Nowe wyzwanie dla straży pożarnej: płonące samochody elektryczne | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 02.12.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Nowe wyzwanie dla straży pożarnej: płonące samochody elektryczne

Straż pożarna już szkoli się w sposobach gaszenia płonących baterii samochodów elektrycznych.

Koło Bruchsal straż pożarna gasiła transporter z 7 samochodami elektrycznymi

Koło Bruchsal straż pożarna gasiła transporter z 7 samochodami elektrycznymi

Niemiecka straż pożarna ma coraz częściej do czynienia z płonącymi akumulatorami pojazdów elektrycznych. Uspokaja jednak, że sytuacja jest do opanowania.

– Mamy tu do czynienia z nowym wyzwaniem, na które trzeba przygotować oddziały ratownicze – powiedział wiceprezes Niemieckiego Związku Straży Pożarnych Karl-Heinz Knorr w rozmowie z agencją prasową DPA. Samochody elektryczne nie palą się ani częściej, ani groźniej niż samochody spalinowe. Palą się tylko inaczej – wyjaśnia ekspert.

Małe ryzyko, nowe materiały

Z instrukcji wydanych przez ten związek we współpracy z inżynierami i ekspertami wynika, że stosowane już sposoby gaszenia pożarów są zasadniczo przydatne także przy gaszeniu baterii litowo-jonowych.

– Jeżeli baterie takie były wyprodukowane według przyjętych standardów i odpowiednio eksploatowane, to akumulatory kwalifikuje się jako wystarczająco bezpieczne – wyjaśnia Knorr.

Także automobilklub ADAC ocenia ryzyko pożaru samochodu elektrycznego jako stosunkowo małe. W testach pojazdy elektryczne okazują się być tak samo bezpieczne jak pojazdy spalinowe. System zasilania elektrycznego jest automatycznie odcinany w chwili, gdy rozkładają się poduszki powietrzne.

Ważne jednak, aby straż pożarna już teraz zajmowała się możliwymi interwencjami przy pożarach nowego typu samochodów. Także po to, aby zapobiec powstaniu niepewności wśród kierowców.

– Kiedy pali się pojazd o napędzie elektrycznym, należy liczyć się z tym, że pożar będzie miał duży rozmiar, ale w przypadku akumulatora nie jest dużo inaczej niż w przypadku rozszczelnionego baku z paliwem – zaznacza Knorr. Jeżeli dojdzie już do pożaru samochodu elektrycznego, należy liczyć się z tym, że powstaną wysokie płomienie i wysoka temperatura, ponieważ do produkcji samochodów używa się obecnie więcej łatwopalnych materiałów: jest więcej materiałów izolacyjnych, samochody mają szersze opony, palne są także obicia foteli.

Wypalony samochód elektryczny

Ten samochód zapalił się podczas ładowania

Skuteczne wodowanie

W przypadku płonącego paliwa straż pożarna może opanować ogień zalewając płonący samochód pianą gaśniczą, co odcina dopływ tlenu. Natomiast w przypadku płonących akumulatorów używa się wody. Nie wystarczy bowiem tylko zdusić widocznych płomieni. Właściwa energia pochodzi ze środka akumulatora, ogień rozprzestrzenia się tam efektem domina – z komory do komory. Strażacy mówią o tym zjawisku „thermal runaway”. W takich przypadkach pomaga tylko bezustanne chłodzenie. Z akumulatora trzeba pobrać więcej energii niż jest on w stanie oddać; w przeciwnym wypadku znowu nastąpi zapłon. Aby to się udało, potrzeba bardzo dużo wody.

Co to konkretnie oznacza, doświadczyli ostatniej niedzielnej nocy strażacy w Düsseldorfie. Potrzebowali 9000 litrów wody, żeby ugasić płonący akumulator litowo-jonowy samochodu hybrydowego. Kiedy pożar taki wybucha w miejscu, gdzie nie ma dostępu do hydrantu, np. na autostradzie, do akcji gaśniczej trzeba wysyłać od razu dwa wozy strażackie – zaznacza Knorr. Tak postąpiła właśnie straż pożarna w Düsseldorfie. Niemiecki Związek Straży Pożarnych zaznacza, że samym strażakom podczas akcji wystarcza normalny ochronny kombinezon. 

W zaskakujący sposób strażacy radzą sobie też z faktem, że właściwie do gaszenia urządzeń elektrycznych nie wolno używać wody, bo napięcie elektryczne może przez strumień wody przeskoczyć na gaszącego człowieka. Do gaszenia takich pożarów używają specjalnego strumienia, składającego się z pojedynczych kropli. Przy zachowaniu odpowiedniego odstępu, prąd nie może popłynąć w ich kierunku. Nawet kiedy palą się przewody wysokiego napięcia, strażacy mogą gasić je z odległości 10 m.

Innym problemem płonących akumulatorów jest jednak to, że ugaszona bateria w ciągu 24 godz. może się ponownie zapalić. – Nie można zajrzeć do środka akumulatora – podkreśla Knorr – dlatego sensowne jest, by taką baterię umieścić pod wodą dla pełnego bezpieczeństwa.

W taki właśnie sposób i to na jeszcze większą skalę postąpili niedawno strażacy z Düren koło Akwizgranu. Przy pomocy dźwigu straż pożarna zanurzyła cały samochód w kontenerze wypełnionym wodą. Także inne jednostki straży pożarnej rozważają zorganizowanie u siebie podobnych gaśniczych kontenerów. Nie dalej jak w czerwcu br. policja w Dortmundzie dla pewności umieściła taki już ugaszony samochód w zaimprowizowanej kąpieli wodnej. Niemiecki Związek Straży Pożarnych nie jest przekonany, żeby generalnie taką metodę trzeba było stosować we wszystkich wypadkach. Po pożarach pojazdami zajmują się bowiem firmy utylizacyjne, które ściągają pojazdy i same odpowiednio je zabezpieczają.

 

dpa/ma

 

Redakcja poleca

Reklama