencji. Przez Klein Priebus przebiega szlak rowerowy Odra-Nysa, latem pełen turystów. W Przewozie ważnym źródłem utrzymania jest bazar, w sezonie też licznie odwiedzany przez turystów. Kiedy więc zaczęły się serie włamań, mieszkańcy wzięli inicjatywę w swoje ręce. Stuosobowy Klein Priebus odwiedził nawet szef saksońskiej policji obiecując doraźnie większą obecność patroli policyjnych a na szczeblu politycznym jeszcze ściślejszą, niż dotąd współpracę z Polską.

Sukcesy i rozgoryczenie

Kradzione są nie tylko luksusowe auta, też samochody średniej klasy

Kradzione są nie tylko luksusowe auta, też samochody średniej klasy

Rzeczywiście, patroli policyjnych jest więcej, chociaż nieregularnie. Ale są. Inaczej też, niż jeszcze dwa lata temu, pościg za złodziejami nie kończy się na granicy. Mieszkańcy czują, że polska i niemiecka policja są w ciągłym kontakcie, też inaczej, niż jeszcze kilka lat temu. „Tak, to jest już sukcesem”, przyznaje Stefan Hofmann. Tyle, że bezpieczna wieś jeszcze się nie czuje. Nawet, jeżeli spokojniej zrobiło się w Klein Priebus, włamaniami nawiedzane są ciągle pobliski Bad Muskau, Rothenburg, Weisswasser. Stefan Hofmann też został okradziony, dwa lata temu. Teraz dmucha na zimne, bo nie wiadomo, czy drugi raz ubezpieczenie by zapłaciło odszkodowanie. W Steinbach w Rudawach znany jest przypadek poszkodowanego, którego złodzieje nawiedzili aż trzykrotnie. Nie chce go już ubezpieczyć żadna firma. Ludzie są rozgoryczeni.

Rozgoryczeni są też mieszkańcy powiatu Uckermark na północy Brandenburgii. Od chwili zniesienia kontroli granicznych niemal każdej nocy zdarzają się kradzieże. W ostatnich latach poszkodowane są zwłaszcza firmy budowlane, rolnicze i salony samochodowe. Znikają samochody, specjalistyczne maszyny i narzędzia, paliwo. Szkody szacowane są na miliony euro, firmy znalazły się na granicy egzystencji. Sposób kradzieży – łupem padają tylko określone narzędzia i samochody, wskazuje na zorganizowane grupy przestępcze. Przedsiębiorcy czują się zostawieni przez policję na łaskę losu. W grudniu 2011 roku 92 z nich wystosowało do parlamentu Brandenburgii petycję, w której domagali się bardziej skutecznej pracy śledczych i zwiększonej obecności patroli policyjnych.

Lepszy akcjonizm, niż bezczynność

Wyrywkowe kontrole są skuteczne, ale mieszkańcy życzyliby sobie więcej obecności policji

Wyrywkowe kontrole są skuteczne, ale mieszkańcy życzyliby sobie więcej obecności policji

Patrole się pojawiły. Od stycznia pogranicze Brandenburgii kontrolują dodatkowe jednostki. Akcja miała trwać tylko do początków kwietnia, zostaje przedłużona do czerwca. „Wolę akcjonizm, niż bezczynność”, kwituje krytykę szef brandenburskiego MSW Dietmar Woidke. Podczas gdy w 2011 r. statystycznie na 100 tys. mieszkańców Brandenburgii przypadało 7900 przestępstw, w przygranicznych gminach – 9800. „Brandenburgia musi stać się bezpieczna, zwłaszcza przy granicy z Polską”, mówi krótko Dietmar Woidke.

Przedstawiciele przedsiębiorstw, władz komunalnych, policji, służb celnych i prokuratory opracowali też strategię walki z przestępczością. Prokuratora w Neuruppinie, obejmująca swą działalnością północno-wschodnią Brandenburgię zapowiedziała, że będzie zapadało więcej wyroków ograniczenia wolności bez zawieszenia. Dopiero od niedawna otrzymuje z Polski rejestr skazanych przestępców, co pomoże w podejmowaniu decyzji o areszcie śledczym podejrzanych.

Problem na skalę europejską

W mniejszym stopniu, ale problem kradzieży istnieje też po polskiej stronie

W mniejszym stopniu, ale problem kradzieży istnieje też po polskiej stronie

W samej Brandenburgii liczba skradzionych samochodów wzrosła od 2007 roku o 275 procent. Też tylko w Brandenburgii i tylko w przypadku kradzieży samochodów 72 procent zatrzymanych w ubiegłym roku stanowili cudzoziemcy, głównie Polacy i Litwini. Dietmar Woidke nie stara się nawet upiększać statystyk: „Tak już jest i nie ma co owijać w bawełnę”, stwierdza lakonicznie. Tyle, że zatrzymani, to przeważnie pionki, kurierzy, którzy organizują bądź tylko transportują łupy. Za kradzieżą aut i maszyn kryją się międzynarodowe bandy przestępcze. „Zorganizowane kradzieże są wyzwaniem na skalę europejską”, podkreśla brandenburski minister. Walka z nimi potrwa dłużej, niż kilka miesięcy, czy pół roku. Pomóc ma też utworzony w lutym 2012 roku, na polsko-niemieckim szczycie w Poczdamie, „front walki z przestępczością”, jeszcze bardziej zacieśniona współpraca z polską policją. Skutkuje działająca na terenie całych Niemiec komisja specjalna „Granica”, która zabezpieczyła w 2011 roku 558 skradzionych samochodów. 338 z nich pochodziło z Brandenburgii, 69 z Berlina, 45 spoza Niemiec, głównie z zachodniej Europy. „Już te liczby świadczą o europejskiej skali problemu”, mówi Dietmar Woidke i naciska na włączenie do walki policji federalnej. Tego federalny minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich jednak odmawia, policja federalna ma inne zadania, wschodnioniemieckie landy muszą poradzić sobie z problemem same.

Jedyne ustępstwo – postępująca redukcja sił policyjnych w Niemczech nie będzie następowała przy granicy z Polską i Czechami.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Bartosz Dudek

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat