Nowy europarlament: Główny nurt podzielony, ale dominuje | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 18.04.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Nowy europarlament: Główny nurt podzielony, ale dominuje

Odroczenie brexitu nie zachwiało prognozowaną przewagą partii głównego nurtu w nowym Parlamencie Europejskim. Eurowybory nie będą unijnym "referendum" o migracji, choć ta nadal bardzo przejmuje wielu Europejczyków.

Parlament Europejski opublikował dziś nowe prognozy podziału miejsc po majowych wyborach (przygotowane przez Kantar Public), które po raz pierwszy w czasie tej kampanii uwzględniają Wlk. Brytanię. Brexit w zeszłym tygodniu przesunięto bowiem co najmniej na koniec października, więc - o ile jakimś politycznym cudem Izba Gmin nie zatwierdzi umowy brexitowej do końca czerwca - w liczącym 751 europosłów Parlamencie Europejskim zasiądzie 73 Brytyjczyków.

Dzisiejsza prognoza potwierdza przewidywaną już wcześniej dominację partii głównego nurtu, ale reprezentacja prounijnego mainstreamu będzie bardziej różnorodna niż po poprzednich eurowyborach z 2014 r. Wówczas nowa Komisja Europejska opierała się na koalicji centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej (EPL) oraz centrolewicy, które miały łącznie blisko 54 proc. izby. I choć nie było takiej arytmetycznej konieczności, dołączyli do nich wówczas liberałowie, co dawało łącznie 62,8 proc. europosłów. Natomiast po tegorocznych wyborach, obejmująca m.in. niemiecką chadecję, PO, PSL, centroprawicowa EPL (180 zamiast poprzednich 217 mandatów) oraz oparta m.in. na brytyjskich labourzystach i niemieckiej SPD centrolewica (149 zamiast 186 mandatów) będą miały łącznie niecałe 44 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim.

Wielkiej koalicji trzeba sojuszników

Tak osłabiona "wielka koalicja" centroprawicy i centrolewicy (pomimo wielu wzajemnych konfliktów dla ich sojuszu nie ma trwałej alternatywy) będzie w tym roku skazana na szukanie dodatkowego koalicjanta. Jeśli byliby nim liberałowie Guya Verhofstadta w połączeniu z francuskimi europosłami z list Emmanuela Macrona, taka koalicja miałaby łącznie 56,6 proc. miejsc w nowym Parlamencie Europejskim. A po ewentualnym dołączeniu zielonych (trwa już nieformalne sondowanie takiego scenariusza), prounijna koalicja urosłaby do ponad 64,2 proc. całej izby. Jednak sklejanie tak dużego aliansu może okazać się bardzo czasochłonne. I dlatego Bruksela już teraz szykuje się, że obecna Komisja Europejska pod kierownictwem Jeana-Claude’a Junckera może nie odjeść z przepisowym końcem kadencji, czyli 31 października, lecz będzie musiała poczekać o kilka tygodni dłużej na zatwierdzenie całego składu nowej Komisji przez europosłów.

Prognoza, która w przypadku Polski opiera się na sześciu sondażach publikowanych w polskich mediach, daje 23 mandaty dla PiS (40,6 proc. głosów), 21 mandatów dla Koalicji Europejskiej (36,3 proc. głosów), 4 mandaty dla Wiosny (8,3 proc. głosów) i 3 mandaty dla Kukiz-15 (5,5 proc. głosów). W Niemczech CDU/CSU ma uzyskać 30 mandatów, Zieloni - 18, SPD - 17, AFD - 11, a po siedem mandatów - FDP i Die Linke. Reszta z 96 niemieckich miejsc w Parlamencie Europejskim ma przypaść kilku mniejszym ugrupowaniom.

Unia gołębnikiem dla Brytyjczyków?

Labourzyści wedle dzisiejszej prognozy mogą liczyć na 19 europosłów, torysi na 12, a 10 mandatów ma przypaść Brexit Party Nigela Farage'a, którego poprzednie ugrupowanie UKIP ma dostać 9 mandatów. Resztę z 73 brytyjskich mandatów europarlamentarnych ma wziąć kilka innych partii. Obecność Brytyjczyków w Parlamencie Europejskim (do czasu brexitu)wywołuje wielką irytację części izby.

- Unia zamienia się w gołębnik, do którego Brytyjczycy raz wlatują, raz wylatują – narzekał szef liberałów Guy Verhofstadt podczas wtorkowej debaty o brexicie. Ostro skrytykował niedawną decyzję Rady Europejskiej o wielomiesięcznym odroczeniu brexitu, ale jej szef Donald Tusk odgryzał się, że skoro Verhofstadtowi klaszcze Nigel Farage (przeciwnik odwlekania brexitu), to ten powinien przemyśleć swe poglądy. Verhofstadta jednak mocno oklaskiwał też - niechętny ciągłemu odsuwaniu brytyjskiego rozwodu - bawarski chadek Manfred Weber, kandydat centroprawicowej EPL na nowego szefa Komisji Europejskiej.

Donald Tusk (Reuters/Y. Herman)

Donald Tusk

Donald Tusk apelował w Parlamencie Europejskim, by do czasu brexitu nie traktować Brytyjczyków (w tym brytyjskich europosłów) jako członków UE drugiej kategorii. Ponadto nie skrywał, że wciąż nie porzucił nadziei na zupełne odwołanie brexitu, co Londyn zgodnie z traktatami może zrobić jednostronnie.

Co z międzynarodówką nacjonalistów

Włoski wicepremier Matteo Salvini, szef Ligi, na razie z bardzo umiarkowanymi rezultatami usiłuje kleić wspólnie m.in. z Marine Le Pen eurowyborczą koalicję partii mocno lub skrajnie prawicowych. Jej głównym lepiszczem miałby być strach Europejczyków przed migracją, ale ostatnie analizy ośrodka European Council on Foreign Relations (ECFR) pokazują, że - również wbrew rachubom Viktora Orbana - to nie jest już temat dominujący dla Europejczyków. Wśród największych zagrożeń dla Europy wyborcy UE wskazują dżihadyzm, a konkretnie "islamski radykalizm" (22 proc.), problemy gospodarcze (16 proc.), migracje na miejscu trzecim (15 proc.) oraz wzrost nacjonalizmów w Europie (11 proc.).

Wyniki podane przez ECFR nieco różnią się w poszczególnych krajach. W Niemczech w pierwszej trójce zagrożeń dla Europy jest islamski radykalizm, migracja i nacjonalizmy. A z kolei w Polsce - islamski radykalizm, Rosja i nacjonalizmy.

Reklama