Paradoks Frankfurtu n. Odrą: rządzi Lewica, wyborcy stawiają na AfD | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 01.06.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Paradoks Frankfurtu n. Odrą: rządzi Lewica, wyborcy stawiają na AfD

Leżącym przy granicy z Polską Frankfurtem nad Odrą od 2018 r. rządzi polityk Lewicy. Ale w wyborach do Parlamentu Europejskiego zwyciężyła populistyczna AfD. Dlaczego?

Wejście na most we Frankfurcie nad Odrą - na drugim brzegu Odry leżą Słubice (DW/M. Fürstenau)

Wejście na most we Frankfurcie nad Odrą - na drugim brzegu Odry leżą Słubice

Brandenburgia głosowała na niebieski, barwę Alternatywy dla Niemiec (AfD). W wyborach do Parlamentu Europejskiego prawicowi populiści uzyskując 21 proc. głosów wywindowali się na pozycję najsilniejszej partii w tym landzie, przed Lewicą, na którą głosowało 18 proc. wyborców. Brandenburgia, w której centrum leży stolica Niemiec Berlin, graniczy z Polską, podobnie jak położona bardziej na południe Saksonia, gdzie AfD także zdystansowało wszystkie inne partie. Prawdziwą niespodzianką to nie było. W sondażach przedwyborczych dawno już rysowała się przewaga AfD. Na całym wschodzie Niemiec, na terenie byłej NRD, istniejąca dopiero od 2013 r. AfD święci szczególne triumfy.

Burmistrz Frankfurtu nad Odrą René Wilke (picture-alliance/dpa/P. Pleul)

Burmistrz Frankfurtu nad Odrą René Wilke

Jeżeli jest w Brandenburgii miasto, które mogłoby dać odpór temu trendowi, jest nim Frankfurt nad Odrą. Na drugim brzegu Odry leżą Słubice. Obydwa miasta łączy ożywiona współpraca. Tylko we Frankfurcie nad Odrą działa siedem niemiecko-polskich przedszkoli. W marcu 2018 funkcję burmistrza miasta, w którym żyją ludzie ponad stu narodowości, objął René Wilke. W drugiej turze wyborów reprezentant Lewicy zdobył prawie dwie trzecie głosów. Swoją kadencję 33-letni wówczas polityk rozpoczął płomiennym apelem o więcej narodowej i międzynarodowej solidarności: „W czasach budzących niepokój, wobec zaciągającej się chmurami przyszłości Europy, w tych czasach jesteśmy dla UE płomykiem nadziei”.

Rok później Wilke patrzy już bardziej trzeźwo na świat. Także w jego rodzinnym Frankfurcie w wyborach do PE triumfowała AfD. – To żaden dobry znak – przyznał w rozmowie z DW. Ale trzeba też relatywizować wynik tych wyborów. Na AfD głosowało wprawdzie 20 proc., ale prawie 80 proc. ma „inne wyobrażenie o przyszłości Unii Europejskiej". To cieszy, chociaż oczywiście Wilke życzyłby sobie innego wyniku eurowyborów.

10 proc. cudzoziemców

Młody burmistrz łamie sobie głowę nad sukcesem prawicowych populistów. – Szukam odpowiedzi, podobnie jak wielu innych ludzi – mówi. Najwyraźniej AfD zaspokoiło oczekiwania, które pominęły inne partie. – Chętnie bym poznał kilka z nich – dodaje. Wilke ma wrażenie, że wiele osób woli pozostać we własnym gronie, „między tymi, którzy mają to samo zdanie”. Mimo to jest i pozostaje optymistą. – Jesteśmy otwartym, międzynarodowym miastem. I tak funkcjonujemy – zapewnia.

Na założonym w 1506 roku Europejskim Uniwersytecie Viadrina studiuje ponad 6 tys. młodych ludzi z całego świata (picture-alliance/dpa)

Na założonym w 1506 roku Europejskim Uniwersytecie Viadrina studiuje ponad 6 tys. młodych ludzi z całego świata

W żadnym wypadku nie jest to tylko frazes. Kto idąc przez miasto ma oczy i uszy otwarte, widzi i słyszy: wielu Polaków, rozmawiających po angielsku studentów Europejskiego Uniwersytetu Viadrina, uchodźców z Syrii, Afganistanu i innych krajów. Co dziesiąty z 58 tys. mieszkańców Frankfurtu nad Odrą ma paszport inny niż niemiecki – jak na wschodnie Niemcy to nietypowe. Skutki tej mieszanki są takie jak wszędzie – pozytywne i negatywne. Nawiasem mówiąc, AfD widzi tylko ciemne strony. Przede wszystkim, jeżeli chodzi o 1400 uchodźców.

Polityk Lewicy, który deportuje uchodźców

– Gdybyśmy nie przyjęli tylu uchodźców, nie mielibyśmy tych problemów – mówi DW szef AfD we Frankfurcie Wilko Moeller. 52-letni funkcjonariusz policji federalnej uważa, że granice dopuszczalności zostały osiągnięte. – Wydajemy bardzo dużo na uchodźców – argumentuje. Czasami trzeba też powiedzieć „nie”, bo mieszkańcy nie byli pytani o zdanie. – Dlatego mogliśmy uzyskać taki wynik wyborów – tłumaczy. Jego zdaniem ludzie nie chcą żadnej „wielkie zmiany kulturowej”.

Szef AfD we Frankfurcie Wilko Möller (picture-alliance/dpa/M. Gambarini)

Szef AfD we Frankfurcie Wilko Möller

Burmistrz Frankfurtu nad Odrą jest innego zdania, co nie znaczy, że nie widzi niedociągnięć. Poruszenie wzbudził latem 2018 atak uchodźców na klub nocny. Według zeznań świadków napastnicy mieli zaatakować gości klubu nożami i stalowymi prętami, i krzyczeć: „Jesteśmy Arabami! Zarżniemy was wszystkich!”. Dla burmistrza było to przekroczenie dopuszczalnych granic. Dlatego chce deportować sprawców. W przypadku jednego z nich już mu się to udało. Sprawy dalszych jeszcze się toczą.

Szef frankfurckiego AfD pochodzi z Zachodu

Na jego własną partię konsekwentne postępowanie burmistrza z uchodźcami działa jak czerwona płachta na byka. Lewica z zasady odrzuca deportacje uchodźców. Wilke jest jednak wierny sobie. W pewnym momencie trzeba być też w stanie powiedzieć: „Dotąd i ani kroku dalej!”. Sprawcami było tylko paru uchodźców, którzy zagrażają integracji wszystkich. – Zdyskredytowali uchodźców – wyjaśnia. A do tego nie można dopuścić.

Walka ideologiczna na latarniach Frankfurtu (DW/M. Fürstenau)

Walka ideologiczna na latarniach Frankfurtu

Deportacje powinny być właściwie całkowicie w guście szefa AfD Wilko Moellera, ale jakoś nie słychać z jego ust słów uznania. Jego zdaniem burmistrz Wilke próbuje tylko rozwiązać problemy, które sam stworzył. Moeller tłumaczy tym także sukces swojej partii w wyborach do PE. Pochodzący z zachodu RFN, z Hanoweru funkcjonariusz wskazuje na wschodnioniemieckie życiorysy większości mieszkańców Frankfurtu nad Odrą. Inaczej wyobrażali sobie zachód. – Ta globalizacja, to nieustanne umiędzynaradawianie, bez pytania kogokolwiek – wylicza. Mieszkańcy wschodnich Niemiec na pewno żyli w dyktaturze, co „nie ulega wątpliwości”. Ale potem „narzucono” im walutę euro, której nikt nie chciał. W kryzysie euro przekazano za granicę miliardy euro, a niemieckie podatki zostały zrujnowane. – Obywatele są tu o wiele bardziej uczuleni na interwencję państwa niż na zachodzie – argumentuje Moeller.

Kilka dni po wspaniałym dla AfD wyniku wyborów do PE, mógł publicznie przedstawić swoje poglądy. Gośćmi spotkania są premier Brandenburgii Dietmar Woidke i członkowie jego gabinetu. W programie wieczoru wielogodzinna dyskusja pod hasłem „Do rzeczy, Brandenburgio!”. Frankfurtczycy mają i powinni mówić bez ogródek. Niektórzy to robią. Skarżą się na nadmiar siłowni wiatrowych wokół miasta, na złe połączenia kolejowe czy brak instytucji kulturalnych.

W publicznej dyskusji AfD woli milczeć

Wśród publiczności są też szef AfD Moeller i kilku jego partyjnych przyjaciół. Ale nie uczestniczą w dyskusji. Słowo „uchodźca” nie pada ani razu. Krótko przed zakończeniem spotkania starszy pan chce usłyszeć od premiera Woidke, czy po jesiennych wyborach do brandenburskiego parlamentu trzeba się liczyć z premierem z AfD? Woidke zastanawia się przez chwilę. Po czym przyznaje, że wynik eurowyborów był dla niego „częściowo szokujący”. Ale o jednym jest głęboko przekonany: większość ludzie wie, „że naszą przyszłością jest poczucie wspólnoty, współpraca i tolerancja”.

 

Redakcja poleca