PI szkoli swoich bojowników na azylantów | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 14.11.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

PI szkoli swoich bojowników na azylantów

Jak informują niemieckie media, wskazując na ostrzeżenia wywiadu RFN, tzw. Państwo Islamskie (PI) wykorzystuje kryzys imigracyjny, aby przemycić do UE swoich bojowników.

Niemiecki wywiad (Bundesnachrichtendienst, BND) ostrzega przed specjalnie wyszkolonymi bojownikami tzw. Państwa Islamskiego (PI), którzy nie budząc podejrzeń mają pomyślnie przejść w RFN przez procedury azylowe – poinformował w swoim niedzielnym wydaniu dziennik „Die Welt” (WamS). A to znaczy, że dotychczasowe kontrole i tryb postępowania azylowego już nie wystarczają.

Dotychczas w celu tropienia imigrantów mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa, osoby mające bliski kontakt z migrantami miały na przykład zgłaszać służbom bezpieczeństwa zmiany w wyglądzie, jak np. zapuszczanie długiej brody i golenie zarostu nad górną wargą, albo wyraźne zmiany w zachowaniu zniesławiania osób o odmiennych poglądach jako „niewiernych”.

Informacje takie zawiera 33-stronicowa broszura przygotowana latem tego roku przez niemiecki wywiad BND. Celem kampanii uświadamiającej jest uwrażliwianie społeczeństwa na działalność ekstremistyczną i wywiadowczą osób z ich otoczenia. Powód powstania proszury jest poważny:

Do Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) wpłynęło już ponad 400 informacji o domniemanych terrorystach lub sympatykach tzw. Państwa Islamskiego. W 80 przypadkach wszczęto śledztwo. BND nie chce podać żadnych szczegółów w tej sprawie. 

Czy dotychczasowe postępowanie wystarczy?

Dotychczas służby bezpieczeństwa twierdziły, że rosnąca liczba osób ubiegających się o azyl nie oznacza automatycznie wzrostu zagrożenia terrorystycznego w Niemczech. Nie ma żadnych „wiarygodnych dowodów” na to, że bojownicy PI mieszają się w tłum migrantów – podkreślał w ub. roku niemiecki rząd. Ponadto wydawało się, że terroryści raczej nie odważą się na ryzykowne przeprawy na łodziach przez Morze Śródziemne. I rzeczywiście, przylatywali oni raczej na kontynent europejski samolotami i mieli przy sfałszowane dokumenty. Jednakże latem i jesienią 2015 kilku paryskich zamachowców przybyło do Grecji przez Morze Egejskie. „Welt am Sonntag” pisze, że „perfidne jest to, że prawdopodobnie ciągle jeszcze słuszne jest przypuszczenie służb bezpieczeństwa z ub. roku, że w Europie tzw. Państwo Islamskie ma tylu zwolenników, że nowi bojownicy nie muszą brać na siebie trudów marszu szlakiem bałkańskim.

Zresztą, jak pisze WamS, w czasie procedur azylowych, czyli w tych momentach bezpośredniego kontaktu z imigrantami, urzędnikom nie udało się wyłapać żadnych osób podejrzanych o terroryzm.

 

dpa / Barbara Cöllen

 

Reklama