Piłkarz: Wiwatują nam na stadionie i obrzucają obelgami na ulicy | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 24.09.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Piłkarz: Wiwatują nam na stadionie i obrzucają obelgami na ulicy

Małpie okrzyki na powitanie ciemnoskórych zawodników, obelgi pod adresem cudzoziemców na trybunach. Rasizm dla zawodnika Bayer Leverkusen Roberto Hilberta jest tematem, który dotyczy go wręcz osobiście.

Deutschland Roberto Hilbert Fußballspieler mit Gattin Saba

Roberto Hilbert z żoną Sabą

Deutsche Welle: Od kilku dni jest Pan pełnomocnikiem klubu Bayer Leverkusen ds. uchodźców. Na czym dokładnie polega Pana zadanie?

Roberto Hilbert: Wszyscy wiedzą, że obecnie przyjmujemy bardzo wielu imigrantów i że bardzo wielu z nich przybywa do Niemiec. Klub taki jak Bayer Leverkusen jest gotów w 100 procentach pomagać tym ludziom, ułatwić im start i zapewnić, żeby czuli się tu dobrze. Klub próbuje przy pomocy datków, takich jak ubrania czy jedzenie, wspierać uchodźców i dawać im uczucie, że są tu mile widziani. Ponieważ ja chętnie działam na takim polu, byłem natychmiast gotów przejąć to zadanie.

DW: W ubiegły weekend było wiele oznak solidarności klubów Bundesligi na stadionach, szereg klubów zaprosił imigrantów na stadiony. Jak Pan to osobiście przeżywał?

RH: Był to oczywiście dobry znak. Myślę że jako piłkarze i generalnie jako sportowcy mamy donośne głosy i że jesteśmy w stanie uczulić ludzi na takie tematy. Jesteśmy osobami, które stoją w świetle jupiterów i w pewnych dziedzinach mogą też świecić przykładem. Jeżeli wielu ludzi zobaczy: patrzcie, piłkarze pomagają uchodźcom, w takim razie ja też to będę robił. Mam nadzieję, że takie akcje będą miały duże i pozytywne działanie.

Hannover 96 Aktion Zeig Rassismus die rote Karte

Zeig Rassismus die rote Karte - Pokaż rasizmowi czerwoną kartkę

DW: Pana osobiście dotyka ten temat, bo pana żona jest z Erytrei. Jakie doświadczenia ma Pan i Pańska rodzina?

RH: U nas w domu jest to temat, o którym się rozmawia. Niedaleko nas w hali sportowej mieszkają imigranci. Jeden z moich synów chodzi do szkoły, która oddała do dyspozycji imigrantów swoją salę sportową, więc styka się z tym bezpośrednio i oczywiście rozmawiamy o tym w domu. Moja żona swego czasu sama przyjechała do Niemiec i wie jak to jest, kiedy człowiek musi uciekać z własnego kraju przed wojną. Są to zagrożenia, których pokolenia urodzone w Niemczech w ogóle nie znają.

DW: Jakie doświadczenia Pana żona poczyniła tutaj w Niemczech?

RH: Niestety jest wielu ludzi, którzy mnie i moje dzieci nazywają 'gó….nymi murzynami'. Na przykład kiedyś w samolocie moja córeczka płakała i mężczyzna, który siedział przed moją żoną, powiedział że 'murzyni tylko piją i przywożą do Niemiec choroby', a płaczące dzieci Murzynów są 'katastrofą'. Są to niestety doświadczenia mojej rodziny.

DW: Czy ten incydent zmienił coś w waszym życiu rodzinnym?

RH: Byłem totalnie zaszokowany. Co było jednak jeszcze gorsze, to fakt, że moja żona w tej sytuacji była zupełnie sama, wśród ludzi, którzy siedzieli w samolocie. Nikt jej nie pomógł, wręcz przeciwnie - steward poprosił żonę, żeby się przesiadła. Niestety są ludzie, którzy obrażają cudzoziemców, ale uważam, że jeszcze gorsze jest, jeżeli takiej kobiecie z trojgiem małych dzieci nikt nie pomaga. To, że była ona w tym momencie zupełnie sama, jest bardzo smutne, bo to oznacza brak odwagi cywilnej. Oczywiście rozumiem ludzi, którzy nie mają odwagi podnieść głosu i niestety jest cały szereg przykładów negatywnych, gdzie ludzie okazali odwagę cywilną i przypłacili to życiem. Mimo wszystko sądzę, że kilka osób razem może przeciwstawić się jednemu osobnikowi. Taka werbalne agresja wobec dzieci jest szczególnie straszna.

Bundesliga Bayer 04 Leverkusen gegen TSG 1899 Hoffenheim

W barwach Bayer 04 Leverkusen (p) w pojedynku z Kevinem Vollandem z TSG 1899 Hoffenheim

DW: Jak zachowuje się w takiej sytuacji ojciec rodziny Roberto Hilbert?

RH: Nie jest to proste; moja żona urodziła się w Afryce, moje dzieci też są ciemnoskóre. Oczywiście, że to nic wielkiego, ale dla społeczeństwa czasami to już za dużo. Dla wielu ludzi moje dzieci są inne. Dają to często odczuć mojej żonie, czy to na parkingu przed supermarketem, czy jak już opowiadałem w samolocie, i moje dzieci oczywiście też to czują. Pytają potem, dlaczego ludzie mają taki problem z nami. Jako ojciec muszę otwarcie z nimi o tym rozmawiać. Bardzo intensywnie rozmawialiśmy o tym z dziećmi. Teraz wiedzą już, o co chodzi i jak mają się zachowywać. Ale generalnie to nie jest przyjemny temat. Każdemu cudzoziemcowi i tak jest trudno połapać się w Niemczech i zacząć tu żyć. Mam wielu tureckich przyjaciół w Niemczech, którzy nie są akceptowani ani w Turcji, ani w Niemczech i muszę szczerze przyznać, że mam problem, żeby to zrozumieć. Myślę, że jeżeli ktoś jest urodzony w Niemczech, to nie ma zupełnie znaczenia, jakie jest jego pochodzenie, kolor skóry czy kolor włosów, bo oni tutaj dorastają, tu żyją, akceptują tutejszą kulturę. Ale społeczeństwo ich nie akceptuje.

DW: W latach 2009 - 2013 grał Pan w tureckim klubie Besiktas Istanbul. Wtedy sam Pan był cudzoziemcem. Jakie różnice stwierdził Pan wróciwszy dwa lata temu do Niemiec?

RH: Muszę przyznać, że kiedy po trzech latach pobytu w Turcji powróciłem do Niemiec, byłem zaszokowany, jak nasilił się tu rasizm, podobnie jak ksenofobia. W Turcji nikt nas nie wyzwał od cudzoziemców, ale muszę przyznać że żona i dzieci stosunkowo szybko nauczyły się tureckiego. Co prawda nie mówimy perfekcyjnie, ale potrafimy się porozumieć. To się Turkom bardzo podobało i byliśmy akceptowani tacy, jacy byliśmy. Drużyna piłkarska składa się z wielu ludzi najróżniejszych nacji i najróżniejszych kultur, dlaczego więc temat rasizmu wciąż jeszcze jest tak aktualny? To poważne pytanie, które też już sobie często zadawałem, ale nie znalazłem na nie odpowiedzi. Ja po prostu nie rozumiem tego problemu. Jak się spojrzy na naszą drużynę, mamy tam Brazylijczyków, Meksykanów, Turków, Greków, Niemców - to jest zlepek wielu kultur. Kiedy zawodnicy wbiegają na boisko, cały stadion im wiwatuje, ale potem na ulicy wyzywa się ich od cudzoziemców. To jakiś obłęd.

DW: Kiedy śledzi Pan wiadomości i widzi płonące schroniska azylanckie i demonstracje przeciwko imigrantom, jak się Pan czuje?

RH: Dla mnie jest to straszne. Ja tego po prostu nie rozumiem, jak ludzie mogą coś takiego robić. Każdy ma chyba na tyle wyobraźni, żeby wiedzieć, że w takim domu są ludzie, którzy mogą zginąć. Wtedy ma się na sumieniu czyjąś śmierć. Czyli czyjeś życie już musi być naprawdę spieprzone, jeżeli się decyduje na coś takiego, by mieć na sumieniu czyjeś życie.

Roberto Hilbert jest zawodnikiem klubu Bayer 04 Leverkusen, dziś 30-latek zaczął swoją karierę w VfB Stuttgart, w roku 2010 zaczął grać w Turcji, by po dwóch latach wrócić do Bundesligi. Hilbert angażuje się w projektach przeciwko prawicowemu ekstremizmowi i wspiera je. Jest jednym z uczestników inicjatywy Pokaż rasizmowi czerwoną kartkę i jest patronem fundacji Hannah walczącej z przemocą wobec dzieci

Rozmawiał Thomas Kleine

Reklama