Ostry spór o gaz znowu dzieli Unię | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 24.11.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Ostry spór o gaz znowu dzieli Unię

Przedstawiciele państw UE nie zatwierdzili pakietu kryzysowych przepisów energetycznych, bo ich ugoda zawisła na konflikcie o wysokość cenowego pułapu na gaz. Ponadto Polska próbuje ciągnąć w dół pułap ceny ropy z Rosji.

Odpowiedzialni za energię ministrowie z 27 państw Unii nie zdołali w czwartek (24.11.22) wyjść z klinczu związanego z cenami gazu. Komisja Europejska zaproponowała w tym tygodniu pułap cenowy na gaz hurtowy w Unii za pomocą ograniczeń nałożonych na holenderski indeks giełdowy TTF, z którym powiązane jest około 80 proc. handlu gazem w UE. Jednak zaproponowany przez Komisję próg 275 euro za MWh (obecnie cena gazociągowego surowca dla Unii to około 120 euro) sprowokował dziś ostry bunt państw zabiegających od paru miesięcy o limit cenowy. – Traktuję propozycję Komisji jako żart – powiedziała minister Anna Moskwa. Rzuciła podejrzenia o „ukryte negocjacje Komisji w Niemcami”.

Hurtowe ceny gazu sięgały w sierpniu grubo ponad 300 euro, ale zgodnie z innymi wskaźnikami zaprojektowanymi przez Komisję unijny pułap cenowy – gdyby istniał w tym kształcie już latem – nawet wtedy nie zostałby aktywowany. Dlatego także hiszpańska minister energii Teresa Ribera zadeklarowała już przedwczoraj, że propozycja Komisji jest „ewidentnie do odrzucenia”, bo „niczego nie rozwiązuje”. A Kostas Skrekas, grecki minister energii i środowiska, uznał, że system, który przedstawiła Komisja „nie jest w rzeczywistości limitem cenowym”. Ostro ten projekt krytykowała też Belgia, która wraz z Włochami, Polską i Grecją od września organizowała – podpisywanie przez 15-16 państw – apele o wprowadzenie limitu ceny na cały gaz sprowadzany do Unii.

Polska jest wśród krajów domagających się pułapu cenowego na poziomie 150-180 euro. Gwałtowny opór wobec oferty Komisji oraz oskarżenia, że Bruksela świadomie zaproponowała martwe przepisy (pułap tak wysoki, że nie będzie aktywowany) sprawiły, że Rada UE nie zdołała dziś finalnie zatwierdzić innych – negocjowanych od października – przepisów antykryzysowych. Chodzi o wspólne zamówienia na gaz, przyspieszenie zezwoleń na odnawialne źródła energii czy też solidarnościowe, choć nieobowiązkowe dzielenie się gazem przez państwa Unii na wypadek ciężkiego kryzysu. Te rozwiązania stały się zakładnikiem sporu o cenę gazu. – Te przepisy mogą poczekać do wiosny. Teraz potrzebujemy pułapu cenowego na gaz – tłumaczyła minister Moskwa. Jozef Sikela, który prowadził obrady w imieniu czeskiej prezydencji, zapowiedział kolejne obrady na połowę grudnia, kiedy ministrowie podejmą próbę odblokowania całego pakietu energetycznego.

– To oczywiste, że nikt nie jest zadowolony z propozycji Komisji. I to nie jest powszechne niezadowolenie cechujące kompromis, kiedy każdy ustępuje. Tutaj wciąż nie ma kompromisu – powiedział po obradach Sven Giegold, sekretarz stanu w niemieckimi ministerstwie gospodarki i ochrony klimatu. Niemcy, Holandia, Austria, Dania to kraje przeciwne jakiemukolwiek pułapowi ceny hurtowej na gaz. Tłumaczą, że próg cenowy to ryzyko rynkowych zaburzeń oraz zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw, gdyby zniechęceni eksporterzy przekierowali się na inne rynki, a Rosjanie odwetowo całkowicie zaprzestali już i tak bardzo zredukowanych dostaw swego surowca. Ale niektórzy krytycy tych krajów bogatej Północy przekonują, że – tę wersję można usłyszeć w Polsce – Niemcy nie chcą unijnego progu cenowego, bo po prostu stać je na pomoc dla swych firm i obywateli.

Polska chce zaniżyć cenę ropy

Jednocześnie w Brukseli toczą się teraz żmudne negocjacje co do pułapu ceny na ropę z Rosji. Unia nie będzie jej kupować od 5 grudnia, ale grupa G7 chce egzekwować limit ceny wobec importerów rosyjskiego surowca z Azji czy Afryki za pomocą sankcji związanych z usługami finansowymi.

Komisja Europejska zaproponowała wczoraj pułap cenowy w przedziale 65-70 dolarów za baryłkę, czyli bliski obecnym cenom rynkowym. Większość krajów Unii zaakceptowała tę cenę, ale Polska wspierana przez kraje bałtyckie zażądała ceny znacznie bliższej kosztom produkcji (około 40 dolarów za baryłkę), by pozbawić Rosję dużej części zarobku ze sprzedaży ropy. W tej kwestii wymagana jest jednomyślność 27 państw Unii, której nie udało się osiągnąć również dziś podczas kolejnych obrad ambasadorów 27 państw Unii w Brukseli.